poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Koniec

Hm, wiecie co? Nie będę kontynuować tego opowiadania. Zaczęłam coś skrobać, ale stwierdziłam, że to nie ma sensu. Zarówno jak nie ma sensu pisanie dla 16 osób. Bo jak mniemam tylko one były zainteresowane, nieprawdaż? A tak w ogóle to dzięki za 16 przy 69 obserwujących. Wystarczyłaby tylko kropka albo przecinek, ale okay. Ja rozumiem, że ja nie komentuję Waszych blogów, ale nie znaczy to, że ich nie czytam. W każdym bądź razie, dzięki za 40 tysięcy wyświetleń. Nie usunę tego bloga. Bo jaka normalna matka zabija swoje dziecko, gdy już dorośnie? No właśnie. Żadna. No chyba, że jakaś totalna wariatka. Podziękowania i cała rozpiska wszystkich pierdów była wcześniej, więc nie będę ponownie tego pisać. 
Jeśli ktoś jeszcze nie zauważył, to prowadzę innego bloga, również z 1D. Osobiście tamten blog podoba mi się o wiele więcej niż ten. Mam nadzieję, że wam też przypadnie do gustu.
CLICK
Tak, że ten, no... SAJONARA BICZES!
PS. Powinnam się niepokoić gwałtownym spadkiem liczby czytających? Niedawno było ponad dwieście, a teraz jest zaledwie 184. Hm... podejrzane.

czwartek, 14 marca 2013

Epilog


KILKA LAT PÓŻNIEJ

~Alex~

Od naszego ślubu minęło dziesięć lat. Teraz mam trzydzieści dw… dwadzieścia parę lat. Kobiet w moim wieku się o wiek nie pyta. Wszystko zostało po staremu. Wszyscy mieszkamy w jednym, ogromnym domu. Nick, Diana i ich córeczka Ellie też. Już nie córeczka. Ellie ma teraz dziesięć lat. Mandy i Danny mają trzynaście, Cedrik i July dwanaście, a Matt jedenaście. Ellie to śliczna blondynka o brązowych oczach. Tak jak tatuś jest dosyć zwariowana. Matt jest niezdarny przy dziewczynach i trochę nieśmiały. Wydaje się być najspokojniejszy z całej gromadki. Jednak pozory mylą. Geny Tomlisnonów często dają o sobie znać. Demon też znalazł sobie dziewczynę. Liam pół roku temu postanowił kupić suczkę huskiego. Nazwał ją Lukrecją tak jak prosiły dzieci. Teraz oba psiaki wylegują się w ogródku bawiąc się ze swoją czwórką szczeniąt. Dzieci podzieliły się w pary i wybrały sobie szczeniaczki. Tak, dobrze zrozumieliście. W naszym domu mieszka ośmioro dzieci. No dobra, ośmioro przedstawicieli młodzieży tak jak to mawia Mandy. Dziesięć lat temu zaszłam w ciąże. Pamiętam dzień kiedy się o niej dowiedziałam jakby to było wczoraj.
„Nie mogłam spać przez całą noc i przekręcałam się z boku na bok, dopóki nie poczułam znajomego ssania w żołądku.
-Niall- szepnęłam. –Niall- szepnęłam głośniej. Mój mąż nie zareagował. –Niall!- krzyknęłam mu do ucha, a blondynek spadł z łóżka.
-Co jest?- zapytał patrząc na mnie sennie.
-Zgłodniałam. Możesz przynieść mi coś do jedzenia?- zapytałam uśmiechając się błagalnie.
-No dobra- mruknął. –Co chcesz?- zapytał.
-Ogórka- stwierdziłam po chwili namysłu, a chłopak kiwnął głową. –Ogórka z nutellą!- dodałam, a Niall uniósł brwi i spojrzał na mnie dziwnie, jednak nie odezwał się.
Do rana spałam spokojnie. Kiedy się obudziłam, Horan już wstał. Westchnęłam i wzięłam szybki prysznic. Kiedy zaczęłam się ubierać, zauważyłam, że wszystkie spodnie są na mnie za małe. Westchnęłam i sięgnęłam po następną parę. Jakoś się w nie wcisnęłam, ale nie mogłam ich zapiąć. Wciągnęłam brzuch i z ogromnym wysiłkiem, przyjmując rozmaite pozycje na łóżku, zapięłam guzik. Uśmiechnęłam się zadowolona z siebie i spróbowałam wstać. Jednak nie mogłam. Popróbowałam jeszcze kilka razy, jednak nadal leżałam na łóżku nie mogąc zgiąć nóg.
-O już wstałaś!- ucieszył się Niall wchodząc do pokoju w tym samym momencie, w którym ja ponownie próbowałam wstać. Prawie mi się udało, a kiedy byłam bardzo blisko, usłyszałam dziwny dźwięk i Niall dostał guzikiem w czoło. Wytrzeszczyłam oczy i wybuchnęłam śmiechem widząc jego minę.
W ciągu dnia byłam strasznie wkurzona i rozstawiałam wszystkich po kątach. Wszystko mnie drażniło. Chodziłam po domu przegryzając ogórka z nutellą. Kiedy krzyczałam na Hazzę on wymówił to zdanie, które o wszystkim przesądziło.
-Co ty masz okres napięcia przedmiesiączkowego?- zapytał wkurzony.
-Nie! Nie miałam okresu od czterech miesięcy!- warknęłam na niego. Po chwili ja i Niall spojrzeliśmy na siebie wielkimi oczami.
-Do samochodu!- polecił blondasek. –Jedziemy do sklepu!- pociągnął mnie do auta gdy w pośpiechu zakładałam buty. Kiedy dojechaliśmy na miejsce wrzuciliśmy do wózka kilkanaście testów ciążowych. Kasjerka spojrzała na nas dziwnie jednak my się tym nie przejęliśmy. Gdy wróciliśmy do domu, wzięłam siatkę z zakupami i pognałam do łazienki. Zamknęłam się w niej i po kolei zrobiłam każdy test. Niall krążył niespokojnie pod drzwiami. Po kilku minutach na każdym teście wyszedł wynik pozytywny.
-Ja pierdole!- wymsknęło mi się. Niall po chwili szarpania się z drzwiami wszedł do środka.
-Co jest?- zapytał przejęty.
-Jestem w ciąży!- krzyknęłam i rzuciłam się mu na szyję.”
 Mimowolnie się uśmiechnęłam. Spojrzałam na nasze dzieci i od razu przypomniał mi się poród.
„Było kilka dni po wyznaczonym terminie. Miałam urodzić bliźniaki. Wszyscy ciągle za mną chodzili i się mną zajmowali. W ten dzień poszłam do meksykańskiej restauracji na kolację z dziewczynami. W Internecie przeczytałam, że ostre jedzenie przyspiesz poród. Kiedy zjadłam pierwsze danie, brzuch zaczął mnie strasznie boleć. Krzyknęłam i zaczęłam łapać spazmatycznie powietrze. Dziewczyny od razu otoczyły mnie kółkiem.
-Rodzisz?!- pisnęła Emily.
-Musimy jechać do szpitala!- krzyknęła Danielle. Kiedy chciały już wyjść z restauracji i zapakować mnie do auta, ja zatrzymałam się i beknęłam. Ból od razu ustał. Dziewczyny spojrzały na mnie pytająco. Ja uśmiechnęłam się szeroko.
-Fałszywy alarm- odparłam. Dziewczyny odetchnęły z ulgą i wróciłyśmy do kolacji. Kiedy miałyśmy wychodzić poczułam wodę na nogach i straszny ból.
-Co to za woda?- zapytała Laura.
-Wody mi odeszły- wysapałam. –Rodzę- dodałam i krzyknęłam z bólu. Nie trzeba było im nic więcej mówić. Danielle prowadziła, a reszta siedziała ze mną na tylnych siedzeniach w busie.
-Oddychaj głęboko- powtarzała a kółko Laura.
-Właśnie, oddychaj- przytaknęła Eleanaor.
-I przyj- dodała Sophie.
-Wdech, wydech, wdech, wydech- powtarzała Laura.
-Przecież oddycham głupku!- warknęłam.
-Mówię do siebie nie do ciebie!- pisnęła i nie przestawała głęboko oddychać. Po jakimś czasie dojechałyśmy do szpitala. Po chwili, kiedy leżałam w sali, drzwi gwałtownie się otwarły. Stał w nich Zayn i Harry. Oboje spojrzeli na mnie, wytrzeszczyli oczy i zemdleli. Lou podszedł do nich i zaczął się z nich śmiać. Po chwili spojrzał na mnie, wytrzeszczył oczy i wycofał się do tyłu. Po chwili do środka wbiegł Niall i Liam.
-Alex! Alex?- Niall zatrzymał się w pół kroku i spojrzał na mnie przerażony.
-To ja tępaku!- krzyknęłam.
-Kochanie wszystko w porządku?- podbiegł do mnie i złapał za rękę.
-Nie, nie jest w porządku. Za chwilę wypchnę z siebie dwójkę dzieci!- warknęłam.
-No tak wybacz- uśmiechnął się. Cały się trząsł. Był strasznie zdenerwowany. Li złapał mnie za drugą rękę i uśmiechał pokrzepiająco. Kiedy ból był nie do zniesienia, ścisnęłam najmocniej jak umiałam ich dłonie. Zamiast mojego krzyku, słuchać było nasz wspólny krzyk. Po kilku godzinach było po wszystkim. Pielęgniarka przyniosła nasze bliźniaki i podała mi je. Wzięłam je na ręce i oniemiałam. Trzymałam w rękach coś tak malutkiego i delikatnego. Kiedy tylko pielęgniarka mi je podała, przestały płakać i patrzyły na mnie dużymi oczami. Uśmiechnęłam się.
-M-mogę je potrzymać?- wybąkał Niall.
-Jasne głuptasie. To też twoje dzieci- uśmiechnęłam się do niego. Horanek delikatnie wziął ode mnie dzieci i uśmiechał się szeroko. Po chwili wszyscy weszli do sali.
-Mam ważne pytanie- oznajmiła Laura. Spojrzałam na nią pytająco. –Jak je nazwiecie?- zapiszczała. Spojrzałam znacząco na blondaska. On uśmiechnął się do mnie i kiwnął głową.
-Dziewczynkę nazwiemy Anabelle- odparłam.
-A chłopca Niall James. W skrócie Junior- powiedział Horanek." 
Uśmiechnęłam się szerzej i spojrzałam na dwójkę naszych dzieci. Anabelle była szatynką o brązowo- zielonych oczach. Miała długie, kręcone włosy. Junior natomiast, to brunet o cudownych, niebieskich oczach. Oboje siedzieli pochłaniając ogromną ilość jedzenia. O dziwo oboje byli szczupli.
-Mamo, mamo!- krzyknął Junior podbiegając do mnie.
-Rodzynek zsiusiał się na Cedrika!- dołączyła do niego Anabelle. Rodzynek to szczeniak Juniora i Anabelle. Nazwali go tak, ponieważ ma słabość do rodzynek i problemy z utrzymywaniem moczu, ale to już dłuższa historia. Złapałam dzieci za ręce i podeszłam do grupki młodzieży bawiącej się ze szczeniakami. Akurat wszyscy śmiali się z Cedrika.
-Co tu się dzieje?- zapytałam łapiąc się pod boki. Od razu wszyscy umilkli.
-Ciociu Ali, Cedrik popuścił- wyjaśniła July.
-To nie Cedrik tylko Rodzynek- uśmiechnęłam się do niej.
-Mówiłem wam, że się nie posikałem! Ale nie! Wy musicie wiedzieć swoje- fuknął Cedrik i zajął się swoją fryzurą.
-Idź się przebrać- spojrzałam na młodego Malika. Był kopią Zayna. Za kilka lat nie będzie mógł odpędzić się od dziewczyn. Zresztą tak jak reszta. Całe One Direction ma niebrzydkie buźki, o czym wszyscy dobrze wiedzą. Ich dzieci są ich kopiami. Odziedziczyły po nich urodę. Młody Malik westchnął i poszedł do swojego pokoju. Przeniosłam wzrok na Rodzynka. –Nie dobry piesek. Nie wolno siusiać na nikogo- powiedziałam, a piesek zaskomlał i zakrył oczy łapkami. –Zupełnie jak ojciec- pokręciłam głową i zaśmiałam się. Zostawiłam dzieci i podeszłam do lodówki. Mój brzuch domagał się jedzenia.  Kiedy przeglądałam lodówkę za plecami usłyszałam krzyki chłopaków i śmiechy dziewczyn. Louis gonił Liama z łyżką, Zayn krzyczał na Harrego trzymając jego żelki, a Harry krzyczał na Zayna trzymając jego suszarkę. Nick i Jason przepychali się śmiejąc się wniebogłosy. Mimo, że mieli po trzydzieści lat, nadal zachowywali się jak przerośnięte dzieciaki. Wracając do lodówki. Moją uwagę przykuło to, że jest prawie pusta. No tak, Louis i Harry mieli zrobić zakupy. Westchnęłam, włożyłam kilka banknotów do kieszeni i chciałam założyć buty, ale ktoś objął mnie od tyłu.
-Od początku wiedziałaś, że tak będzie, prawda?- zapytał Niall.
-Co masz na myśli?- zapytałam odwracając się do niego przodem.
-Wszystko- odparł. –Już wcześniej wspominałaś o czerwonych trampkach na ślubie, o naszych bliźniakach i o wielu innych rzeczach, które się spełniły- uśmiechnął się.
-To niech pozostanie moim małym sekretem- puściłam mu oczko i pocałowałam w kącik ust. –Idę do sklepu! Kto ze mną?- zapytałam krzycząc.
-Ja!- wszyscy unieśli ręce w górę. Pokręciłam głową ze śmiechem i przyglądałam się jak chłopacy przepychają się w drzwiach od tarasu. Po chwili wszyscy byli gotowi. Niall objął mnie ramieniem i spacerkiem ruszyliśmy do sklepu. Nasze dzieci przepychały się i bawiły tak samo jak ich rodzice. Psy zostały w domu, ale coś mi mówi, że one też nie próżnują. Gdy wrócimy w domu będzie niezły bałagan. Jestem szczęśliwa? Zdecydowanie tak. Dumna z siebie? Nie inaczej. Kocham swoją zwariowaną rodzinkę? Całym sercem. Ktoś by mógł pomyśleć, że to szczęśliwe zakończenie rodem z filmów Disneya. Jednak myli się i to bardzo. To nie koniec, to dopiero początek…

O kurde, nie wiem co napisać.  Hm, może zacznę od tego, że wypiszę wszystkie informacje, których nie musicie czytać.
Obserwujący: 67
Liczba wyświetleń: 36921
Osoby czytające: 211
Odbiorcy: 
Polska - 32924
USA - 798
UK - 371
Rosja - 333
Francja - 171
Niemcy - 144
Austria - 86
Belgia - 69   *.* (sz sz sz sz sześć dziewięć!)
Hiszpania - 59
Holandia - 25
Wszystkich komentarzy: 637
Wszystkich postów: 53
Okay, już możecie czytać. Pierwsze chciałabym wam z całego serca podziękować, że wytrwaliście ze mną do samego końca. Dziękuję za wszystkie komentarze, wyświetlenia za wsparcie. Jesteście wielcy, serio. Bez Was nie byłoby tego bloga. Także...

MASSIVE THANKS YOU!

I to tyle z ckliwej gadki. Nigdy nie byłam w tym dobra i takie tam. I teraz chyba najważniejsza kwestia, na którą czekali chyba wszyscy. A mianowicie: kontynuacja. Myślałam nad tym dużo i jeszcze nie podjęłam decyzji. Od poniedziałku będę miała rekolekcję, więc postaram się coś naskrobać i zobaczyć jak wyjdzie. Nic nie obiecuję. Jeszcze nic nie jest pewne, więc proszę nie mieć pretensji jak nic z tego nie wyjdzie.
Mam teraz małą prośbę. 

JEŚLI CZYTAŁEŚ, ZOSTAW KOMENTARZ. 

JAKĄŚ KROPKĘ, PRZECINEK, ŚREDNIK, 

COKOLWIEK. Z GÓRY DZIĘKI.

A tymczasem zapraszam Was na mojego kolejnego bloga z 1D, który moim zdaniem udał mi się bardziej niż ten.
Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
Macie kilka gifów na polepszenie humoru:

























































Pewnie dodałabym więcej gifów, ale mi się nie chce. Jak już pewnie wiecie po obejrzeniu tych gifów,  1D nie jest normalne.
PS. Naprawdę nie wiem jak Wy mogliście czytać takie gówno jakie ja dodawałam tutaj O.o