piątek, 29 czerwca 2012

Rozdział 13


                                                                         ~Alex~



-Dziewczyny muszę wam coś powiedzieć…- zaczęła niepewnie Laura. Spojrzałam się na nią wyczekująco.
-Jestem z Jasonem- wyszczerzyła się. Podbiegłyśmy do niej z Danielle i ją przytuliłyśmy. Zaczęłyśmy skakać i piszczeć jak jakieś wariatki.
-Dooobra starczy tego. Idziemy spać!- położyłyśmy się i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam. Nagle poczułam, że mi zimno. Otwarłam oczy i zobaczyłam stojących nade mną chłopaków z dziwnymi minami. Niall trzymał moją kołdrę.
-Jak śmiecie zakłócać mój sen kmiecie?- popatrzyłam na nich. Zaśmiali się.
-Wstawaj dziewczyny są już w łazience, tylko ty jeszcze śpisz- powiedział Li.
-Łazienka jest wolna?- popatrzyłam na psa miażdżącego mi nogi.
-Yyy nie, ale zaraz…- zaczął Jason.
-Dobranoc!- zakryłam twarz poduszką i próbowałam zasnąć. Właśnie próbowałam.
-Dobra, nie chcesz po dobroci to obudzimy cię w inny sposób- zarechotali złowieszczo. Poczułam, że ktoś mnie podnosi i prowadzi w nieznanym kierunku. Ściągnęłam poduszkę z twarzy na sekundę przed wrzuceniem do wanny pełnej lodowatej wody.
-Czekajcie!- chlup. Trzęsłam się z zimna. Reszta świrów oczywiście się śmiała. Naburmuszona wyszłam z wanny. Wyciągnęłam z szafy suche ciuchy, czyli miętowe (to dla mnie kolor) spodnie, białe trampki, białą bokserkę, szary sweterek w serca i poszłam do łazienki. Oczywiście musiałam wypchnąć za drzwi śmiejących się neandertalów. Nadal wkurzona zeszłam na śniadanie.
-Jak się spało kochanie?- zapytała babcia.
-Dobrze, ale ktoś nie dał mi się wyspać- fuknęłam w stronę idiotów.
-Słyszałam, że nie miałaś zbyt fajnej pobudki- powiedziała mama puszczając mi oczko. Tamci znowu zaczęli się śmiać. Wzięłam kanapkę, psa i zamknęłam się w pokoju. Usiadłam na parapecie i słuchałam muzyki. Ktoś zapukał do drzwi.
-Czego?- mruknęłam.
-To tylko ja- powiedział wchodząc Niall. Odwróciłam się do niego plecami.
-Po co przyszedłeś? Na dole dobrze się bawiłeś z resztą- fuknęłam.
-Chcieliśmy przeprosić- w drzwiach stanęli Li i Jason. Wszyscy mieli smutne miny.
-Naprawdę bardzo nam przykro- Niall wyciągnął zza pleców bukiet róż.
-I głupio- dorzucił Jason.
-Mhm- powiedział Li. Wow, ale się wysilił.
-Przychodzicie tu ze smutnymi minami i bukietem kwiatów i tak po prostu myślicie, że mi przejdzie?- uniosłam brew.
-No na to liczyliśmy- drapał się po głowie Niall nic nie rozumiejąc. Zrobiłam wkurzoną minę. Widać było, że jest im naprawdę głupio. Lubię ich wkurzać więc potrzymałam ich jeszcze trochę w niepewności.
-Staraliśmy się. Idziemy- powiedział smętnie Jason. Li i Jay wyszli, a Niall patrzył na mnie smutnym wzrokiem. Nie mogłam już tego dłużej wytrzymać.
-Oh, chodź tu- przytuliłam go.
-Ale…- nic nie rozumiał.
-Ja nie jestem taka żeby obrażać się za taką błachostkę. Lubię was wkurzać, więc…- zaczęłam mu tłumaczyć.
-Więc udawałaś- popatrzył na mnie już normalnie.
-Y, tak?- wyszczerzyłam się.
-A nam było przykro i kupiliśmy ci te kwiaty- pokazał na bukiet.
-I dziękuję wam bardzo- pocałowałam go w policzek.
-Nie gniewasz się?- zapytałam robiąc słodką minkę.
-Na ciebie nie można się długo gniewać- zaśmiałam się.
-Niall co tak długo…?- zapytał wchodząc Li.
-Co jest grane?- skrzyżował ręce na piersi.
-Udawałam-powiedziałam szczerząc się.
-Wiedziałem!- klasnął w ręce i wybiegł z pokoju. Po chwili wrócił.
-Kaczorku?
-Hmm?
-Spędzimy ten dzień razem? No wiesz jak rodzeństwo- popatrzył na mnie. Pokiwałam głową. Wyszczerzył się.
-Bądź gotowa za chwilę, zabieram cię na lody- wyszedł.
-A co ja będę robił?- naburmuszył się Niall.
-Zajmiesz się Demonem- pokazałam na psa.
-Eh, no dobra- przytulił mnie.
-Na razie- uśmiechnęłam się.
-Cześć świrze- pokazałam mu język i zbiegłam na dół. Li już czekał.
-Gotowa?- zapytał. Pokiwałam głową.
-To idziemy- pociągnął mnie za rękę.

                                                                       ~Niall~



Poszli. Będę się nudził. Te zakochańce pewnie gdzieś wyjdą, Danielle poszła na zakupy, a reszta wróci dopiero wieczorem. Popatrzyłem na psa. Wpadłem na pomysł. Wziąłem smycz, psa, telefon, coś do jedzenia i poszedłem wolnym krokiem w kierunku parku. Nie znałem za bardzo tego miasteczka, ale jakoś się orientowałem. W parku były same pary, całujące się albo patrzące sobie głęboko w oczy. Tylko ja szedłem sam z psem na smyczy. Nie mam dziewczyny, ale chciałbym mieć. Kocham Alex, ale ona raczej tego do mnie nie czuje. Przynajmniej mogę się z nią przyjaźnić. Z żadnym chłopakiem z 1D nie trzyma się tak blisko jak ze mną. Oczywiście oprócz Liama. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, no właśnie tylko najlepszymi przyjaciółmi. Szedłem tak zamyślony, gdy na kogoś wpadłem.
-Ała!- jęknęła dziewczyna.
-Niall?- zapytała. Przyjrzałem się jej.
-O hej Al i sory, że na ciebie wpadłem zamyśliłem się- pies polizał dziewczynę po twarzy.
-To moja wina uciekałam przed Li i nie patrzyłam gdzie biegnę- powiedziała głaszcząc psa.
-Kaczorku nic ci nie jest?- podbiegł do nas zatroskany Daddy.
-Nie wszystko ok- uśmiechnęła się.
-O, hej Niall, co ty tu robisz?- popatrzył na mnie.
-Nudziłem się w domu. Te zakochańce nie odstępowały siebie na krok, więc zabrałem Demona i wyszedłem na spacer. Ciekawe kiedy oni będą w końcu razem- pomyślałem chwilkę.
-Chłopcy…- Al uśmiechnęła się. Spojrzeliśmy się na nią.
-Bo oni są razem…- widząc nasze spojrzenia dodała.
-Ładna pogoda nie?- popatrzyła w niebo.
-Ale jak to, oni są razem?- zapytał Li.
-No tak, od wczoraj. Laura mi powiedziała- wytłumaczyła mu.
-Wiedziałaś i nic nie powiedziałaś?- zmarszczył brwi.
-Dowiedziałam się o tym późno, wtedy już chyba spaliście- tłumaczyła się.
-Aaa, to dlatego tak piszczałyście- powiedziałem. Dziewczyna spojrzała na mnie i uśmiechnęła się chytrze.
-O czym tak myślałeś, że mnie nie zauważyłeś?- uniosła brew. Liam popatrzył się na mnie.
-O niczym szczególnym- podniosłem się.
-Jaaaasne- przeciągnęła. Podałem jej rękę. Po chwili stała obok mnie lustrując mnie wzrokiem.
-Nie patrz się tak na mnie i tak ci nie powiem- westchnęła ciężko.
-To co teraz, zakupy?- zapytał Li.
-Chętnie- wyszczerzyła się.
-Mogę iść z wami?- posłałem im błagające spojrzenie.
-No doobra- dziewczyna złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą.

                                                                       ~Alex~


Odpuściłam Niallowi, ale teraz chciałam pomęczyć trochę Li.
-Dlaczego chcesz iść akurat na zakupy?- zapatrzyłam na niego.
-Y, bo mam taką ochotę- uśmiechnął się.
-A czy to nie zabawne, że Danielle właśnie w tym centrum, właśnie teraz robi zakupy?- pokazałam na duży budynek przed nami.
-Serio, ona jest akurat tam?- udał zdziwienie.
-Nie wiem czy wiesz, ale to jest jedyne centrum handlowe w tym mieście- wyszczerzyłam się zwycięsko.
-Przyznaj się chciałeś ją zobaczyć- poruszałam brwiami. Horan śmiał się.
-No co nie mogę zobaczyć własnej dziewczyny?- zapytał.
-Nie no, jasne, że możesz- uśmiechnęłam się.
-Ty popatrz to chyba nawet ona- pokazałam na dziewczynę w sklepie przeglądającą sukienki. Braciszek popatrzył na Danielle i posłał mi błagalne spojrzenie.
-Leć- westchnęłam ciężko.
-Na pewno? Mieliśmy ten dzień spędzić razem- pokiwałam głową i uśmiechnęła się do niego.
-Dzięki Kaczorku- pocałował mnie w policzek i popędził do dziewczyny. Zaczęli się przytulać.
-To co robimy?- zapytał Horan.
-Zakupy- zaśmiałam się złowieszczo. Wchodziliśmy do każdego sklepu. Przymierzaliśmy różne ciuchy i śmialiśmy się widząc jak głupio wyglądamy. Niall robił mi zdjęcia telefonem. Założyłam biało- czarną czapkę w kształcie pandy. Niall oczywiście pstryknął fotkę.
-Fajnie w niej wyglądasz. Pasuje do ciebie- wyszczerzył się. Przejrzałam się w lusterku. Moje długie, czarne, kręcone włosy wyglądały w tej czapce… ciekawie? Można tak powiedzieć. Pasowała mi do stroju. Spojrzałam na półkę skąd ją wzięłam. Była ostatnia. Pasowała idealnie.
-Chyba ją kupię- nie zdążyłam nic powiedzieć bo blondasek ściągnął mi ją z głowy i popędził do kasy. Kiedy do niego doczłapałam, zdążył już zapłacić za czapkę.
-Ale…- zaczęłam.
-Potraktuj to jako prezent od przyjaciela- wyszczerzył się. No właśnie przyjaciela… Cieszyłam się, że Niall jest moim najlepszym przyjacielem, ale chciałam czegoś więcej.
-Chodź- pociągnął mnie w stronę budki z lodami. No tak w końcu to Niall Horan, największy żarłok na świecie (oprócz mnie). Kiedy zobaczyły go jakieś dziewczyny, zaczęły piszczeć i skakać. Po chwili otoczyły go kółkiem, odpychając mnie na bok. Prosiły go o autografy i robiły sobie z nim zdjęcia. No tak w końcu to Niall Horan, członek One Direction. Jedna z nich mnie zauważyła.
-To twoja dziewczyna?- pokazała na mnie. Chłopak się zmieszał i zarumienił.
-Oni są razem- zaczęła piszczeć inna.
-OMG! Ale razem słodko wyglądacie- powiedziała trzecia. Posłałam jej spojrzenie typu „WTF?!”. Blondasek się na mnie spojrzał i nie wiedział co powiedzieć.
-Jak się nazywasz?- podeszła do mnie jakaś dziewczyna w blond włosach i giga szpilkach. Miały chyba z dziesięć centymetrów, chociaż nie, więcej. Miała te swoje szpilki, ale i tak była równa ze mną (hehe kurdupel xD).
-Emm, Alex P...- ugryzłam się w język.
-Alex- uśmiechnęłam się do niej. Li jeszcze nie powiedział, że jesteśmy rodzeństwem. Niall podszedł do mnie skołowany.
-Wybaczcie, ale musimy już iść- nie chciały odpuścić.
-Akurat jesteśmy na randce- dodał. Spojrzałam się na niego, a on objął mnie ramieniem. Nieźle to wymyślił. Zauważyłam, że kilka dziewczyn szepce między sobą.
-Pocałują ją!- nagle krzyknęła któraś. Po chwili wszystkie już krzyczały, albo raczej piszczały. Demon znudzony położył się na ziemi.
-Chyba nam tego nie odpuszczą- szepnął do mnie. Westchnęłam.
-Chyba tak- spojrzałam na niego. Zaczął się do mnie zbliżać. Dziewczyny zaczęły klaskać i robić „uuu”. Kątem oka zauważyłam dziewczynę z parasolem przechodzącą obok. Szybkim ruchem rąbnęłam go jej i rozłożyłam zakrywając nasze twarze. Chłopak spojrzał się na mnie zdziwiony. Wyszczerzyłam się.
-Niezły pomysł- zaśmiał się.
-Wiem- powiedziałam skromnie. Nagle usłyszeliśmy ponowne piski fanek 1D. Oddałam parasol lekko zirytowanej właścicielce i spojrzałam na stado dziewczyn.
-Kaczorku, tu jesteś- podszedł do mnie Li.
-Kaczorku?- zauważyła jedna z fanek.
-No tak, bo Alex to moja… siostra- ale zdziwko xD. Miny fanek mnie rozwaliły. Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Wszyscy patrzyli na mnie dziwnie. Miałam to gdzieś.
-Kaczorku, mogłabyś przestać?- zapytał błagalnie Li. Przestałam się śmiać i wstałam z ziemi otrzepując ubrania.
-Alex?- zapytał…


Macie następny rozdział. Dziękuję bardzo za wszystkie życzenia i komentarze ;3 Chciałabym was poinformować o statystykach mojego bloga. A więc, (tak wiem, zdania nie zaczyna się od "a więc")
Odbiorcy:
Polska- 593
UK- 10
Belgia- 4
Niemcy- 1
Stany Zjednoczone- 1
Sami widzicie ile jest wyświetleń więc chyba nie muszę tego pisać xd Niedługo dobije do 2 tysiaków. Obserwatorów jest 16, ale o tym też nie musiałam pisać xd
Zauważyłam również, że niektóre osoby zaczęły używać mojego zwrotu "Łejtam na nexta ;3". (Dla nie wtajemniczonych, tak kończę każdy mój komentarz na blogach, które czytam) Kontynuując, czyżby spodobał się wam ten zwrot? ^^
Mam kolejny powód żeby stwierdzić, że jestem świrnięta. Skakałam po domu i szkole krzycząc, że jestem genialna xd. Już wyjaśniam. Wpadłam na po prostu genialny pomysł jak zakończyć tego bloga. Nie lękajcie się, na razie nie mam zamiaru tego robić ;D Podobnie było kiedy wymyśliłam pierwszą randkę Nialla i Alex. Skakałam wtedy po domu i szkole przez tydzień. Oczywiście nie obyło się bez krzyczenia, że jestem genialna. Moja rozmowa z siorką wyglądała przeważnie tak:
-Jagoduuu
-Coo znowuuu ?
-Wiesz, że jestem genialna ?
-O Boże znowu...
-I'm genius! I'm genius! I'm genius! I'm genius! xd.
Hey i just met you and this is crazy but here's my number (gg): 38105622 
so write to me maybe.
And tell me genius bejbee xd
Bajo! xd

środa, 27 czerwca 2012

Rozdział 12


                                                                      ~Jason~


-Heej, tak, bo co?, seerio, ty leniu, gdzie?, dobra zaraz będę, co?, żartujesz?!, dzięki, dzięki, dzięki!, Ja ciebie też- Alex w końcu się rozłączyła. Spojrzałem na nią spojrzeniem mówiącym: „I?”.
-Mam jechać po Li i Danielle bo im nie chce się wracać na piechotę- wywróciła oczami.
-A można wiedzieć dlaczego przed chwilą skakałaś i prawie piszczałaś?- zapytała Laura.
-Bo Li sprowadził tu mój samochód- wyszczerzyła się.
-Seeerio?- uniósł brew Niall.
-Seeerio- walnęła smajla.
-Mogę z tobą jechać?- skakał na krześle Horan.
-No dooobra- przeciągnęła. Po chwili Alex wyszła z Niallem przed dom. Słychać było tylko dźwięk otwieranego garażu i warkot silnika. Spojrzałem zaciekawiony przez okno.
-No, muszę przyznać fajna bryczka- gapiłem się na samochód.
-Chłopcy- przewróciła oczami Laura. Zaśmiałem się.

                                                                    ~Liam~



-Zaraz tu będą- powiedziałem do Danielle.
-A wiesz co to znaczy?- uśmiechnęła się.
-Y…, że zaraz tu będą?- wyszczerzyłem się.
-Nie głuptasie, to znaczy, że mamy jeszcze chwilę dla siebie- popatrzyła na mnie. Uśmiechnąłem się i ją pocałowałem.

                                                                   ~Niall~


-Niezły samochód- powiedziałem na widok czarnego audi TT.
-Wiem- wyszczerzyła się.
-Ale jesteś skromna- wywróciłem oczami.
-Tak jak ty- pokazała mi język. Wsiedliśmy do auta.
-Zapnij pasy- wyszczerzyła się zakładając srebrne pilotki.
-Po co?- nie rozumiałem o co jej chodzi. Zaśmiała się. Odpaliła samochód i dodała gazu. Duuużo gazy. Już po krótkiej chwili pędziliśmy 130 km/h. Dziewczyna włączyła radio bardzo głośno. Wszyscy oglądali się za nami.
-Zawsze tak jeździsz?- zaśmiała się.
-A jak sądzisz?- uniosła brew. Po chwili odezwała się znowu.
-Głodna jestem- wyciągnęła lizaka ze schowka i włożyła go sobie do ust.
-Chcesz?- podała mi jednego.
-Jeszcze pytasz?- zabrałem go i zacząłem jeść. Po chwili byliśmy na miejscu. Rozejrzałem się, ale nigdzie nie widziałem tych dwóch zakochańców.
-Gdzie oni są?- spojrzałem na dziewczynę.
-Tam- pokazała na parę całujących się ludzi. Rzeczywiście to byli oni. Spojrzałem na dziewczynę.
-Zaraz zacznę haftować tęczą- powiedziała wykrzywiając się. Zaśmiałem się.
-A jakby ktoś ciebie całował?- zapytałem.
-To inna sprawa. Zależy też kto- zatrąbiła. Liam i Danielle odskoczyli od siebie jak poparzeni. Widząc nas wyraźnie się zmieszali.
-Emm, długo tu staliście?- zapytał drapiąc się nerwowo po głowie Daddy.
-Wystarczająco długo żeby zobaczyć jak się miziacie- powiedziała jak gdyby nigdy nic Alex. Zaśmiałem się widząc ich miny. Obydwoje zrobili poker face. Czarnowłosa ruszyła. Jak zwykle słychać było pisk opon. Po chwili byliśmy pod domem.
-Kto dał ci prawo jazdy?- zapytał wychodząc z samochodu Liam.
-A co nie podobało się coś? Następnym razem pójdziecie z buta- uniosła brew krzyżując ręce na piersi.
-Nie! Tylko tak pytałem- powiedział szybko Liam. Podkradłem się do dziewczyny od tyłu. Gdy tylko się odwróciła rąbnąłem jej okulary.
-Niall!- wydarła się i zaczęła mnie gonić. Śmiałem się jak jakiś idiota.
-Hej to nie fair! Przecież wiesz, że nie mogę biegać!- stanęła tupiąc nogą jak małe dziecko. Podszedłem do niej powoli. Założyłem na nos jej okulary.
-Jak wyglądam?- zapytałem szczerząc się.
-Eee, ja wyglądam lepiej- zaśmiała się.
-Osz ty- podniosłem ją, położyłem na kanapie i zacząłem swoje tortury.
-Niall! Przestań!... Demon rusz to swoje leniwe dupsko i mi pomóż!- mówiła między wybuchami śmiechu. Pies spojrzał na nią znudzonym wzrokiem, wstał podszedł do mnie, załapał mnie za koniec koszulki, pociągnął ją i położył się znowu na ziemi.
-Dzięki, pomocny jesteś!- powiedziała do psa. Wszyscy byli rozśmieszeni całą sytuacją. Spojrzałem się na psa. Dziewczyna wykorzystała moją nieuwagę i szybkim ruchem wstała z kanapy, chowając się za Liamem.
-Li ratuj- powiedziała. Chłopak wypiął pierś.
-Stój nieczysta istoto. Zostaw oto tę dziewkę i udaj się na konsumpcję jakże pysznej i pożywnej wieczerzy- zrobiłem minę „WTF?!”. Zresztą tak jak wszyscy. Tylko Alex zrobiła face palma i w całym pokoju było słychać plask.
-Co?- tylko tyle zdołałem powiedzieć.
-Li mówi, że masz mnie zostawić w spokoju i pójść coś zjeść- powiedziała Alex.
-Aaaaaaaaaaa, okej- wzdrygnąłem ramionami i poszedłem do kuchni. Po jakimś czasie wszyscy zmęczeni poszliśmy do swoich pokoi. Słyszałem jeszcze podekscytowane piski dziewczyn i odpłynąłem.




                                                                    ~Zayn~



Obudziłem się we własnym pokoju. Zdziwiłem się kiedy zobaczyłem, że przytula się do mnie nie kto inny jak Sophie. Wyglądała słodko. Zacząłem bawić się jej włosami.
-Dzień dobry- powiedziała patrząc się na mnie. Nawet nie zauważyłem kiedy się obudziła.
-Dzień dobry śpiochu. Głodna?- zapytałem uśmiechając się.
-I to jak- chciałem już wstać żeby zrobić śniadanie, ale dziewczyna mnie powstrzymała.
-A ty gdzie? Jesteś wygodny, a ja chcę sobie jeszcze pospać-zaśmiałem się.
-Idę zrobić śniadanie- nadal trzymała mnie za rękę.
-A to nie przeszkadzam- wyszczerzyła się.
-I jeszcze jedno- podbiegła do mnie i pocałowała mnie w policzek.
-Dzięki- uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę kuchni. Zahaczyłem jeszcze po drodze o łazienkę. Kończyłem smażyć jajecznicę, kiedy przebrana już dziewczyna zaszła na dół. Ubrana była w czarne spodnie, białe trampki i białą koszulkę. Włosy miała związane w luźnego koka.
-Mmm, co tak pachnie?- zapytała podchodzą do mnie.
-Jajecznica- wyszczerzyłem się. Po jakimś czasie śniadanie było już zjedzone.
-To co teraz robimy?- zapytała dziewczyna uśmiechając się pogodnie.
-Kino?- odwzajemniłem uśmiech.
-Dobra- pociągnęła mnie za rękę i wyszliśmy z domu. Po dziesięciu minutach byliśmy pod kinem. Oczywiście kupiłem bilety na horror. Wiedziałem, że Sophie się ich boi. Przez cały film dziewczyna siedziała we mnie wtulona. O to mi właśnie chodziło. Potem poszliśmy coś zjeść i na spacer. Po spacerze trzeba było wracać do reszty. Zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy.

                                                                     ~Harry~


Obudziłem się z uśmiechem na twarzy. Na łóżku spała wtulona we mnie dziewczyna którą kocham. Pocałowałem ją w czoło. Obudziła się.
-Hej piękna- pocałowałem ją w usta.
-Hej słodziaku. Która godzina?- popatrzyła na mnie tymi swoimi pięknymi oczami.
-13:30- popatrzyłem na zegarek.
-Która?!- dziewczyna wzięła jakieś ciuchy i pobiegła do łazienki. Wziąłem z niej przykład i poszedłem do drugiej łazienki. Kiedy zszedłem na dół Emily robiła śniadanie.
-Proszę- położyła mi talerz z kanapkami przed nosem.
-Kocham cię, wiesz?- przytuliłem ją od tyłu.
-Wiem, ja ciebie też, a teraz jemy- usiadła i zabrała się za kanapki. Po śniadaniu musieliśmy pojechać załatwić ostatnią sprawę, czyli duuże zakupy. Potem poszliśmy do zoo.
-Ten hipopotam nazywa się Harry- wybuchnęła śmiechem Emily.
-A ta małpiatka Emily- pokazałem jej język i śmiałem się z nią. Po godzinie oglądania zwierząt postanowiliśmy wracać na wieś, do domu pani Grace (babci Alex). Poszliśmy wolnym krokiem do domu i pojechaliśmy.

                                                                 ~Louis~


-Kochanie! Wzięłaś moje marchewki?- zapytałem Eleanaor pakując swoje rzeczy.
-Tak wzięłam- usłyszałem z drugiego pokoju.
-Kocham cię!- wydarłem się.
-Wiem- zaśmiała się.
-Dobra ja jestem już spakowana, a ty?- podniosła brew opierając się o drzwi.
-No prawie, a nie widziałaś moich…
-Tam leżą- pokazała na łóżko.
-Faktycznie, dzięki- zapiąłem z trudem walizkę.
-Co ty byś beze mnie zrobił?- popatrzyła na mnie.
-Prawdopodobnie zgubiłbym się w sklepie na dziale z owocami szukając tam marchewek- zaśmiała się.
-Ale ty wiesz, że marchewka to warzywo, a nie owoc, tak?- zapytała poważnie.
-Jaaaasne- wziąłem walizkę i pociągnąłem dziewczynę w stronę auta. „Marchewka to warzywo, nie owoc” zapamiętać. Czekała nas dłuuga podróż. Miałem ze sobą dwie rzeczy, a raczej osoby, które kocham najbardziej na świecie. Eleanaor i marchewki. Mogliśmy ruszać.

Jako iż dzisiaj są moje 14 urodzinki dodają nowy rozdział. Jak zdążyłyście zauważyć cały jest z perspektywy chłopaków. Zapewne zastanawiacie się kiedy Alex i Niall będą razem? Niestety, ale musicie sobie poczekać do dwudziestego któregoś rozdziału xd Nie chwaląc się mam napisane 34 rozdziały, więc dodawanie ich na blogu kończy się na "kopiuj" i "wklej" ;D
Chciałabym was przeprosić za moją siostrę. Wiem, że dawno miała dodać rozdział, ale ostatnio brakuje jej weny i dzisiaj ma komers. Tak więc nie przeciągając życzę miłego czytania i liczę na dużą ilość komentarzy.
Bajo! xd
Ps. Jeżeli chcesz być informowana o nowych rozdziałach, pisz na moje gg: 38105622. I taka jeszcze jedna, mała sprawa. Proszę anonimowych o podpisywania się imieniem lub ksywką. Dziękuję za uwagę. Do następnego ;3


poniedziałek, 25 czerwca 2012

Rozdział 11


                                                                  ~Alex~


Blondasek uśmiechnął się w dość przerażający sposób i zaczął mnie… łaskotać!
-Niall przestań! Proszę!- mówiłam między wybuchami śmiechu. On zaśmiał się tylko i kontynuował wcześniejszą czynność. Nagle poczułam wibracje w kieszeni i zabrzmiały pierwsze nuty „One thing”. Niall zamarł.
-Ładny dzwonek- wyszczerzył się, a ja korzystając z jego nieuwagi wyrwałam się mu i odebrałam telefon. Dzwoniła Laura.
-Halo?
-Alex, gdzie jesteście?
-Na spacerze, a co?- blondasek zaczął mnie gonić.
-Stoimy przed domem, ponieważ nie wzięliśmy kluczy, bo ktoś miał siedzieć w domu
-Nic nie obiecywałam, a poza tym to… Niall przestań nie widzisz, że rozmawiam przez telefon?!- zaśmiał się.
-Okeej nie wnikam co wy tam robicie, ale chodźcie tu wreszcie!- wkurzyła się.
-No dooobra. Już idziemy. Niall głąbie idziemy!- wzięłam psa i rozłączyłam się.
-Jak mnie nazwałaś?!- podniósł brew.
-Uszy się myje, a nie wietrzy, GŁĄBIE!- zaczęłam uciekać, co było błędem. Nie biegałam za szybko i jeszcze ta kostka. Chłopak bez problemu mnie dogonił i przerzucił sobie przez ramię. Westchnęłam ciężko.
-Gdzie idziemy?- zapytałam wisząc głową w dół. Pies kiedy mnie zobaczył w takiej pozycji zamerdał radośnie ogonem.
-Do domu- powiedział jak gdyby nigdy nic Horan. Po kilku minutach byliśmy na miejscu.

                                                              ~Laura~


Staliśmy tak przed drzwiami przytuleni do siebie. Z dala dało się słyszeć śmiech. Odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni.
-No na reszcie- powiedział Jay na widok dwóch szurniętych nastolatków z psem.
-Niall puścisz mnie wreszcie?- zapytała błagalnym głosem Al.
-Daj pomyśleć… NIE!- wyszczerzył się.
-Ale jesteśmy już przed domem, zresztą ja muszę im dać klucze- pokazała na nas.
-To co- wzdrygnął ramionami.
-Gdzie masz te klucze?- zapytał z dziwnym uśmiechem.
-W tylnej kieszeni spodni, a co?- po chwili chłopak wyciągnął ze spodni dziewczyny klucze i podał nam je.
-Horan ty zboku, sama mogłam je wyciągnąć!- nie zwracając uwagi na nich otwarłam drzwi i razem z moim chłopakiem weszliśmy do środka. Jak to fajnie brzmi „mój chłopak”. Zaraz za nami poczłapali Alex, Niall i Demon ciągle się kłócąc.
-Postawisz mnie w końcu na ziemię?- zadała pytanie po raz kolejny dziewczyna.
-Nie!- zaśmiał się.
-Świr
-Głuptas
-Ciota
-Sierota
-Idiota- posłali sobie zabójcze spojrzenia.
-Dosyć!!!- nie wytrzymałam. Chłopak postawił w końcu dziewczynę na ziemię.
-Dziękuje, że wielmoży pan był tak łaskaw i postawił mnie w końcu na ziemię- wybuhnęli śmiechem. Zrobiłam minę „WTF?”.
-Nigdy ich nie zrozumiem- bez radnie opuściłam ręce.
-Co im uderzyło do tych durnych łbów?- zapytałam Jasona unosząc brew.
-Miłość- powiedział i uśmiechnął się. Odwzajemniłam to. Spojrzałam jeszcze raz na dwójkę tarzający się po podłodze ze śmiechu dziwaków. Jason ma rację. Oni się naprawdę kochają. Patrzą na siebie w taki inny sposób niż na pozostałych. Z zamyślenia wyrwały mnie pani Payn i babcia Al.
-A wam co tak wesoło?- zapytała starsza pani łapiąc się za biodra.
-Nam?- spojrzeli na siebie.
-Nic- powiedzieli wspólnie.
-Mniejsza o to- mama Alex i Liama machnęła ręką.
-Bierzmy się lepiej za kolację- pani Grace (bo tak miała na imię babcia Alex) popędziła do kuchni. Na te słowa dwójka głodomorów podniosła się w szybkim tempie z podłogi i przepychając się popędziła do kuchni. Oczywiście za nimi pobiegł równie żarłoczny pies. Tylko, że on uderzył w drzwi, które zamknęły mu się przed nosem. Zostaliśmy sami.
-Kiedy powiemy im o nas?- popatrzyłam na Jasona.
-Kiedy wróci reszta- przytulił mnie i pocałował w czoło.
-Teraz chodźmy na kolację dopóki z niej jeszcze coś zostało- zaśmiałam się. Po dziesięciu minutach kolacja została skonsumowana. Nagle usłyszałam pierwsze nutki „One thing”. Alex zerwała się z miejsca jak oparzona i odebrała.

                                                               ~Sophie~


Załatwiliśmy wszystkie sprawy, a wyjechaliśmy dopiero po południu.
-Co teraz robimy?- zapytałam Zayna. Chłopak zastanawiał się nad czymś przez chwilę. Nagle wpadł na jakiś pomysł.
-Zabieram cię na lody. Chodź- pociągnął mnie za rękę. Szliśmy z dziesięć minut. W końcu doszliśmy do małej kawiarenki. Zayn odsunął mi krzesło i zajął miejsce naprzeciwko mnie.
-Zayn, co to za miejsce?- zapytałam rozglądając się po pomieszczeniu.
-Ulubiona kawiarenka mojej mamy-uśmiechnął się słodko.
-Zaczekaj. Zaraz wrócę- poszedł w kierunku kasy. Po chwili wrócił. Uśmiechał się dosyć dziwnie.
-Przyznaj się, co zrobiłeś?- uniosłam jedną brew. Chłopak chciał już coś powiedzieć, ale podszedł kelner i podał nam lody. Chłopak uśmiechnął się jeszcze bardziej.
-Mam się bać?- zaśmiał się.
-Nie. Po prostu spróbuj- nie przestawał się uśmiechać.
-No nie wiem. Skąd mogę mieć pewność, że nie zrobiłeś mi kawału i czegoś tam nie dosypałeś, albo…- zatkał mi usta lodami.
-One są… pyszne!- zaczęłam jeść swoją porcję.
-Wiedziałem, że będą ci smakować- posłał mi uśmiech, od którego zmiękły mi kolana. Dobrze, że siedziałam, bo inaczej było by ze mną  ciężko. Cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Na dworze zrobiło się ciemno.
-Chyba powinnyśmy wracać- stwierdził Zayn. Spojrzałam na niego i się zaśmiałam.
-Co?- zapytał nie pewnie.
-Umazałeś się lodami- zaczął się gorączkowo wycierać.
-Chodź tu- podeszłam do niego i delikatnie starłam mu zimną masę z policzka. Wzięłam palec do ust.
-Mmm, słodki jesteś- spojrzał się na mnie tymi swoimi brązowymi oczami. Zaczął się do mnie zbliżać. Już miał mnie pocałować gdy usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Dostałam wiadomość. Odskoczyliśmy od siebie.
„Nie będzie nas w domu na noc. Wrócimy za parę dni. Nie zobaczymy się przed twoim wyjazdem.
Kocham cię, mama”
-Super będę musiała spać w pustym domu- powiedziałam.
-Jeśli nie chcesz spać sama to możesz spać u mnie- powiedział ciągnąc mnie do domu Zayn. Myślałam nad tym chwilę. Nie lubię być sama w domu, nie mówiąc już o spaniu.
-Dobra- chłopak uśmiechnął się. Weszliśmy do dużego domu Zayna. Po całym dniu biegania po Londynie byłam strasznie zmęczona. Malik to chyba zauważył bo pociągnął mnie za rękę w stronę swojego pokoju.
-Masz- rzucił mi swoją koszulkę. Uśmiechnęłam się. Po szybkim prysznicu wróciłam do pokoju.
-Zaraz wrócę. Czuj się jak u siebie- powiedział chłopak zamykając się w łazience. Nie myśląc długo położyłam się na łóżku i odpłynęłam.

                                                                    ~Emily~


Jechaliśmy już w ostatnie miejsce. Było już późno, a my byliśmy zmęczeni. Na zewnątrz było już ciemno i jeszcze zaczęło strasznie padać. No w końcu to Londyn.
-O oł- powiedział Harry, a samochód stanął.
-Co jest?- zapytałam trochę wkurzona. Już dawno byśmy to załatwili, ale pan Haroldzik musiał co chwilę zatrzymywać się na siusiu. A mówiłam mu „nie kupuj tego giga szejka”. Ale nie, nie posłuchał mnie, bo on wie lepiej.
-Paliwo się skończyło- powiedział nie patrząc na mnie.
-To idź na stację- powiedziałam.
-Nie mogę- spuścił głowę w dół.
-A to niby dlaczego?- uniosłam jedną brew.
-Bo najbliższa stacja jest 3 mile stąd- myślałam, że zaraz wybuchnę.
-Proszę nie bij- dodał widząc moje spojrzenie. Opanowałam się jakoś.
-Dobra, co teraz robimy?- mruknęłam.
-Jest, późno, nie mamy paliwa, jesteśmy na jakimś pustkowiu, pada deszcz, jest ciemno- wyliczał Hazza.
-Wiem, mów dalej- powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
-Nie mam zielonego pojęcia- westchnął ciężko.
-A mamy coś do jedzenia, albo do picia?- zapytałam z nadzieją.
-No właśnie, głupia sprawa, bo widzisz- drapał się nerwowo po głowie.
-Zjadłem wszystko- „Emily opanuj się, tylko spokojnie” powtarzałam sobie w myślach.
-A picie?- wydychałam ciężko powietrze.
-Wypiłem- wyszeptał. Teraz już po prostu nie wytrzymałam.
-CO?! To wszystko twoja wina, gdybyś cały czas nie chciał sikać już dawno byśmy to załatwili. Mówiłam ci żebyś sprawdził samochód, a ty się upierałeś, że jest w porządku. Teraz przez ciebie tu utknęliśmy 3 mile od najbliższej stacji!!!- wydarłam się na niego. Nie wiedział co powiedzieć. Nie myśląc wiele wkurzona wysiadłam z samochodu trzaskając drzwiami. Nie ważne, że strasznie padało i było ciemno, chciałam dojść na najbliższą stacje.
-Emily zaczekaj- pobiegł za mną Harry.
-Czego ty jeszcze ode mnie chcesz?!- krzyknęłam.
-Co ty robisz. Przeziębisz się- zaczął ściągać swoją bluzę.
-Idę na stację po paliwo- mruknęłam. Chłopak próbował założyć mi swoją bluzę.
-Chodźmy do auta. Znajdziemy jakieś lepsze rozwiązanie- odwróciłam się w jego stronę gwałtownie.
-Nie ma lepszego rozwiązania. Nawet jeśli to TY go na pewno nie wymyślisz!- byłam potwornie wkurzona.
-Chcesz przez to powiedzieć, że jestem idiotą?! A to niby ja wziąłem krótkie spodenki przy dwudziestu stopniach?!- chłopak też się wkurzył.
-Ja przynajmniej mam duży pęcherz!- mówiłam co ślina przyniesie mi na język. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać.
-To idź sobie. Chciałem być miły, ale ty tego nie doceniasz!- ryknął.
-A dlaczego ci tak zależy?!- nie odpuszczałam.
-Bo cię kocham!!!- krzyknął i poszedł w kierunku samochodu. Zamurował mnie. Nagle cała złość ze mnie uleciała. Czułam tylko motylki w brzuchu. Było mi głupio, że tak na niego nakrzyczałam, on naprawdę chciał dobrze.
-Harry, zaczekaj- pobiegłam za nim. Nie zwracał na mnie uwagi.
-Haroldzie Edwardzie Styles stój!- zatrzymał się i z wkurzoną miną spojrzał na mnie.
-Jesteś najgłupszym, najdziecinniejszym i najbardziej zadufanym w sobie facetem jakiego znam. Zachowujesz się potwornie i karygodnie, czasami mam cię dosyć- miał smutną minę.
-Ale i tak cię kocham- widząc jego skołowane spojrzenie pocałowałam go. Chciałam skakać i tańczyć. Wreszcie powiedziałam to. Powiedziałam mu, że go kocham i to z wzajemnością. Miałam motyle w brzuchu. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Nie ważne, że byłam cała mokra i było mi strasznie zimno. Miałam przy sobie faceta, którego kocham. Po długim pocałunku oderwaliśmy się od siebie.
-Ale, ty mnie przecież… ehhh- plątał mu się język. Zachichotałam.
-Kocham cię- nasze usta znowu się połączyły. Nagle ni stąd ni z owąd pojawił się samochód. Zatrzymał się i  wysiadł z niego młody mężczyzna coś po 30-stce.
-Potrzebujecie pomocy?- zapytał.
-Tak, paliwo się nam skończyło- powiedział obejmując mnie Harry.
-Macie szczęście, akurat mam przy sobie dodatkowy kanister- podał nam przedmiot uśmiechając się.
-Dziękujemy panu- powiedzieliśmy wspólnie. Po chwili samochód odjechał.
Harold nalał paliwa do zbiornika i mogliśmy wrócić do domu.
-Dzisiaj śpisz u mnie- raczej stwierdził Hazza.
-A co jeśli się nie zgodzę?- uniosłam jedną brew. Zaśmiał się i znowu mnie pocałował.
-Przekonałeś mnie- ponownie się zaśmiał i odpalił samochód. Po godzinie byliśmy w domu. Haroldzik dał mi ciuchy na przebranie i po jakimś czasie leżałam w łóżku wtulona w niego.
-Dobranoc piękna, słodkich snów- pocałował mnie.
-Będą słodkie bo ty będziesz mi się śnił. Dobranoc słodziaku- znowu go pocałowałam i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam.

Trololo jest już 11 xd No i mamy długo wyczekiwane pary :D Wielbię was za tę ilość komentarzy pod poprzednim postem i liczbę wyświetleń! xd Chciałabym polecić bloga Natale ;**. Jest po prostu boski! xd 
Jeżeli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach niech pisze na ten nr gg: 38105622.
Thanks za uwagę. Do następnego! ;3
Ps. Jaram się wami jak Fredka Jeremiaszem! xd ;**

piątek, 22 czerwca 2012

Rozdział 10


~Laura~



Wszyscy byli tak zajęci rozmową, że nie zauważyli, że jest już 22:15. Louis, Eleanaor, Harry, Em, Zayn i Sophie mieli jutro z samego rana jechać pozałatwiać parę spraw. Mają wrócić za dwa, trzy dni.
-Padam na twarz. Idę spać. Branoc- powiedziała ziewając Alex. Za chwilę wróciła do pokoju.
-Demon rusz te swoje grube cielsko- pies podniósł się leniwie i poczłapał za dziewczyną. Ja też byłam strasznie zmęczona.
-Ja też się już położę- byłam już na schodach. Usłyszałam tylko krótkie „Dobranoc” Jasona i po chwili chłopak stał za mną. Uśmiechnął się do mnie. Próbowałam się nie ośmieszyć jak to zawsze bywa przy innych chłopakach. No właśnie próbowałam. Noga mi się podwinęła i poleciałam do tyłu. Na szczęście Jay szedł za mną i mnie złapał.
-Dzięki- powiedziałam rumieniąc się ze wstydu. Chciałam jak najszybciej zamknąć się w pokoju żeby nie ośmieszyć się więcej.
-Zaczekaj- powiedział chłopak. Spojrzałam na niego. Nerwowo drapał się po głowie.
-Chciałem zapytać czy… eee… nie miałabyś ochoty wyjść ze mną jutro o 13 do kina?- wydusił w końcu z siebie. Stałam jak wryta. Czy ON właśnie zaprosił mnie do kina?!
-Teraz powinnaś się zgodzić- dodał śmiejąc się.
-Emm… Tak, bardzo chętnie- posłałam mu uśmiech, odwzajemnił go. Zamknęłam się w łazience i powstrzymywałam się żeby nie zacząć piszczeć. Wyszłam z łazienki i wbiegłam do pokoju jak burza. Siedziały tam już wszystkie dziewczyny.
-Co jest?- zapytała Sophie widząc moją minę.
-Nic- powiedziałam jak gdyby nigdy nic.
-Nie zgrywaj się przecież widzę. Gadaj- powiedziała Alex.
-Umówił się ze mną!- zaczęłam piszczeć i skakać jak idiotka.
-Kto?!- zapytała Em.
-Jason!- dziewczyn dołączyły do mnie i teraz razem skakałyśmy i piszczałyśmy jak totalne świry.
-Gratulacje! Gdzie cię zabiera?- zapytała Danielle.
-I kiedy? I najważniejsze, co ubierzesz?- panikowała Eleanaor.
-Dzięki. Do kina. Jutro. Nie mam pojęcia!- zaczęłam wariować.
-Spokojnie! Znajdziemy coś, w końcu co sześć głów to nie jedna- puściła mi oczko Alex.
-Do roboty!- wydarły się razem Em i Sophie. Dziewczyny zaczęły mi grzebać w walizce.
-Może to?- uniosła w górę białą sukienkę Em.
-Nie za kameralnie. To musi być coś na luzie, ale ze stylem- powiedziała Eleanaor. Po dwudziestu minutach grzebania w mojej walizce dziewczyny wyszczerzyły się.
-Gotowe- powiedziała Danielle. Podeszłam do nich. Trzymały w rękach krótką, jasną sukienkę w kwiatki bez ramiączek i białe baleriny. Kiedy to zobaczyłam uścisnęłam je wszystkie.
-Dziękuje! Jesteście wielkie- zaśmiały się.
-Wiemy, wiemy- powiedziała machając ręką Eleanaor.
-My tutaj gadu, gadu, a tu dochodzi 23. Trzeba iść nyny żeby się wyspać, kochane niewiasty- powiedziała Alex, no co wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem. Położyłam się w łóżku. Gadałyśmy jeszcze trochę. O chłopakach oczywiście. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

~Jason~


Obudziłem się strasznie szczęśliwy. Dziewczyna, która mi się strasznie podoba idzie ze mną na randkę. Cały czas szczerzyłem się jak głupi.
-A tobie co tak wesoło?- zapytał Louis.
-Tak jakoś- nadal miałem banana na twarzy.
-Przecież to widać od razu. Co się stało?- zapytał Zayn.
-No bo dzisiaj po południu idę na randkę- uśmiechnąłem się szerzej.
-Ale jak?
-Gdzie?
-Kiedy?
-Z kim?
-Głooodny jestem!
Mówili po kolei chłopacy.
-Normalnie. W kinie. Dzisiaj o 13. Z Laurą. Ja też- złapałem się za brzuch. Reszta wybałuszyła na mnie oczy.
-Gratulacje!- podszedł do mnie Liam, Harry, Zayn i Niall.
-Gratuluję, ale jak jej coś zrobisz to wykastruję i powieszę nad kominkiem- powiedział poważnie na mnie patrząc Louis. Przełknąłem nerwowo ślinę. No tak w końcu to jego siostra.
-Żartowałem- odetchnąłem.
-Powieszę sobie w pokoju nad łóżkiem- powiedział wyobrażając sobie jakby to wyglądało.
-Chodźcie jeeeeeeeeeeeeeść!- zawył Horan. Po chwili wszyscy byliśmy na dole. Usłyszeliśmy piski i śmiechy dziewczyn. Kiedy nas zobaczyły od razu umilkły. Wszystkie były w piżamach. Tak jak my. Zapadła niezręczna cisza. Alex wywróciła oczami.
-Dzień dobry śpiochy. Śniadanie na stole- Niall rzucił się jej na szyję.
-Dzięki- pocałował ją w policzek i pognał do stołu po kanapkę. Po krótkim czasie śniadanie zostało skonsumowane. Wszyscy poszli na górę się przebrać i umyć. Dochodziła dwunasta. No tak trochę sobie dzisiaj pospaliśmy. Louis, Eleanaor, Harry, Em, Zayn i Sophie musieli już jechać. Mieli wyjechać z samego rana, ale sobie trochę pospali. Usiedliśmy wszyscy na kanapie patrząc tempo w telewizor. Dziewczyny były na górze. Demon pewnie też.
-Jason
-Hmm?
-Nie powinieneś się przygotować?- zapytał Liam patrząc na zegarek.
-Do czego?- spojrzałem na zegarek
-Ups. Muszę lecieć- pobiegłem na górę i wpadłem do łazienki z prędkością światła. Słyszałem dochodzące z dołu śmiechy.

~Alex~


Usłyszałam dochodzące z dołu śmiechy i trzask drzwiami. Spojrzałam na zegarek, 12:30.
-To pewnie Jason- powiedziałam. Dziewczyny się zaśmiały. Po chwili do pokoju weszła Laura. Była w łazience. Na szczęście mieliśmy dwie osobne łazienki. Była już ubrana we wcześniej uszykowane ciuchy. Wyglądała pięknie.
-Teraz fryzura- klasnęła w ręce Danielle. Laura usiadła przed toaletką. Po chwili fryzura była skończona. Dziewczyna swoje brązowe włosy miała związane w luźnego koka.
-Już?- uniosła brew Laura.
-Nie, siadaj. Jeszcze makijaż- Danielle posadziła ją z powrotem na krześle. Brązowooka nałożyła jej na usta truskawkowy błyszczyk, na rzęsy maskarę i podkreśliła jej delikatnie oczy kredką. Wcześniej wyglądała pięknie, a teraz po prostu cudownie.
-Gotowe- szeroko uśmiechnęła się Danielle. Laura przyjrzała się sobie w lusterku.
-O jaa. Danielle jesteś genialna!- rzuciła się jej na szyję.
-Już tak nie dziękuj. Idź. Jason pewnie już na ciebie czeka- popychała ją w stronę drzwi.
-Zapomniałam torebki. Idźcie, ja zaraz przyjdę- pakowała do torebki kosmetyki, telefon i inne pierdoły. Zeszłyśmy na dół. Jay siedział już na kanapie nerwowo tupiąc nogą. Kiedy usłyszał, że ktoś schodzi po schodach wstał.
-To wy- usiadł znowu.
-Nie denerwuj się. Zobaczysz wszystko będzie dobrze- podeszłam do niego.
-Tak właśnie, jak Louis będzie miał dobry humor to może cię nie wykastruje- powiedział Liam, dławiąc się śmiechem. Spojrzałyśmy na niego.
-No co?- zapytał rozkładając ręce. Wywróciłam oczami. Po schodach zeszła Laura. Jason automatycznie wstał. Kiedy na nią spojrzał wytrzeszczył oczy i nie mógł nic z siebie wydusić.
-Wyglądasz… - zaczął.
-Niesamowicie- dokończył Liam.
-Cudownie- dodał Horan.
-Pięknie- podszedł do niej.
-Gotowa?- uniósł brew.
-Oczywiście. To znaczy chyba… tak myślę- zrobiła zakłopotaną minę.
-To na razie- wypchnęłam ich za drzwi.
-Na reszcie sobie poszli- powiedziała Danielle przytulając się do Liama. Poczułam, że kieszeń mi wibruje. Wyciągnęłam z niej ceglaka. Dzwoniła Sophie. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?
-I co?!- doskonale wiedziałam o co jej chodzi.
-Wszystko w porządku. Przed chwilą wyszli- powiedziałam spokojnie.
-Jak on zareagował na jej wygląd?!- zapiszczała.
-Szczęka mu opadła- słyszałam śmiech Zayna w tle.
-Aaaaaaaaaaa!!!!- musiałam odsunąć telefon od ucha.
-Jejciu, Sophie jak ty teraz tak reagujesz, to co będzie jak oni będą razem?- to był błąd.
-Oni będę taką słodką parą. Pasują do siebie idealnie. Jak dwie krople wody. Od razu widać między nimi tą chemię- znowu śmiech mulata.
-Tak, tak. Musze kończyć. Pa- rozłączyłam się. Reszta patrzyła się na mnie z minami typu: „WTF?”. Wzruszyłam ramionami.
-Liam, kochanie- zaświergoliła Danielle.
-Tak, kotku?- spojrzał na nią.
-A może my też gdzieś byśmy wyszli?- zrobiła słodką minkę. Wiedziałam, że on zaraz wymięknie. Też tak umiałam, ale bałam się to wykorzystać (jak mówiłam już wcześniej nie wiadomo co by przyszło im do tych zrytych bań).
-No dobrze, skoro tak ładnie prosisz- pocałował ją. Wzdrygnęłam się na ten widok.
-Wychodzimy- posłałam mu spojrzenie mówiące: „No co ty?!”
-Na razie kaczorku- pocałował mnie w czoło.
-Tylko mi tutaj grzecznie- popatrzył na nas i wyszli. Opadłam ciężko na kanapę.
-Nuuuuuuudzi mi się- zawył Horan.
-Mi też- powiedziałam.
-Tak w ogóle to gdzie jest twoja mama i babcia- uniósł brew.
-Pojechały coś załatwić. Wrócą wieczorem- popatrzyłam na Demona, próbował złapać swój ogon. Nie wychodziło mu to. W końcu zakręciło mu się w głowie i się glębnoł (ciumpol xD). Niall zaczął z wielkim zainteresowaniem oglądać plastry na mojej nodze.
-Ha znalazłem!- pokazał na jeden. Przyjrzałam się mu. Mogłam się tego spodziewać. Było tak jego zdjęcie jak konsumuje pizze. Nagle mnie olśniło.
-Mam pomysł!- wstałam z kanapy.
-Jaki?- zapytał blondasek.
-Bierzemy aparat i idziemy robić zdjęcia- uśmiechnął się do mnie.
-No dobra. To ja idę po aparat, a ty tu zaczekaj- pobiegł na górę. Noga już mnie tak nie bolała i mogłam chodzić. Sprawiało mi to trochę bólu, ale olewałam to. Po chwili Horan miał w ręce aparat.
-Gotowa?- spojrzałam na siebie. Białe trampki, jeasnowe szorty, biała koszulka na krótki rękaw i biało- czarno- szara beysbolówka. Wzięłam jeszcze czarne ray- bany i mogłam iść.
-Tak- wzięłam psa i blondaska i wyszłam z domu. Słońce świeciło mocno. Niall co jakiś czas pstrykał zdjęcia. Poszliśmy na polanę. Spojrzałam na roztaczający się stąd widok. Polana była trochę wyżej i wszystko był z niej widać. Zamyśliłam się. Nawet nie zauważyłam, że Horan robi mi zdjęcia.
-Ej co ty robisz?- ocknęłam się.
-Nic- powiedział jak gdyby nigdy nic.
-Przecież widziałam. Daj aparat- wyciągnęłam rękę.
-Nie!- zaczął uciekać. Nie byłam zbyt dobra w bieganiu, zwłaszcza ze skręconą kostką. Nagle chłopak się zatrzymał. Zanim się zorientowałam wpadłam na niego (ahh, ta moja koordynacja ruchowa xD). Leżałam na nim. Patrzyliśmy tak sobie w oczy. Znowu czułam te motylki w brzuchu.
-Masz piękne oczy- powiedział. Zaczerwieniłam się. Chłopak wyciągnął aparat i znowu zrobił mi zdjęcie.
-Ej!- pokazał mi język.
-To było nie fair- zeszłam z niego i naburmuszyłam się jak małe dziecko.
-Oj przepraszam- powiedział i podszedł do mnie. Usiadłam na ziemi i obróciłam się do niego plecami, strzelając tak zwanego „focha”.
-Masz- podał mi aparat wzdychając ciężko. Usatysfakcjonowana wzięłam przedmiot i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Musze przyznać, że były dobre. Nawet te ze mną. Nie usunęłam żadnego, co mnie bardzo zdziwiło. Zauważyłam, że chłopak przygląda mi się. Spojrzałam na niego.
-I co?- oddałam mu przedmiot i ruszyłam przed siebie, udając focha.
-No ej, zaczekaj!- dogonił mnie i stanął przede mną. Wyminęłam go i dalej szłam przed siebie.
-No dobra, sama tego chciałaś- pchnął mnie na drzewo, blokując mi przy tym wszelki możliwe ruchy. Spojrzałam na swoje buty. Złapał za mój podbródek i podciągnął do góry. Znowu patrzył na mnie tymi swoimi niebieskimi tęczówkami. Rozpłynęłam się w nich.
-Wybaczysz mi?- wyszeptał patrząc mi głęboko w oczy.
-Przemyśle to, ale jak ładnie poprosisz- powiedziałam, a on mnie…

~Laura~

Poszliśmy oczywiście na horror. Pewnie podpowiedzieli mu to chłopacy. Ale plusem było to, że mogłam się do niego przytulić. Czasem korzystałam z tego… no dobra tuliłam się do niego cały czas. Po filmie poszliśmy na lody, a potem na spacer.
-Laura?- powiedział niepewnie. Spojrzałam na niego uważnie. Był zdenerwowany.
-Chciałem ci to powiedzieć już dawno, ale bałem się twojej reakcji…- nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
-Kontynuuj- powiedziałam konsumując mojego loda. Spojrzał się na mnie tak, że zmiękły mi kolana.
-Lauro Amelio Tomlinson zakochałem się w tobie odkąd zobaczyłem cię po raz pierwszy. Czy chcesz zostać moją dziewczyną?- na te słowa lód wyślizgnął mi się z ręki i wylądował na koszulce Jasona.
-O jejciu przepraszam, ja nie chciałam- zaczęłam panikować.
-Odkupie ci tą koszulkę- powiedziałam czerwieniąc się.
-Koszulka jest nie ważna. Liczysz się teraz tylko ty- spojrzałam na niego, ale widząc jego wzrok spuściłam głowę.
-Odpowiesz na moje pytanie?- zapytał podnoszą moją głowę za podbródek.
-Nie, to znaczy tak, to znaczy…- próbowałam powiedzieć coś normalnego, ale on zatkał mi usta pocałunkiem. Kiedy wreszcie oderwaliśmy się od siebie czułam motyle w brzuchu.
-Taak- powiedziałam, a on się zaśmiał. Pocałował mnie jeszcze raz i wolnym krokiem wróciliśmy do domu.

Hejoł! Macie następny xd Chciałam wery wery mocno podziękować za wszystkie komentarze i wyświetlenia bloga. Jesteście wspaniali ;** Chciałabym wam też polecić bloga mojej Natalci xd. Jest nowa. Proszę o wyrozumiałość i dużą ilość komentarzy ;3

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Rozdział 9


                                                                      ~Niall~


Alex spała. Uśmiechała się przez sen. Siedziałem miedzy Al, a Laurą. Z przodu siedzieli Liam i Danielle. W busie Zayna była reszta. Potwoooornie się nudziłem. Nagle wpadłem na pewien pomysł. Oczy mi się zaświeciły. Spojrzałem na Laurę.
-Nawet o tym nie myśl- popatrzyła na mnie poważnie.
-Ale mi się nuuudzi- zawyłem.
-To znajdź sobie zajęcie- widząc moje spojrzenie szybko dodała.
-INNE zajęcie- zaakcentowała słowo „inne”. Alex się obudziła.
-Niall
-Tak?
-Nuuudzi mi się i jestem głodna. Masz coś do jedzenia?- wyszczerzyła się.
-No jasne, ja zawsze mam coś słodkiego- podałem jej batona.
-Dzięki- po chwili nie było już batonika.

                                                                   ~Laura~


Niall i Alex grali w łapki. Poczułam, że przyszedł mi sms.
„Hej co u cienie piękna?
                                           Jason”
Skąd on miał mój numer… zaraz Alex!
„Hej. Właśnie siedzę w samochodzie i się potwornie nudzę :|
Laura”
Spojrzałam jeszcze raz na parę świrów. Teraz ścigali się kto zje najwięcej cukierków. Poczułam, że znowu dostałam wiadomość.
„Wyjazd co? ;] Ja też nie siedzę w domu. Wyjechałem do dziadków. Coś mi się wydaje, że będę się tam nudził. Dzisiaj ma przyjechać mój kuzyn z „niespodzianką”. Ciekawe co teraz wymyślił…
Jason”
Szybko mu odpisałam.
„Serio? Ja też jadę do dziadków, tylko nie moich. Do dziadków Alex i Liama. Ja raczej nie będę się nudzić, bo jadą z nami chłopacy :]
Laura”
Spojrzałam na Al i Nialla. Teraz dźgali się palcami w brzuch z wielkim bananem na twarzach. Po chwili znowu dostałam sms.
„Skoro oni jadą to raczej nie będziesz się nudzić, w przeciwieństwie do mnie. Muszę kończyć. Pa piękna ;*
Jason”
Niby nic tylko średnik i gwiazdka, ale jak to zobaczyłam to od razu się wyszczerzyłam jak głupek.
„Do zobaczenia ;*
Laura”
-Ała! Niall to bolało- chłopak wyszczerzył się bardziej.
-Jeśli nie przestaniesz to pochowam wszystkie słodycze tak, że ich nie znajdziesz- Horan momentalnie spoważniał, ale tylko na chwilę.
-Możesz je pochować- wypiął dumnie pierś.
-Ale kiedy to zrobisz, ja pokażę reszcie to- pokazał jej filmik w telefonie- dziewczyna spoważniała.
-Skąd to masz?- zapytała cała blada.
-Od Harrego- wyszczerzył się.
-Dobra wygrałeś-  Alex opadła ciężko na siedzenie.

                                                               ~Alex~


Zabiję Hazzę. Nagrał mnie jak śpiewałam. Ugh. Wszyscy wmawiają mi, że mam wspaniały głos i takie tam pierdoły. Wiem, że jest to prawdą (ale jestem skromna xD) ale wolę żeby chłopacy o tym nie wiedzieli.
Pewnie zastanawiacie się WHY? Otóż odpowiedź jest bardzo prosta. Because wpadną jeszcze na jakiś głupi pomysł (znając te ich niedorozwinięte mózgi można się spodziewać wszystkiego xD). Samochód zatrzymał się przed dużym, białym domem z ogrooomnym ogrodem. Po chwili przed domem zaparkował też samochód Zayna i cała gromadka świrów wyszła z busa.
-Jesteśmy- wyszczerzył się Li. Kiedy wszyscy już wysiedli, ja siedziałam jeszcze chwilę zamyślona. A co jeśli mnie naprawdę nie pokochają? Wiem, ze Liam mówił, że tak nie będzie, ale skąd on może to wiedzieć?
-Alex- z zamyślenia wyrwał mnie Horan.
-Idziesz?- pokiwałam głową. Payn zadzwonił do drzwi. Po chwili otwarły się. Stał w nich…
-Jason?! Co ty tu robisz?- zapytała robiąc wielkie oczy Laura.
-Y… przyjechałem do dziadków. A ty?- uniósł brew.
-Przyjechaliśmy do dziadków. Moich dziadków. Soryy, naszych dziadków- popatrzyłam na Li, który jak gdyby nigdy nic podszedł i przywitał się z Jasonem.
-Wejdziemy czy będziemy tak stać?- zapytał Payn. Weszliśmy wszyscy do środka. Demon powoli poczłapał za mną.
-Babcia z ciocią pojechały na zakupy. Kazały się wam rozgościć- powiedział Jason. Miałam pokój z dziewczynami. Z wszystkimi dziewczynami. Oł jeee. (Coś mi się wydaje, że nie będziemy spać xD).
Były tam trzy piętrowe łóżka, a nas było pięć, więc Demon zajął jedno. Zeszłyśmy na dół. Chłopacy rozmawiali o czymś zawzięcie z Jeasonem.
-Taak Alex- powiedział szczerząc się Hazza. Miałam dziwne uczucie, że rozmawiają o  mnie. (Ciekawe dlaczego? xD). Jason okazał się być moim kuzynem. Te świry o wszystkim wiedziały i nic nie powiedziały. Laura nie odezwała się słowem. Patrzyła się tępo na Jasona. (Ehhh ta miłość xD). Usłyszałam śmiechy. Demon się obudził i zwlókł swoje ciężkie cielsko z moich nóg. Do domu weszły dwie kobiety. Wstałam z kanapy. Były do siebie podobne (ja z Li do nich też). Kiedy mnie zobaczyły upuściły zakupy.
-Alex, córeczko- powiedziała moja mama. Podbiegłam do niej i ją przytuliłam. To samo zrobiłam z babcią. Pamiętałam już wszystko doskonale. Przypomniało mi się, że babcia robiła strasznie dobre naleśniki. Kiedy już trochę ochłonęliśmy, mama i babcia przywitały się z resztą. Nagle usłyszałam huk, jęk i warczenie. Wszyscy obejrzeliśmy się w kierunku, z którego dobiegał hałas. Na podłodze leżał Niall walczący z Demonem o paczkę żelek. Spojrzeli na nas z dziwnymi minami, nie puszczając żelek. Zrobiłam face palma.
-Kogo to pies?- zapytała babcia i pokazała na Demona, który zaczął zajadać gumowe misie. Niall siedział naburmuszony obok.
-To mój pies- uśmiechnęłam się.
-Demon zostaw te żelki!- posłałam mu zabójcze spojrzenie. Pies zostawił gumowe misie i położył się z wielkim fochem obok mojej nogi.
-No to bierzemy się za obiad!- powiedziała babcia i klasnęła w dłonie.
-Jestem za!- wyszczerzył się Horan.
-Ten tylko o jednym- powiedziałam.
-Odezwała się- prychnął.
-Chcesz mi coś zasugerować?- uniosłam brew.
-Y… jakie ładne zdjęcie- szybko zmienił temat. Zaśmiałam się.
-Kto to?- pokazał na zdjęcie stojące na kominku.
-To na pewno Liam. Nie mogę rozpoznać tej dziewczynki obok- babcia uśmiechnęła się i podeszła do chłopaka.
-To jest Alex- wszyscy podeszli do zdjęcia, a ja spadłam z krzesła.
-Że co?- zapytałam tępo.
-Jaka ty byłaś…- zaczął Harry.
-Nie mów tego- zrobiłam groźną minę.
-Słoooooooodka- zawył szczerząc się niemiłosiernie. Przejęłam zdjęcie w swoje ręce. Przyjrzałam się mu. Mała dziewczynka, może trzyletnia, trzymała za rękę chłopca trochę od niej starszego. W drugiej ręce trzymała pluszowego psa. Miała długie, ciemne i kręcone włosy. Były rozpuszczone. Ubrana była w trampki, jeansowe szorty i białą koszulkę na krótki rękaw z napisem „I love my unicorn”. Chłopiec miał na sobie materiałowe spodnie nad kolana i kolorową koszulkę z gitarą elektryczną. Zdjęcie było zrobione na tle białego domu. Oba dzieciaki były szeroko uśmiechnięte ukazując braki w uzębieniu. Zaśmiałam się.
-Skromnie się zgodzę. Byłam słoooooooodka- puściłam oczko loczkowi. Wszyscy się zaśmiali.
-Dobra koniec tych śmiechów. Czas na papu!- powiedziałam odkładając zdjęcie na miejsce. Po jakiejś godzinie krzątania się w kuchni, obiad był gotowy.
-Obiaaaaad!- zawył Tommo. Po chwili reszta świrów zmaterializowała się w kuchni.
-Spagethi!- krzyknęła Laura widząc parujący makaron na talerzu.
Po spożytym posiłku wszyscy opadli bezsilnie na kanapę.
-Wy chyba nie chcecie przeleżeć tak całego dnia?- złapałam się pod boki.
-Niee, tylko tak z godzinkę, dwie, ewentualnie osiem- powiedział Zayn głaszcząc się po brzuchu.
-Zakładać buty. Idziemy na spacer- zero reakcji.
-Chyba, że mam nasłać na was Demona- zaśmiali się.
-Przecież on nam nic nie zrobi- powiedziała pewnie Em.
-Niee, ale najadł się makaronu- spojrzeli się na mnie dziwnie.
-Po makaronie zawsze ma straszne gazy- wszyscy spojrzeli na mnie wielkimi oczami i już po chwili stali gotowi do wyjścia.
-Radziłabym wam ubrać wygodne buty na płaskiej podeszwie- powiedziałam głosem znawcy.
-A to niby dlaczego?- zapytała Sophie.
-Bo ten spacerek będzie dłuuugi- wszyscy westchnęli ciężko. Szliśmy sobie polną drużką śmiejąc się i żartując. Znałam tą okolicę jak własną kieszeń. Doszliśmy do małej łączki. Położyłam się na pachnącej trawie kiedy coś mi się przypomniało.
-Uważajcie, bo mogą tu być…- przerwał mi jęk Stylesa.
-FU!!!!!- krzyknął.
-Co robi tak dużą kupę?!- wszyscy się zaśmiali.
-Mówiłem ci żebyś nie zakładał sandałów!- krzyknął Tomlinson. Teraz wszyscy pokładali się ze śmiechu. Włącznie ze mną. Brechtałam się chyba najgłośniej. Nagle ujrzałam znajome drzewo.
-Liam, pamiętasz?- pokazałam na drzewo.
-No pewnie, że tak- popędziliśmy w stronę drabinki.
-Eee, co wy robicie?- zapytał Jason.
-Gdzie oni są?- zapytała wystraszona Danielle.
-A kuku!- wyłożyliśmy głowy przez szparę pomiędzy gałęziami.
-Trochę się tu zarosło- stwierdziłam.
-Poczekaj- braciszek zaczął łamać gałęzie. Po chwili wszyscy mogli ujrzeć mały domek na drzewie.
-Ale super!- zapiszczał loczek.
-Zawsze taki chciałem- zaczął skakać jak królik Loui. Po chwili wszyscy byli na górze. Tylko Demon siedział na dole próbując złapać motyla. Nagle usłyszałam dźwięk, jakby łamanego drewna.
-Co to było?- zapytała z przerażeniem Eleanaor.
-Lepiej  stąd zejdźmy- powiedział Li. Po krótkiej przepychance wszyscy byli już na dole. Tylko ja podziwiałam nadal widok z góry.
-Alex chodź już- powiedział Liam.
-Już idę- zrobiłam krok i deska pod moją stopą pękła z wielkim hukiem. Wydałam cichy jęk.
-Alex nic ci nie jest?- zapytał z przejęciem Niall.
-Nie wszystko ok, tylko nie mogę wyciągnąć nogi- powiedziałam wystraszona.
-Poczekaj tam, nigdzie się nie ruszaj- powiedział Irlandczyk wspinając się na drabinkę.
-No coś ty. Jakbym mogła- powiedziałam ironicznie.
-Grzeczniej bo cię tu zostawię- powiedział podchodząc do mnie. Wywróciłam oczami. Po kilku minutach chłopak wyciągnął moją nogę.
-Dzięki- dałam mu buziaka w policzek. Zaczerwienił się.
-Alex… twoja noga- powiedziała przerażona Laura patrząc na moją kończynę. Była poobdzierana. Było na niej trochę krwi.
-Jest cała we krwi!- zwyła.
-Eee, nic mi nie będzie. Poza tym tej krwi wcale nie jest tak dużo- Payn spojrzał się na mnie wystraszony.
-Idziemy do domu- rozkazał.
-Ale po co? Nic mi nie będzie, to tylko trochę krwi- Liam wziął mnie na ręce i poszedł w kierunku domu.
-Co ty robisz?- podniosłam brew.
-Najpierw opatrzymy ci nogę, potem może być spacer- powiedział tonem nie znającym sprzeciwu.
-A mogę przynajmniej iść sama? Przecież mogę chodzić-posłałam mu proszący uśmiech. Westchnął.
-Niech ci będzie- postawił mnie na ziemi. Uśmiechnęłam się i zrobiłam krok. Zawyłam i złapałam się za moją kostkę.
-Co to było?- zapytał Li lustrując mnie wzrokiem.
-Nie nic, nadepnęłam Demonowi na ogon- tłumaczyłam się.
-Zabolała ją jak mniemam kostka i zawyła z bólu- powiedział Zayn. Posłałam mu zabójcze spojrzenie. Payn spojrzał się na mnie unosząc jedną brew.
-Nadepnęłam psu na ogon, co?
-Y… no bo ten
-Chodź tu- wziął mnie na ręce Horan i jak gdyby nigdy nic poszedł w kierunku domu. Posłałam mu spojrzenie typu: „WTF?”, a on się tylko uśmiechnął.
-Co tak szybko?- zapytała babcia pijąc wodę. Wszyscy spojrzeli na mnie.
-Alex zwichnęła kostkę- powiedział Hazza.
-Alex! Co się stało?- podbiegła do mnie babcia.
-Jezus, Maria co ci się stało?!- zawyła babcia widząc krew. Mama zwabiona krzykami babci zajrzała do kuchni.
-Znalazłam nasz stary domek na drzewie. Weszliśmy na niego z Li, potem dołączyła reszta. Konstrukcja nie była aż tak wytrzymała żeby utrzymać jedenaście osób. Wszyscy szybko zeszli na dół kiedy domek zaczął podejrzanie skrzypieć.
-Wszyscy oprócz Alex- dodał Louis.
-Taa wszyscy oprócz mnie- widząc spojrzenie babci dodałam.
-Chciałam sobię trochę popatrzeć. Miałam już zchodzić gdy deska pod moją nogą pękła. Oczywiście moja noga wpadła do tej dziury kalecząc się. A ten jakże odważny chłopak- pokazałam na Nialla
-I przystojny- dodał dumnie wypinając pierś.
-Tak odważny, przystojny i jakże skromny chłopak uratował mnie. I to tyle- babcia pokiwała głową z niedowieżaniem.
-Chodź trzeba zmyć tą krew- poprowadziła mnie do łazienki. Po obmyciu mi nogi nastał czas na (ta tra ta ta) wodę utlenioną. Babcia powoli i delikatnie przykładała wacik z cieczą do ran. Syknęłam z bólu. Wszyscy oczywiście z wielkim zainteresowaniem oglądali tą scenkę. Tylko Zayn miał minę jakby miał za chwile zemdleć. Chyba nie lubi za bardzo krwi.
-Teraz plastry- babcia sięgnęła z szafki pudełko z plastrami. Zrobiłam wielkie oczy kiedy je zobaczyłam.
-Nie mamy innych?- zapytałam z nadzieją.
-Niestety nie. Te są ostatnie- po chwili miałam na nodze kilka albo kilkanaście plastrów z podobiznami świrów stojących przede mną.
-Teraz pokaż mi kostkę- babcia podwinęła lekko skarpetkę. Kostka była cała spuchnięta. Skończyło się na tym, że miałam kostkę owiniętą bandażem i nogę w twarzyczkach tych jakże śłitaśnych chłopaków. Kiedy reszta zobaczyła te plastry wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. Wkurzona usiadłam na kanapie i włączyłam TV. Akurat mówili jaka będzie jutro pogada. Może będzie zimno i nie będę musiała zakładać krótkich spodni. Miałam taką nadzieję, a tu przez cały tydzień 30 stopni! I to bez deszczu.
-Co tak śmierdzi?- zapytała mama. Wszyscy spojrzeliśmy na Harolda, a on na swoją stopę. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-To Harry proszę pani, a dokładniej jego stopa- mówiła między wybuchami śmiechu Laura.
-Nie rozumiem. Może mi to ktoś wyjaśnić?- zapytała mama.
-Leżeliśmy na polanie, a Harold wdepnął w… krowi placek- dławiłam się śmiechem.
-A mówiłem mu: „Nie zakładaj sandałów”- dodał Louis. Teraz śmiali się wszyscy nawet moja mama i babcia. Reszta dnia minęła nam na wspominaniu i śmiechach.

Macie następny xd Baardzo dziękuję za wszystkie komentarze kochani ;** Za wszystkie błędy przepraszam. Następny pod koniec tygodnia.
Moje gg: 38105622

piątek, 15 czerwca 2012

Rozdział 8


                                                                  ~Alex~


Obudziłam się obok Laury. Musiałam zasnąć i ktoś zaniósł mnie do łóżka. Poczułam straszny głód. Wiedziałam, że i tak nie zasnę. Spojrzałam na zegarek 8:00. Super. Wyjrzałam przez okno. Słońce prażyło niemiłosiernie. Całkiem nieźle jak na początek września. Wzięłam niebiesko- czerwono- białe szorty w kratkę, białą koszulkę z rysunkiem nutelli, czerwone conversy i poszłam do łazienki. Kiedy wyszłam z niej poczułam zapach, prawdopodobnie z kuchni. Złapałam się za brzuch. Byłam potwooornie głodna. Tak to jest jak się zasypia przed kolacją (ciekawe kto zjadł moją pizze, pewnie Niall…). Zbiegłam za schodów i wpadłam do kuchni jak burza. Wystraszyłam przy tym blondaska i Demona.
-Jeeeść!- zawyłam.
-Dzień dobry- wyszczerzył się Niall
-Tak, tak. Daj mi jeść!- usiadłam na krześle. Irlandczyk postawił przed moim nosem stos naleśników. Wyszczerzyłam się i pocałowałam Horana w policzek. Zarumienił się.
-Dzięki. Jesteś wielki- zabrałam się za jedzenie. Naleśniki w szybkim tempie zastały skonsumowane (dwa ukradł mi Demon). Drzwi od kuchni otwarły się. Do pomieszczenia ziewając wszedł Louis w bokserkach w marchewki. Zaraz po nim weszła Eleanaor.
-Naleśniki? Czuję naleśniki!- ruszał zabawnie nosem jak królik Tommo.
-Zrobiłem Al parę naleśników, ale wszystkie zjadła- widząc błagalną minę Louisa szybko dodał.
-Nie, nie zrobię więcej- Boo Bear ciężko westchnął i zabrał się za robienie kanapek dla siebie i swojej dziewczyny. Po jakimś czasie wszyscy siedzieli już przy stole. Nawet Em i Sophie (dooooobra skoro one są tu teraz o 9 rano to gdzie one spały?!).
-Nie poszłyście na noc do domu?- zapytałam lustrując je wzrokiem.
-No nie… bo widzisz… emmm- próbowała wytłumaczyć Emily.
-Jesteśmy razem- powiedział szczerząc się Haroldzik. Moja twarz się rozpromieniła. Wyszczerzyłam się jak głupia.
-Wiedziałam. Nareszcie! Nie mogłam was już znieść. Te wasze maślane oczka. Gratulacje!- przytuliłam ich.
-Jakie maślane oczka?- zapytali obaj na raz.
-Nie udawajcie, że nic nie wiecie. Em kochała się w tobie od początku, ty w niej zresztą też. Teraz jesteście w końcu razem- wszyscy dławili się śmiechem. Tylko Styles i Wilson patrzyli na mnie otępiałym wzrokiem.
-Al, kochana oni nie są razem- powiedział Zayn śmiejąc się. Ups. Tamta dwójka zabijała mnie wzrokiem.
-No, to ten… Demon idziemy na spacer- wzięłam psa i wybiegłam z kuchni.
-Alexandro Bianco Moore!- zaczął Hazza.
-Payne- poprawił go Li.
-Właśnie. Alexandro Bianco Payne wróć!- stanęłam jak wryta. Chyba na serio się wkurzył.
-Musimy poważnie porozmawiać młoda damo- powiedział poważnie ciągnąc mnie do salonu.
-Zanim mnie zabijesz chcę powiedzieć na swoją obronę, że nie miałam pojęcia…
-O czym ty mówisz? Dlaczego miał bym cię zabić? Powinienem ci dziękować- zdziwił się Styles. Teraz to kompletnie nic nie rozumiałam.
-No bo ty, to znaczy wy…- język mi się plątał. Opadłam bezradnie na kanapę.
-No opowiadaj- powiedział jak nastolatka, która za chwilę usłyszy jakąś plotkę. Posłałam mu dziwne spojrzenie.
-Boshh jak ty jesteś nie kumata- wywrócił teatralnie oczami.
-Ona na serio się we mnie buja?- zapytał opierając łokcie na kolanach, a głowę na rękach. Jego spojrzenie mówiło: „Opowiedz mi swoją historię”.
-Yymm tak?- zapytałam nie pewnie.
-Ale, że na serio?- skakał na swoim miejscu.
-Tak- powiedziałam patrząc się na niego dziwnie.
-Łiiiiiiiiiiii!!!!!- skakał jak debil po kanapie. Zrobiłam face palma.
-Człowieku czegoś ty się naćpał?!- zapytałam patrząc się na niego jak na debila.
-Yyy ostatnio jadłem ziemniaki… nie czekaj ciasteczka, albo ptysie już nie pamiętam- powiedział siadając na kanapie z miną myśliciela.
-Za jakie grzechy?- popatrzyłam w sufit. Z kuchni wyszła panna Wilson z niepewną miną. Styles kiedy ją zobaczył o mało nie spadł z kanapy.
-Ymm, Alex możemy pogadać?- zapytała cicho.
-Jasne- doskonale wiedziałam o czym będziemy rozmawiać.
-Chodź na górę- pokiwała głową i już po chwili byłyśmy same w pokoju Laury.
-Na serio mu się podobam?!- zapiszczała.
-Tak i nie dżyj się tak wariatko- zaczęła skakać po łóżku.
-On jest taki słitaśny jak, jak…
-Harry?- zapytałam śmiejąc się pod nosem.
-Tak, to znaczy… ej!- dostałam z poduszki.
-Uspokoiłaś się trochę?
-Tak
-No to idziemy na dół. I pamiętaj masz się zachowywać normalnie- powiedziałam.
-Dobrze mamusiu- zachichotała. Wysłałam jej zabójcze spojrzenie.
Siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy jakiś tandetny film. Straaasznie się nudziłam.
-Mam dla was niespodziankę- powiedział Liam.
-Zamieniam się w słuch- wyszczerzyłam się do niego.
-Zabieramy was z Danielle na małą wycieczkę- przerwał żeby poruszyć brwiami.
-Oczywiście Emily i Sophie zabieramy ze sobą- uśmiechnął się.
-Jaką wycieczkę?- zapytała Laura.
-Ciekawą wycieczkę- wyszczerzył się.
-Payn streszczaj dupę, bo się wkurzę i pójdę do kuchni po SAM WIESZ CO- zrobił wielkie oczy.
-Nie zrobisz tego- miał przerażoną minę.
-Jesteś pewien?- zapytałam unosząc jedną brew. Przełknął nerwowo ślinę.
-Zabieramy was na wieś do naszych dziadków- powiedział do mnie.
-To ja mam dziadków?- reszta spojrzała na mnie dziwnie.
-No co dopiero wczoraj dowiedziałam się, że moja matka żyje i, że mam brata. Nie czepiajcie się mnie- powiedziałam chowając się przed ich spojrzeniami za Li.
-Wracając do wyjazdu, kiedy wyjeżdżamy? Jutro, za tydzień, za miesiąc…- zaczął Louis.
-Teraz- wyszczerzył się jak debil. Reszta mu chyba nie wierzyła, bo nadal siedziała na miejscach, gapiąc się na niego.
- Mówię na serio idźcie się spakować- wszyscy jakby się ocknęli i poszli do swoich pokoi pakować się. Dziewczyny poszły do domu. Miały przyjść jak się już spakują.
Oczywiście wczoraj wyjaśniłam wszystko z „ciotką”. Spakowałam swoje rzeczy i teraz mieszkam u chłopaków. Chciałam już iść, ale zatrzymał mnie Liam.
-Będzie tam mama- zamarłam.
-Na serio?- zapytałam szczerząc się jak głupek.
-Tak, bardzo się ucieszyła na wieść, że wreszcie cię zobaczy- przytuliłam się do niego.
-O rany, rany, rany, rany!- miałam tysiąc myśli na sekundę.
-A co jeśli mnie nie pozna, albo nie pokocha?- usiadłam na kanapie.
-O to nie musisz się martwić, bo ciebie nie idzie nie kochać kaczorku- pocałował mnie w policzek.
-Chodź trzeba się spakować- posłałam mu uśmiech. Odwzajemnił to. Po jakichś trzydziestu minutach byłam spakowana. Jako jedyna… Po chwili na dół zszedł Li z walizką.
-A co ze szkołą?- zapytałam.
-Dali ci przepustkę. W końcu nie każdy ma tak wspaniałego brata- wypiął pierś.
-Taa i nie każdy ma tak wspaniałą siostrę- wybuchnęliśmy śmiechem.
-Liam, kotku mógłbyś mi pomóc?- zapytała Danielle, ciągnąc wielką walizkę. Po jakiś dwudziestu minutach wszyscy byli spakowani. Demon zaczął czołgać się po dywanie i wydawać różne piski.
-Co mu jest?- zapytała Laura.
-Chce mu się siku- wzięłam smycz, psa i chciałam już wychodzić, ale zatrzymał mnie Niall.
-Poczekaj pójdę z tobą- podszedł do mnie.
-Nie chcę zostawać sam z tymi zakochańcami- powiedział ciszej i pokazał palcem na resztę. Zaśmiałam się i wyszliśmy. Demon zatrzymał się w jednym miejscu i patrzył na mnie błagalnie.
-No nie mów mi, że mam ci tłumaczyć, jak to się robi- powiedziałam do psa, ale on nie przestawał się na mnie patrzeć.
-No znajdź sobie jakieś drzewo albo krzaki i rób to co masz zrobić- nadal się na mnie patrzył. Horan się zaśmiał.
-Ehhh niech zgadnę, mam odejść?- zapytałam, a pies radośnie poruszył ogonem.
-No dobra- odeszłam krok do tyłu.
-Lepiej?- spojrzał się na Nialla.
-Niall chodź tu- pokazałam miejsce obok siebie.
-Po co?- zapytał głupio.
-Bo inaczej będziemy tu stać do jutra- podszedł do mnie. Pies chwile poruszał ogonem, ale po chwili wrócił do dawnej pozycji.
-Co znowu?- pies zapiszczał.
-Ty sobie chyba jaj robisz!- wkurzyłam się.
-Nie jaja tylko siku- powiedział blondasek śmiejąc się.
-Widzę, że to cię śmieszy?- uniosłam jedną brew.
-Nie no coś ty- nadal się śmiał. Pies zapiszczał.
-Ohh no dobra- odwróciłam się do Demona plecami.
-Niall odwróć się- posłał mi pytające spojrzenie.
-Nie pytaj- powiedziałam. Chłopka obrócił się. Pies zrobił to co chciał.
-Możemy wracać do domu?- zapytałam psa. Radośnie pomerdał ogonem.
-Rozumiem, że tak- pociągnęłam za smycz.
-Chodź czubku- pociągnęłam chłopaka za rękę.
-Ej tylko bez czubków- oburzył się.
-Dobrze świrze- pokazałam mu język.
-Osz ty- gonił mnie po całym parku. W końcu mnie złapał i przerzucił sobie przez ramię.
-Niall co ty chcesz zrobić?- zapytałam wystraszona.
-Zemścić się- zaśmiał się złowieszczo.
-Demon ratuj- pies spojrzał na mnie, a potem wrócił wzrokiem do wiewiórki na pobliskim drzewie.
-Dzięki, pomocny jesteś- powiedziałam z sarkazmem w głosie. Pies znowu się na mnie spojrzał wywalił jęzor, przymknął oczy i radośnie pomerdał ogonem. Zauważyłam, że zbliżaliśmy się do fontanny.
-Niall ty chyba nie chcesz…- wrzucił mnie do fontanny. Byłam cała mokra. Pies jak gdyby nigdy nic wspiął się na tylnie łapy i napił się trochę wody. Telefon chłopaka zadzwonił. Wykorzystałam jego nieuwagę i po chwili on też był w wodzie. Myślałam, że będzie się wkurzał, a on się… śmiał?! To było bardziej niż dziwne. Ja na jego miejscy (w którym się aktualnie znajduję) chciałabym go poćwiartować, a on najzwyczajniej w świecie się śmieje. Kolejny dowód na to, że oni nie są normalni. Cali mokrzy wróciliśmy do domu. Wszyscy się lekko zdziwili, gdy nas zobaczyli. Przebraliśmy się i byliśmy gotowi do drogi. Robiło się chłodno więc założyłam długie, ciemne, dziurawe jeansy i białą koszulkę z napisem I LOVE BRITISH BOYS. Na miejscu mieliśmy być dopiero za 5 godzin. Zmęczona taplaniem w fontannie nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Miałam piękny sen.
-Oszalałam?- zapytała mała dziewczynka o długich, czarnych i kręconych włosach, młodego mężczyznę podobnego do Liama.
-Cii- przyłożył jej rękę do czoła.
-Chyba tak, ale powiem ci coś w sekrecie. Bez ludzi zwariowanych na świecie było by nudno - pocałował dziewczynkę w czoło.


Dzięki wielkie za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem! ;** Kolejna notka w poniedziałek albo coś koło tego ;D Za wszystkie błędy przepraszam.
Moje gg: 38105622