piątek, 31 sierpnia 2012

Rozdział 28


~Alex~


Obudziłam się na podłodze. Yyy? Jakim cudem znalazłam się na podłodze?
-Siemasz Gloria- powiedziałam do podłogi.
-Al co robisz?- zapytał Niall opierając się na łokciu. On leżał na łóżku. Ja się pytam, CO JA ROBIŁAM W NOCY, ŻE TERAZ LEŻĘ NA PODŁODZĘ?! -Spadłaś?- zapytał przecierając zaspane oczy.
-Nie, atakowałam podłogę- powiedziałam sarkastycznie. -Haha, dobre Gloria, piona! Chociaż nie, ty mi raczej jej nie przybijesz- podniosłam się z podłogi.
-Co powiedziała Gloria? Jak mniemam to podłoga?- popatrzył na mnie badawczym wzrokiem.
-Tak Gloria to podłoga i nie powiem ci co mi powiedziała- pokazałam mu język.
-Jak chcesz- wzdrygnął ramionami. Wzięłam wcześniej uszykowane ciuchy i poszłam do łazienki. Zeszłam na dół gdzie siedziała już pan i pani Horan.
-Dzień dobry, jak się spało słonko?- zapytała pani Maura.
-Dobrze, tylko obudziłam się na podłodze. Nie wiem jakim cudem się tam znalazłam- wzdrygnęłam ramionami.
-Dzień dobry rodzinko!- do kuchni wparował Niall.
-Dzień dobry- odpowiedział pan Horan. -Jakie macie plany na dzisiaj? My z mamą musimy załatwić parę spraw i wrócimy dopiero wieczorem- dodał po chwili.
-Czyli mamy wolną chatę do wieczora? Mi pasuje- wyszczerzył się, ale widząc karcące spojrzenie ojca trochę spoważniał. -Chciałem oprowadzić trochę Alex po okolicy- wgryzł się w kanapkę. Po śniadaniu rodzice Nialla wyszli z domu, a my usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy TV. Wyrwałam pilota blondaskowi i włączyłam na kreskówki. -Ej ja oglądałem- powiedział z wyrzutem.
-Trudno- pokazałam mu język. Niall zaczął mnie łaskotać.
-Niall pro-oszę prze-estań!- błagałam.
-Dobra, ale wisisz mi już dwie przysługi- usiadł normalnie.
-Jak dwie?- zdziwiłam się.
-Kiedyś cię łaskotałem i powiedziałaś, że zrobisz wszystko bylebym przestał- spojrzał na mnie z chytrym uśmieszkiem.
-Musisz mieć taką pamięć?- zapytałam, a chłopak się zaśmiał. -Co mogę dla ciebie zrobić?- podniosłam brew.
-Kiedy wrócimy z spaceru zrobisz obiad, a drugą przysługę wykorzystam później- zamyślił się.
-Okej- wzdrygnęłam ramionami.
-A  teraz chodź- pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy z domu. Chodziliśmy tak i chodziliśmy. Zegar wybijał 13, a Niall nie wyglądał jakby miał dosyć. Ja miałam po dziurki w nosie tego chodzenia. Zmęczona usiadłam na środku chodnika. -Al co ty robisz?-  blondyn w końcu sięzatrzymał.
-Siedzę- wzdrygnęłam ramionami.
-Nie zauważyłem- powiedział z sarkazmem.
-Przerwa?- wyszczerzyłam się.
-No dobra, ale najpierw dojedziemy do parku- pociągnął mnie za rękę.
-Nie mam siły- jęknęłam. Chłopak westchnął i wziął mnie na barana. -Dzięki kocie- cmoknęłam go w usta kiedy stawiał mnie na ziemi.
-Która godzina?- zapytał siadając obok mnie. Spojrzałam na jego rękę, a dokładniej na zegarek, który tam był. Chłopak uśmiechnął się i spojrzał na urządzenie. -Greg powinien już być w domu- spojrzał na mnie. -Trzeba by się zbierać- wstał podając mi rękę. Po kilkunastu minutach byliśmy już w domu. -Cześć Greg!- krzyknął blondasek przekraczając próg. Po chwili obok niego zmaterializował się jego braciszek.
-Cześć Niall- wyszczerzył się.
-To moja dziewczyna Alex- przedstawił mnie.
-Siemka, dużo o tobie słyszałem. Niallowi gęba się nie zamykała. Gadał na twój temat jak najęty- zaśmiał się pod nosem. Spojrzałam na Nialla, a on tyko słodko się uśmiechnął. -Na długo przyjechałeś?- zapytał Greg.
-Dzisiaj o 16 mamy samolot do Londynu- powiedział. Poszliśmy do salonu i rozmawialiśmy przez godzinę. Potem musiałam ugotować obiad. Zrobiłam pizze. Po krótkim czasie wszystko zostało skonsumowane. Nagle ktoś wszedł do domu. -Mama? Co ty tu robisz?- zapytał Niall.
-Wiedzieliśmy, że dzisiaj wracacie do Londynu więc chcieliśmy się z wami pożegnać- wyjaśniła.
-Ale przecież do samolotu mamy jeszcze…  godzinę- spojrzał na zegarek. Pani Maura spojrzała znacząco na swojego syna. -Czekaj- zastanawiał się chwilę nad czymś. -Alex musimy się spakować!- pociągnął mnie za górę.
-Brawo geniuszu- wywróciłam oczami. Po jakimś czasie staliśmy na dole i żegnaliśmy się z wszystkimi. Greg podwiózł nas na lotnisko. Niedługo potem siedzieliśmy już w samolocie.
-Uff, już po wszystkim- powiedział.
-Noo- przeciągnęłam
-Ale jesteś rozmowna- wywrócił oczami.
-Też cię kocham- wyszczerzyłam się.
-Wiem- blondasek się uśmiechnął.
-Będę tęsknić za Georgem i Glorią- zrobiłam smutną minę.
-Ja też- przytulił mnie. Wtuliłam się w niego mocniej i zasnęłam. -Al wstawaj- szepnął mi do ucha Niall. Obudziłam się i cmoknęłam chłopaka w usta. Wysiedliśmy z samolotu, wzięliśmy swoje bagaże i zaczęliśmy się rozglądać za Liamem. Miał nas odebrać z lotniska. Czekaliśmy za nim dwadzieścia minut. Wkurzona postanowiłam do niego zadzwonić. Odebrał po trzech sygnałach.

~Liam~


Odkąd Alex i Niall wyjechali w domu panował totalny chaos. Tylko moja siostra mogła zapanować nad tym rozwrzeszczanym tłumem. Harry wkurzał psa, Zayn nie mógł znaleźć swojego ulubionego lusterka, a Louis siedział pod stołem czytając gazetę i chrupiąc marchewkę. Dziewczyny poszły na zakupy zostawiając mnie samego z tym przedszkolem. Mój telefon zaczął wibrować.
-Hej Li- usłyszałem głos Alex.
-Hej kaczorku- przywitałem się.
-Li, nie zapomniałeś o czymś?- zapytała.
-Harry zostaw Demona! Zayn poszukaj swojego lusterka w pokoju!- krzyknąłem do idiotów. -Eee, wydaje mi się, że nie- powiedziałem do niej.
-Na pewno?- zapytała.
-Na sto procent- powiedziałem pewnie.
-Miałeś nas odebrać z lotniska- fukęła wkurzona dziewczyna.
-Wiem, ale nie miałem na to czasu, więc Louis miał to zrobić- wzdrygnąłem ramionami.
-A gdzie jest teraz Louis?- zapytała.
-No pod stołem chrupię marchewkę- odpowiedziałem.
-A gdzie powinien teraz być?- ponownie zadała pytanie.
-Na lotnisku- podrapałem się po głowie.  -O matko! Długo już czekacie?- zapytałem po chwili myślenia.
-Z 20-30 minut- odpowiedziała.
-LOUIS JEDŹ NA LOTNIKSO PO ALEX I NIALLA!!!!- wydarłem się tak, że Louis podskoczył w miejscu i uderzył głową w stół.
-Zapomniałem!- zaczął w pośpiechu ubierać buty. -Liam gdzie mój drugi but?!- skakał po domu na jednej nodze.
-Masz go w ręce- powiedziałem.
-Dzięki!- zaczął go zakładać. -Dlaczego one nie pasują!- zawył.
-Bo założyłeś lewy but na prawą nogę, a prawy but na lewą nogę- spojrzałem na niego.
-Faktycznie. Jeszcze raz dzięki Li!- wybiegł z domu.
-3, 2, 1- odliczałem. Do domu ponownie wpadł Louis. Wziął kluczyki i pojechał na lotnisko. -Jeden problem z głowy- powiedziałem do siebie.
-Gdzie moje niebieskie lusterko?!- krzyczał krążąc po kuchni Zayn.
-Mówiłem ci, że w twoim pokoju- powiedziałem do niego. Chłopak spojrzał na mnie dziwnie. Westchnąłem, złapałem go za rękaw i pociągnąłem na górę. Otwarłem szafkę w jego pokoju i wyciągnąłem z niej niebieskie lusterko.
-Dzięki Li- wziął ode mnie przedmiot i zaczął poprawiać fryzurę. Z dołu nadal było słychać śmiech loczka i warczenie psa. Po chwili Hazza zaczął biegać i krzyczeć. Pies biegał za nim i szczekał.
-Liam ratuuuuuuuuuj!- prosił. Westchnąłem i wyciągnąłem z szafki w kuchni ulubioną zabawkę Demona. Nacisnąłem ją, a ona zapiszczała. Pies zatrzymał się i spojrzał na mnie radośnie merdając ogonem.
-Aport- rzuciłem piszczącą kaczuszkę. Czworonóg pobiegł za nią.
-Dzięki Liam- dyszący Harold usiadł na kanapie. Z wielkim uśmiechem, usiadłem w kuchni i zacząłem czytać gazetę.
-HARRY GDZIE SCHOWAŁEŚ MOJĄ SUSZARKĘ?!- krzyczał z góry Malik.
-ZNOWU JA?! TO BYŁ LOUIS!- darł się loczek. Pies dołączył do nich i zaczął głośno szczekać. Nie mogłem w spokoju poczytać gazety. Wkurzony wyszedłem z kuchni. Chciałem coś powiedzieć, ale drzwi gwałtownie się otworzyły i do środka wparowali Louis, Niall i Alex.
-Gdzie dziewczyny i Jason? Byłam w domu zostawić bagaż, a ich nie było- zapytała Al.
-Poszłi na zakupy- wzruszyłem ramionami. Tamta trójka nie przestawała krzyczeć. Posłałem błagające spojrzenie Alex. Dziewczyna włożyła dwa palce w usta i zagwizdała głośno. Wszyscy zwrócili się w jej kierunku.
-Alex, Niall!!!- krzyknęli i podbiegli do nich. Dziewczyna wyściskała wszystkich i cmoknęła psa w nos.
-Tęskniłem- wyszczerzył się Hazza.
-Ja też- dodał Malik.
-Ja bardziej- wtrącił się Tommo.
-Nie bo ja!- krzyczał loczek.
-Ja!
-Ja!
-CISZA!!!- krzyknęła im do uszu, a oni odskoczyli kawałek. -Ja tęskniłam bardziej za wami- wyszczerzyła się. -Byliście grzeczni?- dodała po chwili lustrując wszystkich wzrokiem. Ja z Niallem przyglądaliśmy się wszystkiemu z boku.
-Tak- pokiwali energicznie głowami. Kaczorek spojrzał na mnie pytająco. Pokręciłem przecząco głową.
-Doprawdy?- podniosła brew i skrzyżowała ręce na piersi.
-Nie- spuścili smutno głowy.





-Co przeskrobaliście?- nie spuszczała z nich wzroku.
-Schowałem suszarkę Zayna- powiedział Louis.
-Wkurzałem Demona- przyznał się Hazza.
-Dodałem farby do szamponu Harrego- powiedział smętnie Malik.
-Co?!- ożywił się loczek.
-Myślałem, że to ty schowałem moją suszarkę, więc chciałem się zemścić- spojrzał na niego.
-Teraz ładnie się przeprosić- zażądała Alex.
-Przepraszam- powiedzieli wspólnie i zrobili miśka.
-Teraz odkręcić wszystko co zbroiliście- powiedziała. Hazza poszedł przeprosić psa i już po chwili bawił się z nim. Zayn wyrzucił szampon loczka z farbą, a Louis oddał suszarkę mulatowi.
-Dziękuję!- cmoknąłem siostrę w policzek i pobiegłem do kuchni czytać gazetę. Nareszcie miałem chwilę spokoju.


~Alex~


Usiadłam na kanapie obok Nialla wcinającego ciastka. Podwędziłam mu jedno.
-Kradziejka- pokazał mi język, a ja cmoknęłam go w policzek. -To nie zmienia faktu, że ukradłaś mi ciastko- zmrużył brwi. Spojrzałam mu w oczy i zaczęłam do niego zbliżać. Nasze nosy prawie się stykały.
-Wybaczysz mi?- szepnęłam. Pokiwał głową nie odrywając ode mnie wzroku. Zaśmiałam się pod nosem i pocałowałam go w kącik ust.
-Aww jak słodko- zawyła Danielle. Spojrzałam w tamtym kierunku. Stało tam sześć wyszczerzonych dziewczyn i Jason.
-Chodźcie tu- wyciągnęłam w ich kierunku ręce. One posłusznie do mnie podeszły i przytuliły.
-A ja to co, pies?- zapytał naburmuszony Horan.
-Niall!- rzuciły się na niego i zaczęły przytulać.
-Oj bo zrobię się zazdrosna- spojrzałam na niego krzyżując ręce pod biustem.
-Też cię kocham- cmoknął mnie w usta. Po kilkunastu minutach przyszła do nas reszta. Siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy. Przypomniało mi się o słodziutkim zdjęciu Nialla. Przeszukałam kieszenie i wyciągnęłam z nich zdjęcie. Horan widząc co trzymam w ręce posłał mi błagalne spojrzenie. Uśmiechnęłam się do niego i schowałam zdjęcie z powrotem.
-Jestem zmęczona idę spać. Dobranoc- pocałowałam blondaska w usta i pożegnałam się z resztą.
-Idę z tobą- Niallzłapał mnie za rękę. Wzdrygnęłam ramionami i poszliśmy do domu. Po szybkim ogarnięciu się leżeliśmy wtuleni w siebie. Leżeliśmy i patrzeliśmy sobie w oczy śmiejąc się i żartując. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Okay. Jak widzicie postanowiłam dodawać zdjęcia i gify do rozdziałów. Mam nadzieję, że wam się to spodoba.
Ilość komentarzy pod ostatnim postem wcale mnie nie zadowala. 4, serio? Myślałam, że stać was na coś więcej. Postanowiłam, więc zadziałać. Jeśli pod tym postem nie ujrzę 10 komentarzy nie dodam następnego rozdziału. Taki mały szantażyk nie jest zły ^.^ 
Miłego czytania ;D
Trzymajcie się mebli! ;3

wtorek, 28 sierpnia 2012

Rozdział 27


~Niall~


-Czekaj co?- Alspojrzała na mnie.
-Jedziemy do moich rodziców. Chcę cię im przedstawić-cmoknąłem ją w czoło.
-Aha- powiedziała głośno przełykając ślinę.
-Denerwujesz się?- przytuliłem ją.
-Wcale- nawet na mnie nie spojrzała. -Demon!- zawołała. Po chwili czworonóg stał już obok radośnie merdając ogonem. -Na razie piesku- przytuliła go i pocałowała w pysk. -Ktoś musi się nim zając- lustrowała wszystkich wzrokiem. -Liam- podała mu smycz.
-Dlaczego on?- zawył Harold.
-Bo on jest najodpowiedzialniejszy z was wszystkich- pokazała mu język.
-Wcale nie!- naburmuszył się.
-Mam ci przypomnieć jak nafaszerowałeś Demona słodyczami, a potem nie mógł się uspokoić przez parę godzin i puścił pawia się w twoim pokoju?- podniosła brew krzyżując ręce.
-Nie było pytania- wyszczerzył się przepraszająco.
-Cześć świrki. Będę tęsknić!- pomachała im i wyszliśmy z domu. Zapakowaliśmy się do taksówki i ruszyliśmy na lotnisko. Przez całą drogę Al nie odzywała się do mnie. Odprawa poszła szybko.
-Co jest kocie?- zapytałem kiedy byliśmy już w samolocie.
-Co jeśli mnie nie polubią?- spojrzała na mnie.
-Na pewno cię polubią. Znam ich i mogę stwierdzić, że będą tobą oczarowani- przytuliłem ją. Pokiwała smętnie głową i wtuliła się we mnie mocniej.

~Alex~


Wiem co mówił Niall, ale i tak się boję. Chociaż nie wiem czemu.
-Należy się zapłata za pocieszenie- Niall popukał się po policzku. Złapałam jego twarz i pocałowałam w usta. -Wystarczył całus w policzek, ale tak też może być- wyszczerzył się, a ja zachichotałam. -Mam ochotę na żelki- zamyślił się blondasek. Zaczęłam grzebać w plecaku.
-Proszę- podałam mu paczkę. Chłopak spojrzał zdziwiony na przedmiot i rzucił mi się na szyję.
-Kocham cię!- cmoknął mnie w kącik ust.
-Wiem, wiem- zaśmiałam się. Po chwili paczka była już opróżniona. Dał mi żelki, to był błąd. Wielki błąd. -Niall, ktoś jest na skrzydle!- pisnęłam przerażona.
-Gdzie?- chłopak aż podskoczył i wyjrzał przez okno. -Ja nikogo nie widzę- spojrzał na mnie.
-To pewnie kogut- wzdrygnęłam ramionami. Chłopak posłał mi pytające spojrzenie. Wzięłam pustą paczkę i wskazałam na nią. Niall zaśmiał się i pokręcił głową. -Wiesz, ostatnio zastanawiałam się nad sensem życia. Być albo nie być. Niby takie mądre. No właśnie niby, ale ja się pytam, O CO MU KURWA CHODZI?! Jak jesteś to nie może cię jednocześnie nie być. Ten człowiek był psychicznie chory. Ale jakby spojrzeć na to z innego punktu widzenia to ta teza wydaje się być słuszna. Człowiek zastanawia się nad życiem lub śmiercią. Ja zdecydowanie wolę być, czyli żyć, a jak być to z tobą- spojrzałam na Nialla, który z rozbawieniem przyglądał się moim wyczynom. Przy mojej całej wypowiedzi używałam różnych gestykulacji.
-To było takie hmm, zastanawiające- stwierdził po chwili namysłu.
-Człowiek zastanawia się przez całe życie. Zrobić to czy może jeszcze poczekać. To jest głupie, bo w ten sposób może stracić bardzo ważną dla niego rzecz lub osobę, możliwe, że już na zawsze. Ale z drugiej strony to w pewnym sensie rozumiem osoby, które tak postępują. Chcą podjąć jak najlepszy wybór. Nie chcą tego zepsuć lub boją się reakcji drugiej osoby. To jest lekki przejaw tchórzostwa. Człowiek powinien zawsze mówić prawdę nie zależnie od konsekwencji- znowu zaczęłam paplać od rzeczy.
-Zawsze ma mówić prawdę? Nawet w sytuacjach, w których po prostu nie można powiedzieć prawdy, bo to może zaszkodzić jednej lub wielu osobą?- zapytał Niall.
-Wtedy należy nic nie mówić. Po prostu trzymać język za zębami i wszyscy będę zadowoleni- wzdrygnęłam ramionami.
-Wiesz kiedy się najesz żelków mówisz całkiem mądre rzeczy- spojrzał na mnie badawczym wzrokiem blondasek.
-Wiem, dlatego je tak lubię. Lubię, sory kocham je też za to, że są takie pyszne- wyszczerzyłam się.
-Skoro już tak mądrze mówisz, powiedz mi co to miłość- spojrzał mi w oczy.
-Miłość to uczucie, które żywimy do drugiej osoby. To coś co nie występuje w medycynie. Jej przejawy to: ciągłe myślenie o jednej osobie, potrzeba spędzania z nią jak najwięcej czasu, tęsknota za każdym razem kiedy nie widzimy jej przez dłuższy czas, krępowanie się przy niej, zachowywanie się w inny sposób, ból w klatce piersiowej kiedy zobaczymy, że spędza czas z innym osobnikiem płci przeciwnej. Nie można się z tego tak łatwo wyleczyć. Niektóre przypadki są tak moce, że osoba zakochana nigdy nie zapomina o osobie kochanej. Są też lżejsze przypadki, kiedy osoba zakochana po jakimś czasie może być z kimś innym i po prostu zapomnieć o osobie wcześniej kochanej. Niektóre osoby wpadają po uszy i nigdy, przenigdy nie zapomną osoby kochanej. Takim przypadkiem jestem na przykład ja- chłopak przyciągnął mnie do siebie i pocałował w kącik ust.
-Niestety, ale ja też jestem takim przypadkiem- szepnął mi do ucha.
-Co jeszcze chcesz wiedzieć?- zapytałam, no co chłopak się zaśmiał.
-Jakie mam nosić okulary przeciwsłoneczne, żeby najlepiej ochronić je przed słońcem?- podniósł brew.
-Kiedy kupisz tanie, zwykłe okulary i je nosisz, źrenice się rozszerzają i pochłaniają większą ilość promieni UV. Wtedy lepiej żebyś ich nie, nosił bo źrenice, kiedy spojrzysz na słońce, się zmniejszają i pochłaniają mniejsza ilość promieni UV. Odpowiedź na twoje pytanie brzmi: Lepiej kupić drogie i dobre okulary niż tanie i dupne- wyszczerzyłam się.
-Skąd ty to wszystko wiesz?- zapytał.
-Ze szkoły- wzdrygnęłam ramionami. -Wiedziałeś, że ludzie z bledszą karnacją mają większe szanse na poparzenie słoneczne, więc muszą używać lepszych kremów do opalania? Taki Zayn na przykład, prawdopodobnie nigdy nie dozna poparzenia, bo ma ciemna karnację- zamyśliłam się.
-Powiedz coś jeszcze- poprosił.
-Kiedy kichamy wszystkie organy wewnętrzne zatrzymują się na sekundę. Nawet serce- spojrzałam w okno. Ciemno jak w dupie.
-Jeszcze- skakał na miejscu jak pięciolatek.
-Vincent van Gogh za życia sprzedał tylko jeden swój obraz. Najwięcej namalował w zakładzie dla psychicznie chorych. Uciął sobie połowę lewego ucha i dał je prostytutce. Niektórzy odbierają to jako symbol wykastrowania. Inni twierdzą, że Vincent był homoseksualistą. Chociaż nie wiem za bardzo co ma piernik do wiatraka- wzdrygnęłam ramionami.
-Wow. Mam super inteligentną dziewczynę!- krzyknął.
-W porównaniu z Ashley jestem geniuszem- skrzywiłam się na samą myśl o tej jej krzywej twarzy. Ashley z twarzą świni, a normalna Ashley- znajdź szczegóły. Zadanie niewykonalne. Niby nigdy nie mów nigdy, ale to zadanie jest bardzo trudne do wykonania, można rzec, że wręcz niewykonalne. Pochłonięta myślami na różna tematy zasnęłam wtulona w blondsaka. Zastanawia mnie jedno… Można zatracić się w myślach? Chyba tak.
Poczułam, że ktoś delikatnie całuje mnie w usta.
-Wstawaj śpiochu, lądujemy- powiedział cichutko Horan. Posłusznie wykonałam jego polecenie. Po kilkunastu minutach byliśmy już bezpieczni na ziemi. Szybko znaleźliśmy swoje walizki. Niall rozglądał się w tłumie szukając kogoś. W końcu zatrzymał wzrok na jednej osobie i szeroko się uśmiechnął. -Chodź, poznasz mojego tatę- złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę mężczyzny podobnego do blondaska.
-Niall, dawno cię nie widziałem- przytulił go.
-Tato, to moja dziewczyna Alex, Alex to mój tata- wyciągnęłam przed siebie rękę i uśmiechnęłam się promiennie. Pan Horan odepchnął moją rękę i mocno mnie przytulił. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu państwa Horan. Krajobraz był po prostu boski. Wszędzie zielone pagórki. Po jakimś czasie samochód zatrzymał się przed dużym, białym domem z czerwonymi oknami. Pan Horan wyciągnął nasze walizki i zaczął je wnosić do domu. Stanęłam w miejscu przyglądając się budynkowi. Chłopak złapał mnie za rękę promiennie się uśmiechając i weszliśmy do środka.
-Niall, stęskniłam się za tobą- powiedziała kobieta w blond włosach, pewnie mama blondaska. Miała cudne niebieskie oczy. Wiem już po kim je ma.
-Cześć mamo- przytulił ją mocno. -To moja dziewczyna Alex- pokazał na mnie kiedy się od siebie odsunęli.
-Miło panią poznać- uśmiechnęłam się.
-Nawzajem złotko. Mów mi Maura- ukazała swoje białe zęby.
-Gdzie Greg?- zapytał blondasek.
-Wyjechał do Manchesteru. Wróci jutro po południu- odparła pani Maura. -Idźcie na górę się rozpakować- powiedziała pani H. Wzięliśmy swoje walizki i weszliśmy na górę. Niall pchnął białe drzwi. Moim oczom ukazał się przytulny pokój. Nie zastanawiając się długo poszyłam się na łóżku. Chłopak śmiejąc się pod nosem usiadł obok.
-Podoba się?- zapytał.
-Masz wygodne łóżko- zaśmiałam się.
-Noo, ale trzeba iść coś zjeść. Mama coś przygotowała- wstał podając mi rękę. Wstałam i poczłapałam za nim do kuchni. Rodzice Nialla siedzieli już przy stole. Obiad, a raczej kolacja, była strasznie dobra. Zjadłam tyle, że boję się czy zmieszczę się w inne spodnie. Przy posiłku śmialiśmy się i rozmawialiśmy na różne tematy. Po posiłku przeszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie. Pani Maura wyciągnęła stare zdjęcia i mi je pokazała.
-To Niall kiedy był mały- wręczyła mi następne zdjęcie.
-Awwwww jaki ti biłeś słoooodki- zaśmiałam się.
-Mamo, musiałaś pokazać akurat to zdjęcie?- zapytał.
-Wybacz kochanie, ale nie mogłam się powstrzymać. Byłeś strasznie słodki- uśmiechnęła się do niego.
-Nadal jesteś- cmoknęłam go w policzek. Spojrzałam jeszcze raz na to zdjęcie. Mały Niall w samych bokserkach uśmiechał się szeroko, pokazując braki w uzębieniu. W ręce trzymał batona. Był cały umazany czekoladą.
-Jesteśmy zmęczeni. Dobranoc- pociągnął mnie za rękę blondasek.
-Alex weź to zdjęcie- pani Maura podała mi słodziutkie zdjęcie, które przed chwilą trzymałam w ręce.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się i spojrzałam na naburmuszonego Nialla. Usiedliśmy się na łóżku. -Co jest misiek?- przytuliłam go.
-Zawsze musi pokazywać to zdjęcie- zmarszczył brwi.
-Musi, bo jest przesłodkie- cmoknęłam go w usta.
-Już go nikomu nie pokaże, bo ja je mam- puściłam mu oczko. On uśmiechnął się szeroko.
-Co z nim zrobisz?- podniósł brew.
-Oprawię w ramkę i postawie na biurku w pokoju- wyszczerzyłam się.
-Każdy kto wejdzie do twojego pokoju zobaczy to zdjęcie- spojrzał na mnie.
-No wiesz, muszę się pochwalić jakiego mam słodkiego chłopaka- wyszczerzyłam się. On wywrócił oczami i się zaśmiał.
-Rozumiem, że nie schowasz tego zdjęcia głęboko w szufladzie?- zapytał z nadzieją. Pokiwałam przecząco głową, a on westchnął cicho. -A może jednak?- poruszał zabawnie brwiami.
-Chodźmy już spać- wywróciłam oczami. Wzięłam moją piżamę składającą się z krótkich spodenek i długiej, luźnej koszulki, którą podwędziłam Niallowi. Po szybkim prysznicu ubrałam się w piżamę i umyłam zęby.
-Ej czy to nie moja koszulka?- zapytał Niall wchodząc do łazienki. Miałam szczoteczkę w ustach więc nic nie odpowiedziałam tylko wzruszyłam ramionami. -Tak, to moja koszulka. Ja wyglądam w niej nieźle, ale ty lepiej- wyszczerzył się poruszając zabawnie brwiami. -Zwłaszcza jak nie masz nic pod spodem- wyszczerzył się. Podniosłam brew i uniosłam lekko koszulkę pokazując mu moje spodenki. Chłopak westchnął cicho.
-Zboczuch- powiedziałam odkładając szczoteczkę. Niall wzruszył tylko ramionami. Położyłam się na łóżku i patrzyłam w sufit.

~Niall~


Zapomniałem wziąć bokserek. W ręczniku wróciłem do mojego pokoju.
-Na serio? Wow! Nie spodziewałam się tego po tobie! Żartujesz? Haha, dobre- Alex leżała na łóżku i rozmawiała z kimś. Patrzyła w sufit. Pomyślałem, że rozmawia przez telefon więc wróciłem do łazienki. Po kilku minutach wszedłem do pokoju. -George, znam cię krótko, ale mogę stwierdzić, że jesteś zabawny- powiedziała Al. Podniosłem brew i podszedłem do dziewczyny. Nie trzymała w ręce telefonu. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Jej komórka leżała na biurku.
-Alex co ty robisz?- usiadłem obok.
-Rozmawiam z Geogrem- patrzyła ciągle w sufit.
-Z kim?- zapytałem.
-Z Georgem, Georg to sufit- spojrzała na mnie.
-Dlaczego rozmawiasz z sufitem?- podniosłem brew.
-Bo wydaje mi się, że rozumie więcej niż podłoga- szepnęła. -Tylko jej tego nie mów, bo się obrazi- powiedziała równie cicho. Żelki dają jeszcze o sobie znaki. Chociaż nie, ona jest świrnięta i za to ją kocham. Z nią nie można się nudzić. Z wyglądu wydaje się być normalną dziewczyną. Pozory mylą. Ona jest najbardziej pomyloną i nienormalną osobą pod słońcem. Ma tysiąc pomysłów na minutę, połowa z nich wydaje się być równie nienormalna jak ona, ale to mało ważne. Siedziałem i patrzyłem jak dziewczyna mojego życia ucina sobie pogawędkę z sufitem. Przyzwyczaiłem się do jej odpałów, więc dla mnie to normalne. Dzień bez opałów Alex, to dzień stracony. Zawsze wpada w kłopoty, z których muszę ją wyciągać. Al ma niewyparzony język i zawsze mówi to co myśli, przez co była wielokrotnie wzywana do dyrektorki. Z reguły jest miła i przyjacielska, ale kiedy ktoś zajdzie jej za skórę, pożałuję, że kiedykolwiek się urodził. Zawsze zachowuje się jak wariatka, chyba, że stanie się coś naprawdę strasznego. Wtedy siedzi w swoim pokoju całymi dniami wtulona w Demona i Pana Muchę płacząc cicho. Łatwo u niej wykryć czy coś jest nie tak. Siedzi cicho ze spuszczoną głową przygryzając wargę. Nienawidzę kiedy ona cierpi. -Misiowaty żyjesz?- pomachała mi ręką przed nosem.
-Tak- ocknąłem się.
-Georg się pytał czy dołączysz się do rozmowy- spojrzała na mnie wyczekująco.
-Jasne- położyłem się obok. Teraz we dwóch leżeliśmy odwrotnie niż normalnie. Włosy Al zwisały z łóżka. Były tak długie, że mniej więcej ćwiartka całej długości leżała na podłodze. Dziewczyna podniosła się gwałtowne. -Co jest?- zapytałem.
-Georg nic nie mówi. Martwię się o niego- spojrzała na mnie.
-Pewnie zasnął- próbowałem się nie zaśmiać. Dziewczyna uśmiechnęła się i przytuliła się do mnie. Oparła głowę o mój tors, a ja bawiłem się jej włosami. -Kocham te twoje odpały. Zawsze mnie nimi rozśmieszysz. Nikt nie potrafi w tak szybkim tempie postawić mnie na nogi i nie mówię tutaj o pobudkach. Kiedy jest mi smutno i mam doła ty w mniej niż 5 minut potrafisz doprowadzić mnie do łez. Do łez od śmiechu. Kocham cię- powiedziałem cicho. Al nic nie odpowiedziała. Słyszałem jej równy oddech. Pewnie zasnęła. Pocałowałem ją w czoło i sam zamknąłem oczy.

Wróciłam! xd Na wasze nieszczęście ^.^ Teraz muszę nadrobić zaległości w czytaniu waszych blogów. Wchodzę a tutaj ponad 8000 wyświetleń. Jesteście wspaniałe! ;***
Czy tylko mi się wydaje czy ten rozdział jest jakiś dziki? Enijuł.
Sory za przesłodzenie i nadmierne wymienienie się śliną. Sama nie wiem dlaczego piszę tego aż tyle. No cóż. Przepraszam bardzo też za to 'e' na końcu Payne. Wcześniej tego nie zauważyłam, a potem nie chce mi się tego poprawiać.
Czy mi się wydaje czy dwa razy dodałam rozdział 26? Jeśli tak to so sory. Jakoś tego wcześniej nie zauważyłam.
Na razie tyle.
Łejtajcie na nexta! ;3

wtorek, 21 sierpnia 2012

Rozdział 26


      ~Alex~


Obudziłam się. Pierwsze co zobaczyłam to cudne, niebieskie oczęta. Niall co prawda nie patrzył prosto na mnie, ale i tak widziałam jego oczy. Kiedy spojrzał na mnie szybko zamknęłam oczy. Chłopak zaczął bawić się moimi włosami nucąc cichutko „The Figher”. Uśmiechnęłam się pod nosem i otwarłam jedno oko. Niall kiedy zobaczył, że na niego patrzę uśmiechnął się szeroko.
-Hej słońce- szepnął.
-Cześć misiek- mruknęłam.
-Jak się spało?- nie przestawał patrzeć mi w oczy.
-Tak sobie. Wcześniej byłeś wygodniejszy- zmierzyłam go wzrokiem. Zrobił zdziwioną minę. Nie oczekiwał takiej odpowiedzi. -Żartowałam. Jesteś baaardzo wygodny- przeciągnęłam.
-Głodny jestem- skrzywił się.
-Ja też- pogładziłam się po brzuchu.
-ŚNIADANIE!- spojrzeliśmy na siebie i powiedzieliśmy równocześnie. Wybuchnęliśmy śmiechem. Szybkim ruchem chwyciłam jakieś ciuchy i popędziłam do łazienki.
-Pierwsza!- pokazałam język Horanowi. Po ogarnięciu się wyszłam z łazienki i szczerząc się do Nialla, wzięłam Demona na smycz i poszliśmy na spacer. Po 10 minutach byliśmy z powrotem w domu. -Mmm co tak pachnie?- weszłam do kuchni, pies oczywiście za mną.
-Tosty- wyszczerzył się Horan. Cmoknęłam go w kącik ust i nasypałam karmy do miski Demona. Czworonóg widząc swoje śniadanie rzucił się na nie wysypując przy tym połowę na podłogę. Pokręciłam głową ze śmiechem. -Śniadanie gotowe- powiedział blondasek ściągając z siebie seksowny, różowy fartuszek Hazzy. Usiadłam na krześle i zabrałam się za pałaszowanie cudnie pachnących tostów.
-Dobry dzień- powiedział Li drapiąc się po brzuchu. Jak codziennie o tej porze był w samych bokserkach.
-Cześć braciszku- uśmiechnęłam się. Chłopak usiadł obok mnie i wziął tosta, którego trzymałam w ręce, po czym go ugryzł. -To było moje- wskazałam na kanapkę. Chłopak spojrzał na nią i wzdrygnął ramionami przeżuwając kawałek. Pokręciłam głową ze śmiechem. -Gdzie Dan?- zapytałam.
-W łazience- powiedział nie przytomnie.
-Co ty robiłeś w nocy?- podniosłam brew, ale widząc jego minę szybko dodałam. -Wiesz co, jednak nie chcę wiedzieć- Niall widząc nasze miny parsknął śmiechem.
-Liam, nie mogę znaleźć mojego stanika… O cześć wam- Dan zaczerwieniła się, wchodząc do kuchni. Spojrzałam znacząco na Liama, który też zmienił kolor.
-Eee, chodźmy na górę. Pomogę ci go znaleźć- wstał i wyszedł. Spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęślimy śmiechem.
-Dobry mam dzień, o dobry mam dzień!- do kuchni wlazł Louis o dziwo ubrany, ciągnąc za sobą Eleanaor. -Nie wiecie dlaczego Liam i Danielle wbiegli na górę z dziwnymi minami?- zapytał wyciągając z lodówki marchewkę.
-Dan coś zgubiła, a Liam miał pomóc jej szukać- powiedziałam. Chłopak wzdrygnął ramionami.
-Marcheweczko, ja musze iść. Dziewczyny czekają już pod domem. Pa!- El go pocałowała i wyszła z domu. Po chwili do kuchni wparowali Liam i Danielle, już ubrani.
-Niech ktoś obudzi resztę. Jest 12, a oni nadal śpią- powiedział Liam.
Nasza 3 wyszczerzyła się złowieszczo. Ja wzięłam dwie pokrywki od garnków, Louis patelnię i wielką łyżkę, a Niall gitarę. Z takim arsenałem ruszyliśmy na górę. Najpierw wpadliśmy do pokoju Hazzy. Zaczęliśmy wybijać rytm i śpiewać. Śpiąca dwójka spadła z łóżka. Zwijając się z śmiechu podeszliśmy do nich.
-Wstawać śpio… Em, Sophie czemu spałyście razem?- zdziwił się Niall.
Dziewczyny spojrzały na siebie zdezorientowane i pisnęły na swój widok.
-Co ty tutaj robisz? Co ja? Co ty!- mówiły równocześnie.
-Okej, dziwne- zmrużyłam oczy. Wzdrygnęliśmy równocześnie ramionami i poszliśmy do pokoju Zayna. Nie zdziwiło nas kiedy zobaczyliśmy tam Harego i Zayna wtulonych w siebie. Spali nie spodziewając się niczego. Zrobiłam krótkie „Awww” i cyknęłam im fotkę. Znów zaczęliśmy dowalać tą szopkę. Nawet nie drgnęli. -Czekajcie mam pomysł- wyszczerzyłam się złowieszczo. -Hej chłopcy, musicie mi pomóc. Wysmarujecie mi plecy?- powiedziałam słodkim głosikiem. Podziałało. Obydwoje się obudzili rozglądając się po pokoju. Kiedy napotkali swoje spojrzenia krzyknęli i odskoczyli od siebie jak oparzeni.
-Co ty robisz w moim pokoju?!- krzyknął Zay.
-Nie wiem!- odkrzyknął Hazza.
-Jak nie wiesz?! Jakim cudem spałeś w moim łóżku ze mną?!- nie przestawał się drzeć Malik.
-No przecież mówię ci, że nie wiem! Nie będę się powtarzał!- powiedział równie głośno loczek.
-Nie chcę wam przeszkadzać, ale na dole czeka na was śniadanie- przerwałam im.
-JEDZENIE!- wybiegli z pokoju drąc się jak debile. Nie obyło się bez przepychanki w drzwiach i na schodach. Zaśmiałam się pod nosem.
-Alex, ale ty wiesz, że wszystko zjedliśmy, prawda?- zapytał Niall.
-Taaaaaaa- przeciągnęłam z niewinną miną.
-Alex gdzie nasze jedzenie?!?!- usłyszałam z dołu. Dało się słyszeć bieg i po chwili na korytarzu stała wkurzona dwójka. Posłałam błagalne spojrzenia chłopakom. Oni zasłonili mnie wypinając dumnie pierś do przodu.
-Zostawcie ją!- powiedział Louis.
-Bo co?- podniósł brew Malik.
-Bo spalę wszystkie twoje kosmetyki do włosów- mulatowi momentalnie zrzedła mina. Harold zaśmiał się patrząc na niego.
-A ty się nie śmiej, bo zjem ci wszystkie żelki- wskazał na niego palcem Horan. Chłopacy spojrzeli na siebie przerażeni.
-Eee, my nie chcieliśmy ci nic zrobić, a co do śniadania to sami sobie je zrobimy. Prawda Harry?- popatrzył na niego Zay. Ten pokiwał energicznie głową i zbiegli na dół.
-Moi bohaterowie- cmoknęłam ich w policzki.
-Och przestań, bo się zaczerwienie- przerośnięty królik machnął ręką i zatrzepotał rzęsami. Zaśmiałam się.
-Idziemy do reszty?- zapytałam. Chłopcy zmarszczyli brwi, spojrzeli na siebie i kiwnęli zgodnie głowami. Zrobiłam minę: „WTF?”. Niall przerzucił sobie mnie przez ramię i ramię w ramię z Louisem zeszli do salonu. -Co wy znowu odwalacie?- zapytałam. Przyzwyczaiłam się do takich akcji, więc zwisałam spokojnie, głową w dół.
-Bezpiecznie przetransportowujemy cię do salonu- wyjaśnił Tommo robiąc z rąk pistolet i rozglądając się do dokoła.
-Niall mógłbyś postawić mnie na ziemi?- westchnęłam.
-Jak ładnie poprosisz- założę się, że teraz zrobił głupią minę.
-Niall, kochanie moje, byłbyś tak miły i postawił mnie na ziemi?- zapytałam z sarkazmem w głosie.
-Oczywiście- po chwili stałam już na ziemi.
-Dzięki- cmoknęłam go w kącik ust. -I jeszcze to- walnęłam go w ramię.
-Ał! Za co?- złapał się za bolące miejsce.
-Za to, że po raz milionowy zrobiłeś coś związanego ze mną bez mojej zgody- zrobiłam poważną minę. Chłopak uśmiechnął się przepraszająco. Odwróciłam się do niego tyłem z obrażoną miną i skrzyżowanymi rękoma na piersi, udając tak zwanego focha.
-Al, no misiek no, nie obrażaj się- nie zwracając na niego uwagi wyszłam z domu chłopców i udałam się do domu dziewczyn. -Wiesz, że cię kocham i nie lubię kiedy się na mnie obrażasz. Jest mi wtedy smutno- zrobił słodką minkę małego szczeniaczka. Nadal go ignorując otwarłam drzwi i weszłam do środka. W salonie siedziała Laura i Jason. Gruchali coś między sobą. Kiedy nas zobaczyli zrobili pytające miny, ja w odpowiedzi puściłam im oczko. -Alex proszę cię, no chociaż spójrz na mnie- prosił kiedy byliśmy już w moim pokoju. Zatrzymałam się, ale nadal stałam odwrócona do niego plecami. Chłopak złapał mnie za biodra i odwrócił do siebie przodem. -Przepraszam, wybaczysz mi?- zrobił słodką minkę. Odwróciłam głowę w inną stronę. Wiem, wredna jestem. Niall zamknął drzwi na klucz i schował go do tylnej kieszeni -Nie wypuszczę cię stąd dopóki mi nie wybaczysz- znów do mnie podszedł. Złapał mnie za podbródek i przyciągnął moją twarz, tak bym na niego spojrzała. -Alexandro Bianco Payn przepraszam bardzo za wszystko czym mogłem cię urazić. Wybaczysz mi?- smutek malował się w jego oczach. Uśmiechnęłam się szeroko i cmoknęłam go prosto w usta.
-Czekaj, co?- zdziwił się.
-Pamiętasz jak u dziadków obudziliście mnie w dość drastyczny sposób?- pokiwał głową.
-Nieźle się wtedy obraziłaś- zaśmiał się.
-Przyszedłeś wtedy do mnie z kwiatami i chciałeś przeprosić. Ja powiedziałam ci, że nie obrażam się za takie błahostki, ale lubię was wkurzać i nabierać, więc…?- dałam mu dokończyć
-Udawałaś?- zapytał.
-Tak- wyszczerzyłam się.
-Teraz też udawałaś?- podniósł brew. Ja w odpowiedzi zarzuciłam mu ręce na szyję i zatrzepotałam rzęsami. -Udawałaś! Ty mała kłamczucho!- zmarszczył brwi.
-Ale i tak mnie kochasz?- wyszczerzyłam się.
-No pewnie- pocałował mnie. Kiedy Niall był zajęty wiadomo czym, wyciągnęłam mu klucz z kieszeni. W końcu się od siebie oderwaliśmy.
-Dobra misiowaty, wracamy do reszty, otwórz drzwi- uśmiechnęłam się. On energicznie pokiwał głową i zaczął szukać klucza. Jego poszukiwania stawały się coraz bardzie gorączkowe.
-Alex…
-Co?- popatrzyłam na niego
-Nie mogę znaleźć klucza- wyszczerzył się głupio.
-Może dlatego, że ja go mam?- zaśmiałam się, a chłopak wytrzeszczył na mnie oczy.
-Jak? Kiedy?- nie spuszczał wzroku z klucza.
-Zawsze miałam lepkie łapki- wyszczerzyłam się.
-Jesteś lepsza od zawodowego kieszonkowca- powiedział, a ja w brecht. Wolnym krokiem weszliśmy do domu chłopców. W salonie nikogo nie było. W kuchni też. Posłałam pytające spojrzenie Niallowi, a on wzdrygnął ramionami. Pobiegłam na górę. Otwierałam wszystkie drzwi po kolei. Pusto.
-Gdzie ich wywiało?- zapytałam.
-Nie mam pojęcia- blondasek wzdrygnął ramionami.
-Wzięli ze sobą nawet Demona- zamyśliłam się.
-Idziemy na spacer?- wyszczerzył się. Pokiwałam głową. Chłopak złapał mnie za rękę i poszliśmy do parku. Oczywiście fanki otoczyły Nialla i chciały jego autografy. Zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Odeszłam kawałek i usiadłam na ławce. Nagle przede mną zmaterializował się blondasek. Za nim nadal stały fanki jakby na coś czekały. Spojrzałam na chłopaka. Szczerzył się do mnie i wyciągnął rękę w moją stronę.
-Co ty knujesz?- podniosłam brew stając naprzeciwko niego.
-Nic- nie przestawał się szczerzyć. Zrobiłam minę mówiącą: „Doprawdy?”. Horanek westchnął cicho. -No dobra. Dziewczyny nie wieżą, że taka piękna dziewczyna jest moja- spojrzał na mnie.
-I ty chcesz im udowodnić, że jestem twoją dziewczyną?- zapytałam, a on pokiwał głową. Wywróciłam oczami i cmoknęłam go w usta. -Mam ochotę na marchewkę. Za dużo czasu spędzam z Louisem- zamyśliłam się.
-W takim razie rozumiem, że idziemy do warzywniaka?- zapytał Niall.
-Nie inaczej- wyszczerzyłam się. Horan objął mnie ramieniem i wypiął dumnie pierś.
-Kiedy przestaniesz odwalać te szopki?- zaśmiałam się.
-Jak dostanę buzi- spojrzał na mnie.
-Chyba śnisz be…- nie dokończyłam, bo on przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Kiedy weszliśmy do sklepu Niall wziął koszyk. -Po co ci on?- zapytałam.
-Bo zgłodniałem- wyszczerzył się. Kupiliśmy marchewki, jabłka, banany i truskawki. Nie obyło się też bez jeżdżenia we wózku po sklepie i wydawaniu różnych onomatopei. Ponownie usiedliśmy w parku i zaczęliśmy jeść.
-E, co jest doktroku?- zapytałam chrupiąc marchewkę.
-Sobota, a co ma być?- wyszczerzył się.
-A to dzisiaj nie jest wtorek?- podrapałam się po głowie. Chłopak w odpowiedzi się zaśmiał.
-Mam dla ciebie niespodziankę- szepnął mi na ucho.
-Jaką?- usiadłam mu na kolanach.
-Dowiesz się w swoim czasie- nadal szeptał.
-Czyli kiedy?- wyszczerzyłam się.
-Wieczorem- powiedział tajemniczo.
-Ale to dopiero za… wieczorem- zrobiłam minę małego szczeniaczka.
-Nie powiem ci tego teraz, bo nie będzie niespodzianki- przytulił mnie. Zrezygnowana oparłam głowę na jego ramieniu. Wzięłam ostatnią marchewkę i zaczęłam chrupać. -Podziel się króliczku- wyszczerzył się blondasek.
-A dowiem się co ta za niespodzianka?- podniosłam brew.
-Nie- spojrzał mi w oczy.
-No to nie dostaniesz- wzdrygnęłam ramionami. Irlandczyk zmrużył oczy, a ja pokazałam mu język. Rozejrzałam się po parku. Usłyszałam chrupanie i spojrzałam na Nialla. Jadł moją marchewkę.
-Mmm dobre- wyszczerzył się, a ja walnęłam go w ramię. Pokręciłam głową i znów spojrzałam na drugi koniec parku. Śmiejące się dzieci biegały wokół stawu, ich rodzice rozmawiali między sobą i przyglądali się wyczynom ich pociech siedząc na ławkach. Gdzie nie gdzie przechodzili ludzie z psami. Wszędzie siedziały zakochane pary. Przeważnie się całowali. Wróciłam do poprzedniej pozycji. Kiedy tylko odwróciłam głowę, napotkałam spojrzenie Nialla. Te jego cudne oczęta, rozpłynęłam się w nich. -Która godzina?- zapytał. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Znaczy się prawie to zrobiłam bo Horan wyrwał mi telefon. -Fajna tapeta- wyszczerzył się. Na tapecie miałam nasze zdjęcie. Całowałam Nialla w policzek marszcząc przy tym nos i zamykając oczy. Chłopak wytrzeszczył oczy prosto do obiektywu. Miał słodką minę. To moja ulubiona fotka.
-Wiem- wyszczerzyłam się.
-Ja mam lepszą- pokazał mi telefon. Miał dokładnie taką samą tapetę. Zachichotałam.
-Która godzina?- powtórzyłam jego pytanie.
-17:19. Trzeba się zbierać do domu- cmoknął mnie w czoło.
-Nie chce mi się- jęknęłam.
-Znowu mam cię brać na ręce?- zapytał. Pokiwałam głową. -Po drodze jest staw, więc wiesz- wyszczerzył się złowieszczo. Wytrzeszczyłam oczy i szybkim ruchem zeskoczyłam z niego. Chłopak się zaśmiał i złapał mnie za rękę. Po 10 minutach byliśmy w domu. -Idź do domu się spakować. Dziewczyny o wszystkim wiedzą i doradzą ci co zabrać- szepnął mi na ucho. Kiwnęłam głową, wzięłam Demona i ruszyłam do domu. Dziewczyny nie chciały mi powiedzieć gdzie jedziemy. Po godzinie byłam spakowana. Przebrała się jeszcze w ciemne jeansy i luźną koszulkę z myszką Mickey. Usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu. To był Niall z walizkami. Zeszłam na dół ciągnąc za sobą swój bagaż. Obok Horana stała reszta świty. Podniosłam brew.
-Przyszliśmy się pożegnać- powiedział widząc moją pytającą minę Zay.
-Aaaa, w takim razie chodźcie tuuu- przytuliłam mocno każdego po kolei. -Niall, dowiem się w końcu gdzie jedziemy?- zrobiłam słodką minkę podchodząc do niego.
-Do Mullingar- wyszczerzył się.

Kolejny rozdział. Taki nudnawy. Wyjaśnijcie mi jedną rzecz bo jej nie rozumiem. Dlaczego pod ostatnim postem było 7 komentarzy skoro czyta to ponad 70 osób? Huh? Mam się fochnąć? 
Enijuł.
Jutro (tj. środa) wyjeżdżam na wakacje do Niechorza. Będę tam chyba tydzień, więc nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział. Kiedy tylko wrócę i będę miała chwilę wolnego, dodam następny rozdział. Hmmm, to by było na tyle.
Łejtajcie ;3 

Rozdział 26


      ~Alex~


Obudziłam się. Pierwsze co zobaczyłam to cudne, niebieskie oczęta. Niall co prawda nie patrzył prosto na mnie, ale i tak widziałam jego oczy. Kiedy spojrzał na mnie szybko zamknęłam oczy. Chłopak zaczął bawić się moimi włosami nucąc cichutko „The Figher”. Uśmiechnęłam się pod nosem i otwarłam jedno oko. Niall kiedy zobaczył, że na niego patrzę uśmiechnął się szeroko.
-Hej słońce- szepnął.
-Cześć misiek- mruknęłam.
-Jak się spało?- nie przestawał patrzeć mi w oczy.
-Tak sobie. Wcześniej byłeś wygodniejszy- zmierzyłam go wzrokiem. Zrobił zdziwioną minę. Nie oczekiwał takiej odpowiedzi. -Żartowałam. Jesteś baaardzo wygodny- przeciągnęłam.
-Głodny jestem- skrzywił się.
-Ja też- pogładziłam się po brzuchu.
-ŚNIADANIE!- spojrzeliśmy na siebie i powiedzieliśmy równocześnie. Wybuchnęliśmy śmiechem. Szybkim ruchem chwyciłam jakieś ciuchy i popędziłam do łazienki.
-Pierwsza!- pokazałam język Horanowi. Po ogarnięciu się wyszłam z łazienki i szczerząc się do Nialla, wzięłam Demona na smycz i poszliśmy na spacer. Po 10 minutach byliśmy z powrotem w domu. -Mmm co tak pachnie?- weszłam do kuchni, pies oczywiście za mną.
-Tosty- wyszczerzył się Horan. Cmoknęłam go w kącik ust i nasypałam karmy do miski Demona. Czworonóg widząc swoje śniadanie rzucił się na nie wysypując przy tym połowę na podłogę. Pokręciłam głową ze śmiechem. -Śniadanie gotowe- powiedział blondasek ściągając z siebie seksowny, różowy fartuszek Hazzy. Usiadłam na krześle i zabrałam się za pałaszowanie cudnie pachnących tostów.
-Dobry dzień- powiedział Li drapiąc się po brzuchu. Jak codziennie o tej porze był w samych bokserkach.
-Cześć braciszku- uśmiechnęłam się. Chłopak usiadł obok mnie i wziął tosta, którego trzymałam w ręce, po czym go ugryzł. -To było moje- wskazałam na kanapkę. Chłopak spojrzał na nią i wzdrygnął ramionami przeżuwając kawałek. Pokręciłam głową ze śmiechem. -Gdzie Dan?- zapytałam.
-W łazience- powiedział nie przytomnie.
-Co ty robiłeś w nocy?- podniosłam brew, ale widząc jego minę szybko dodałam. -Wiesz co, jednak nie chcę wiedzieć- Niall widząc nasze miny parsknął śmiechem.
-Liam, nie mogę znaleźć mojego stanika… O cześć wam- Dan zaczerwieniła się, wchodząc do kuchni. Spojrzałam znacząco na Liama, który też zmienił kolor.
-Eee, chodźmy na górę. Pomogę ci go znaleźć- wstał i wyszedł. Spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęślimy śmiechem.
-Dobry mam dzień, o dobry mam dzień!- do kuchni wlazł Louis o dziwo ubrany, ciągnąc za sobą Eleanaor. -Nie wiecie dlaczego Liam i Danielle wbiegli na górę z dziwnymi minami?- zapytał wyciągając z lodówki marchewkę.
-Dan coś zgubiła, a Liam miał pomóc jej szukać- powiedziałam. Chłopak wzdrygnął ramionami.
-Marcheweczko, ja musze iść. Dziewczyny czekają już pod domem. Pa!- El go pocałowała i wyszła z domu. Po chwili do kuchni wparowali Liam i Danielle, już ubrani.
-Niech ktoś obudzi resztę. Jest 12, a oni nadal śpią- powiedział Liam.
Nasza 3 wyszczerzyła się złowieszczo. Ja wzięłam dwie pokrywki od garnków, Louis patelnię i wielką łyżkę, a Niall gitarę. Z takim arsenałem ruszyliśmy na górę. Najpierw wpadliśmy do pokoju Hazzy. Zaczęliśmy wybijać rytm i śpiewać. Śpiąca dwójka spadła z łóżka. Zwijając się z śmiechu podeszliśmy do nich.
-Wstawać śpio… Em, Sophie czemu spałyście razem?- zdziwił się Niall.
Dziewczyny spojrzały na siebie zdezorientowane i pisnęły na swój widok.
-Co ty tutaj robisz? Co ja? Co ty!- mówiły równocześnie.
-Okej, dziwne- zmrużyłam oczy. Wzdrygnęliśmy równocześnie ramionami i poszliśmy do pokoju Zayna. Nie zdziwiło nas kiedy zobaczyliśmy tam Harego i Zayna wtulonych w siebie. Spali nie spodziewając się niczego. Zrobiłam krótkie „Awww” i cyknęłam im fotkę. Znów zaczęliśmy dowalać tą szopkę. Nawet nie drgnęli. -Czekajcie mam pomysł- wyszczerzyłam się złowieszczo. -Hej chłopcy, musicie mi pomóc. Wysmarujecie mi plecy?- powiedziałam słodkim głosikiem. Podziałało. Obydwoje się obudzili rozglądając się po pokoju. Kiedy napotkali swoje spojrzenia krzyknęli i odskoczyli od siebie jak oparzeni.
-Co ty robisz w moim pokoju?!- krzyknął Zay.
-Nie wiem!- odkrzyknął Hazza.
-Jak nie wiesz?! Jakim cudem spałeś w moim łóżku ze mną?!- nie przestawał się drzeć Malik.
-No przecież mówię ci, że nie wiem! Nie będę się powtarzał!- powiedział równie głośno loczek.
-Nie chcę wam przeszkadzać, ale na dole czeka na was śniadanie- przerwałam im.
-JEDZENIE!- wybiegli z pokoju drąc się jak debile. Nie obyło się bez przepychanki w drzwiach i na schodach. Zaśmiałam się pod nosem.
-Alex, ale ty wiesz, że wszystko zjedliśmy, prawda?- zapytał Niall.
-Taaaaaaa- przeciągnęłam z niewinną miną.
-Alex gdzie nasze jedzenie?!?!- usłyszałam z dołu. Dało się słyszeć bieg i po chwili na korytarzu stała wkurzona dwójka. Posłałam błagalne spojrzenia chłopakom. Oni zasłonili mnie wypinając dumnie pierś do przodu.
-Zostawcie ją!- powiedział Louis.
-Bo co?- podniósł brew Malik.
-Bo spalę wszystkie twoje kosmetyki do włosów- mulatowi momentalnie zrzedła mina. Harold zaśmiał się patrząc na niego.
-A ty się nie śmiej, bo zjem ci wszystkie żelki- wskazał na niego palcem Horan. Chłopacy spojrzeli na siebie przerażeni.
-Eee, my nie chcieliśmy ci nic zrobić, a co do śniadania to sami sobie je zrobimy. Prawda Harry?- popatrzył na niego Zay. Ten pokiwał energicznie głową i zbiegli na dół.
-Moi bohaterowie- cmoknęłam ich w policzki.
-Och przestań, bo się zaczerwienie- przerośnięty królik machnął ręką i zatrzepotał rzęsami. Zaśmiałam się.
-Idziemy do reszty?- zapytałam. Chłopcy zmarszczyli brwi, spojrzeli na siebie i kiwnęli zgodnie głowami. Zrobiłam minę: „WTF?”. Niall przerzucił sobie mnie przez ramię i ramię w ramię z Louisem zeszli do salonu. -Co wy znowu odwalacie?- zapytałam. Przyzwyczaiłam się do takich akcji, więc zwisałam spokojnie, głową w dół.
-Bezpiecznie przetransportowujemy cię do salonu- wyjaśnił Tommo robiąc z rąk pistolet i rozglądając się do dokoła.
-Niall mógłbyś postawić mnie na ziemi?- westchnęłam.
-Jak ładnie poprosisz- założę się, że teraz zrobił głupią minę.
-Niall, kochanie moje, byłbyś tak miły i postawił mnie na ziemi?- zapytałam z sarkazmem w głosie.
-Oczywiście- po chwili stałam już na ziemi.
-Dzięki- cmoknęłam go w kącik ust. -I jeszcze to- walnęłam go w ramię.
-Ał! Za co?- złapał się za bolące miejsce.
-Za to, że po raz milionowy zrobiłeś coś związanego ze mną bez mojej zgody- zrobiłam poważną minę. Chłopak uśmiechnął się przepraszająco. Odwróciłam się do niego tyłem z obrażoną miną i skrzyżowanymi rękoma na piersi, udając tak zwanego focha.
-Al, no misiek no, nie obrażaj się- nie zwracając na niego uwagi wyszłam z domu chłopców i udałam się do domu dziewczyn. -Wiesz, że cię kocham i nie lubię kiedy się na mnie obrażasz. Jest mi wtedy smutno- zrobił słodką minkę małego szczeniaczka. Nadal go ignorując otwarłam drzwi i weszłam do środka. W salonie siedziała Laura i Jason. Gruchali coś między sobą. Kiedy nas zobaczyli zrobili pytające miny, ja w odpowiedzi puściłam im oczko. -Alex proszę cię, no chociaż spójrz na mnie- prosił kiedy byliśmy już w moim pokoju. Zatrzymałam się, ale nadal stałam odwrócona do niego plecami. Chłopak złapał mnie za biodra i odwrócił do siebie przodem. -Przepraszam, wybaczysz mi?- zrobił słodką minkę. Odwróciłam głowę w inną stronę. Wiem, wredna jestem. Niall zamknął drzwi na klucz i schował go do tylnej kieszeni -Nie wypuszczę cię stąd dopóki mi nie wybaczysz- znów do mnie podszedł. Złapał mnie za podbródek i przyciągnął moją twarz, tak bym na niego spojrzała. -Alexandro Bianco Payn przepraszam bardzo za wszystko czym mogłem cię urazić. Wybaczysz mi?- smutek malował się w jego oczach. Uśmiechnęłam się szeroko i cmoknęłam go prosto w usta.
-Czekaj, co?- zdziwił się.
-Pamiętasz jak u dziadków obudziliście mnie w dość drastyczny sposób?- pokiwał głową.
-Nieźle się wtedy obraziłaś- zaśmiał się.
-Przyszedłeś wtedy do mnie z kwiatami i chciałeś przeprosić. Ja powiedziałam ci, że nie obrażam się za takie błahostki, ale lubię was wkurzać i nabierać, więc…?- dałam mu dokończyć
-Udawałaś?- zapytał.
-Tak- wyszczerzyłam się.
-Teraz też udawałaś?- podniósł brew. Ja w odpowiedzi zarzuciłam mu ręce na szyję i zatrzepotałam rzęsami. -Udawałaś! Ty mała kłamczucho!- zmarszczył brwi.
-Ale i tak mnie kochasz?- wyszczerzyłam się.
-No pewnie- pocałował mnie. Kiedy Niall był zajęty wiadomo czym, wyciągnęłam mu klucz z kieszeni. W końcu się od siebie oderwaliśmy.
-Dobra misiowaty, wracamy do reszty, otwórz drzwi- uśmiechnęłam się. On energicznie pokiwał głową i zaczął szukać klucza. Jego poszukiwania stawały się coraz bardzie gorączkowe.
-Alex…
-Co?- popatrzyłam na niego
-Nie mogę znaleźć klucza- wyszczerzył się głupio.
-Może dlatego, że ja go mam?- zaśmiałam się, a chłopak wytrzeszczył na mnie oczy.
-Jak? Kiedy?- nie spuszczał wzroku z klucza.
-Zawsze miałam lepkie łapki- wyszczerzyłam się.
-Jesteś lepsza od zawodowego kieszonkowca- powiedział, a ja w brecht. Wolnym krokiem weszliśmy do domu chłopców. W salonie nikogo nie było. W kuchni też. Posłałam pytające spojrzenie Niallowi, a on wzdrygnął ramionami. Pobiegłam na górę. Otwierałam wszystkie drzwi po kolei. Pusto.
-Gdzie ich wywiało?- zapytałam.
-Nie mam pojęcia- blondasek wzdrygnął ramionami.
-Wzięli ze sobą nawet Demona- zamyśliłam się.
-Idziemy na spacer?- wyszczerzył się. Pokiwałam głową. Chłopak złapał mnie za rękę i poszliśmy do parku. Oczywiście fanki otoczyły Nialla i chciały jego autografy. Zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Odeszłam kawałek i usiadłam na ławce. Nagle przede mną zmaterializował się blondasek. Za nim nadal stały fanki jakby na coś czekały. Spojrzałam na chłopaka. Szczerzył się do mnie i wyciągnął rękę w moją stronę.
-Co ty knujesz?- podniosłam brew stając naprzeciwko niego.
-Nic- nie przestawał się szczerzyć. Zrobiłam minę mówiącą: „Doprawdy?”. Horanek westchnął cicho. -No dobra. Dziewczyny nie wieżą, że taka piękna dziewczyna jest moja- spojrzał na mnie.
-I ty chcesz im udowodnić, że jestem twoją dziewczyną?- zapytałam, a on pokiwał głową. Wywróciłam oczami i cmoknęłam go w usta. -Mam ochotę na marchewkę. Za dużo czasu spędzam z Louisem- zamyśliłam się.
-W takim razie rozumiem, że idziemy do warzywniaka?- zapytał Niall.
-Nie inaczej- wyszczerzyłam się. Horan objął mnie ramieniem i wypiął dumnie pierś.
-Kiedy przestaniesz odwalać te szopki?- zaśmiałam się.
-Jak dostanę buzi- spojrzał na mnie.
-Chyba śnisz be…- nie dokończyłam, bo on przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Kiedy weszliśmy do sklepu Niall wziął koszyk. -Po co ci on?- zapytałam.
-Bo zgłodniałem- wyszczerzył się. Kupiliśmy marchewki, jabłka, banany i truskawki. Nie obyło się też bez jeżdżenia we wózku po sklepie i wydawaniu różnych onomatopei. Ponownie usiedliśmy w parku i zaczęliśmy jeść.
-E, co jest doktroku?- zapytałam chrupiąc marchewkę.
-Sobota, a co ma być?- wyszczerzył się.
-A to dzisiaj nie jest wtorek?- podrapałam się po głowie. Chłopak w odpowiedzi się zaśmiał.
-Mam dla ciebie niespodziankę- szepnął mi na ucho.
-Jaką?- usiadłam mu na kolanach.
-Dowiesz się w swoim czasie- nadal szeptał.
-Czyli kiedy?- wyszczerzyłam się.
-Wieczorem- powiedział tajemniczo.
-Ale to dopiero za… wieczorem- zrobiłam minę małego szczeniaczka.
-Nie powiem ci tego teraz, bo nie będzie niespodzianki- przytulił mnie. Zrezygnowana oparłam głowę na jego ramieniu. Wzięłam ostatnią marchewkę i zaczęłam chrupać. -Podziel się króliczku- wyszczerzył się blondasek.
-A dowiem się co ta za niespodzianka?- podniosłam brew.
-Nie- spojrzał mi w oczy.
-No to nie dostaniesz- wzdrygnęłam ramionami. Irlandczyk zmrużył oczy, a ja pokazałam mu język. Rozejrzałam się po parku. Usłyszałam chrupanie i spojrzałam na Nialla. Jadł moją marchewkę.
-Mmm dobre- wyszczerzył się, a ja walnęłam go w ramię. Pokręciłam głową i znów spojrzałam na drugi koniec parku. Śmiejące się dzieci biegały wokół stawu, ich rodzice rozmawiali między sobą i przyglądali się wyczynom ich pociech siedząc na ławkach. Gdzie nie gdzie przechodzili ludzie z psami. Wszędzie siedziały zakochane pary. Przeważnie się całowali. Wróciłam do poprzedniej pozycji. Kiedy tylko odwróciłam głowę, napotkałam spojrzenie Nialla. Te jego cudne oczęta, rozpłynęłam się w nich. -Która godzina?- zapytał. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Znaczy się prawie to zrobiłam bo Horan wyrwał mi telefon. -Fajna tapeta- wyszczerzył się. Na tapecie miałam nasze zdjęcie. Całowałam Nialla w policzek marszcząc przy tym nos i zamykając oczy. Chłopak wytrzeszczył oczy prosto do obiektywu. Miał słodką minę. To moja ulubiona fotka.
-Wiem- wyszczerzyłam się.
-Ja mam lepszą- pokazał mi telefon. Miał dokładnie taką samą tapetę. Zachichotałam.
-Która godzina?- powtórzyłam jego pytanie.
-17:19. Trzeba się zbierać do domu- cmoknął mnie w czoło.
-Nie chce mi się- jęknęłam.
-Znowu mam cię brać na ręce?- zapytał. Pokiwałam głową. -Po drodze jest staw, więc wiesz- wyszczerzył się złowieszczo. Wytrzeszczyłam oczy i szybkim ruchem zeskoczyłam z niego. Chłopak się zaśmiał i złapał mnie za rękę. Po 10 minutach byliśmy w domu. -Idź do domu się spakować. Dziewczyny o wszystkim wiedzą i doradzą ci co zabrać- szepnął mi na ucho. Kiwnęłam głową, wzięłam Demona i ruszyłam do domu. Dziewczyny nie chciały mi powiedzieć gdzie jedziemy. Po godzinie byłam spakowana. Przebrała się jeszcze w ciemne jeansy i luźną koszulkę z myszką Mickey. Usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu. To był Niall z walizkami. Zeszłam na dół ciągnąc za sobą swój bagaż. Obok Horana stała reszta świty. Podniosłam brew.
-Przyszliśmy się pożegnać- powiedział widząc moją pytającą minę Zay.
-Aaaa, w takim razie chodźcie tuuu- przytuliłam mocno każdego po kolei. -Niall, dowiem się w końcu gdzie jedziemy?- zrobiłam słodką minkę podchodząc do niego.
-Do Mullingar- wyszczerzył się.

Kolejny rozdział. Taki nudnawy. Wyjaśnijcie mi jedną rzecz bo jej nie rozumiem. Dlaczego pod ostatnim postem było 7 komentarzy skoro czyta to ponad 70 osób? Huh? Mam się fochnąć? 
Enijuł.
Jutro (tj. środa) wyjeżdżam na wakacje do Niechorza. Będę tam chyba tydzień, więc nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział. Kiedy tylko wrócę i będę miała chwilę wolnego, dodam następny rozdział. Hmmm, to by było na tyle.
Łejtajcie ;3 

piątek, 17 sierpnia 2012

Rozdział 25


~Alex~


Zastanawiałam się gdzie jest Jason i Laura. Pewnie siedzą w domu i zajmują się Liv. O kurde Liv!
-Niall- spojrzałam na chłopaka, który pochłaniał frytki.
-Tak misiek?- podniósł wzrok na mnie.
-Nie zapomnieliśmy o takim małym szczególe?- podniosłam brew.
-Ymm, wydaje mi się, że nie- zastanawiał się chwilę.
-Mi się wydaje, że tak. Taki mały blond włosy szczególik o niebieskich oczkach- spojrzałam na niego wyczekująco. Jadł frytki. Po chwili ocknął się.
-Liv!- zjadł resztę frytek i pociągnął mnie za rękę w stronę domu.
-Hej spokojnie, twoja siostra ma po nią przyjechać o 18- przytuliłam go.
-A która jest?- spojrzałam na telefon.
-17:17- wyszczerzyłam się.
-Ktoś cię kocha- stwierdził.
-Chyba nawet wiem kto- poruszałam brwiami.
-Serio? Kto?- wyszczerzył się.
-Ty- cmoknęłam go w kącik ust. Pociągnęłam go za rękę.
-Myślałem, że się bardziej postarasz- naburmuszył się.
-To źle myślałeś- pokazałam mu język. Byliśmy pod drzwiami domu. Chciałam już nacisnąć klamkę, ale Niall przyciągnął mnie do siebie.
-Ty mi nie dasz, to sam sobie wezmę- pocałował mnie w usta.
-Hej może w końcu wejdziemy?- zapytałam kiedy oderwaliśmy się od siebie. Chłopak cmoknął mnie raz jeszcze  i weszliśmy do środka. Laura i Jason bawili się z małą.
-Niall, Alex!- podbiegła do nas.
-Cześć skrzacie- wzięłam ją na ręce i cmoknęłam w policzek.
-Alex, dlaczego jesteś mokra?- zapytała Liv. Spojrzałam znacząco na Nialla, na co on zaczął patrzeć w sufit i gwizdać.
-Twój kuzynek wrzucił mnie do stawu- spojrzałam na nią.
-Niall, dlaczego to zrobiłeś?- teraz Horan ją trzymał.
-Bo była niegrzeczna- wyszczerzył się. Dostał ode mnie sójkę w bok.
-Jednak nie są razem- usłyszałam wycie Laury. Spojrzałam na blondaska. Puścił mi oczko.
-Zaraz wracam, idę się przebrać- skierowałam się do domu. Założyłam jeansowe szorty i luźną koszulkę. Wzięłam Demona i poszłam do domu obok.
-Dlaczego nie poszłaś na górę?- zapytał Niall.
-Bo mieszkam obok- wyszczerzyłam się.
-Zaraz, co?- spojrzał na mnie.
-Razem z dziewczynami kupiłyśmy dom obok. Mieszkamy tam w 6- zaśmiałam się widząc jego minę.
-Czyli nie będę już codziennie rano widział mojego słońca w piżamie i z potarganymi włoskami?- podszedł do mnie ze smutną miną.
-Jeśli ładnie poprosisz to tu zostanę- przytuliłam go. Horanek wyszczerzył się i pocałował mnie. Miny tamtej dwójki w salonie sprawiły, że zaczęłam się śmiać.
-To wy… jesteście razem?- zapytała osłupiała Laura.
-Nie no coś ty. Skąd ten pomysł przyszedł ci w ogóle do głowy?- powiedziałam sarkastycznie. Wkurzona dziewczyna rzuciła we mnie poduszką. Już miałam jej oddać kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Blondasek z Liv na rękach poszedł otworzyć.
-Mamusia!- mała zaczęła piszczeć.
-Cześć kochanie. Mam nadzieję, że byłaś grzeczna- wzięła małą na ręce.
-Jak aniołek- wyszczerzył się Niall.
-Alex się mną zajmowała- powiedziała mała.
-Kto?- zapytała.
-Alex to moja dziewczyna- spojrzał na mnie.
-Masz dziewczynę i się nie pochwaliłeś. Kiedy ją poznam?- zapytała.
-W zasadzie to teraz. Alex możesz na chwilę?- podeszłam do niego.
-Alex to moja ciocia Stephanie, ciociu to moja dziewczyna Alex- uścisnęłyśmy sobie dłonie. Kobieta miała proste, blond włosy do ramion i cudne niebieskie oczy. To chyba u nich rodzinne.
-Dzięki, że zajęliście się małą. Musimy już jechać- pożegnała się i odjechała. Niall usiadł na kanapie, a ja mu na kolanach. Jay i Laura patrzyli na nas mrużąc oczy.
-No co?- zapytał Niall.
-Nie mogliście nas wcześniej oświecić?- fuknęła Laura.
-Hej przecież i tak byśmy wam powiedzieli- spojrzałam na nią.
-A tak w ogóle to gratulacje!- wyszczerzył się Jason. Nagle do domu wpadła reszta. Wkurzona Em poszła na górę trzaskając drzwiami, zaraz za nią biegł Harold prosząc żeby się zatrzymała. Posłałam reszcie pytające spojrzenie.
-Pokłócili się czy coś- wzruszyła ramionami Dan. Spojrzałam znacząco na Sophie. Myślałam, że może ona wie coś więcej. Miała smutną minę, ale też wzdrygnęła ramionami. Po kilkunastu minutach smutny Harry zszedł na dół. Siedział ze spuszczoną głową i się nie odzywał do nikogo.
-Harry chodź- podałam mu rękę. Spojrzał na mnie smutno.
-Nie obchodzi mnie to, że ci się nie chcę, wyjaśnisz mi to wszystko- zrezygnowany podał mi rękę. Poszłam z nim do dawnego pokoju Laury.
-Gadaj coś narobił- usiadłam obok niego na łóżku.
-Byliśmy w parku. Em kupiła sobie gazetę. Na pierwszej stronie było moje zdjęcie z fanką. Wyglądało tak jakbyśmy się całowali, ale przyrzekam, że jej nie pocałowałem. Daję ci słowo. Emily kiedy to zobaczyła wściekła się i nie chciała mnie słuchać- spuścił głowę.
-Chodź tu braciszku- przytuliłam go.
-Wszystko będzie dobrze. Uwierz mi. Już ja się tym zajmę- cmoknęłam go w policzek. Uśmiechnął się lekko.
-Dzięki Al, na ciebie zawsze można liczyć- uśmiechnęłam się do niego promiennie. Nagle coś mi się przypomniało. Podeszłam do łóżka i spod materaca wyciągnęłam giga paczkę żelek.
-Masz, na pocieszenie- dałam chłopakowi żelki. Wyszczerzył się. Podeszłam do drzwi pokoju Harrego i zapukałam.
-Odejdź- fuknęła.
-To ja Alex, chcę pogadać- usłyszałam kroki i po chwili dziewczyna otwarła mi drzwi. Miała rozmazany makijaż i smutne oczy. Płakała. Usiadłyśmy na łóżku.
-Słuchaj wiem o wszystkim. Harry mi powiedział- spojrzałam na nią.
-Wiem jak to wyglądało, ale on jej nie pocałował. Dał mi słowo- dziewczyna pokręciła przecząco głową.
-On mnie nie okłamie. Zawsze mówimy sobie prawdę. Wiem kiedy kłamie i teraz mogę ci z czystym sumieniem powiedzieć, że mówił prawdę- spojrzała na mnie z nadzieją w oczach.
-Wierzysz mi?- podniosłam brew.
-Wierzę- uśmiechnęła się i przytuliła do mnie.
-Dzięki, jesteś kochana- powiedziała.
-No wiem- wyszczerzyłam się.
-Teraz idź poprawić makijaż i masz z nim pogadać. Daję ci 10 minut. Jak nie zobaczę, że się przytulacie albo coś w tym stylu, to pogadamy inaczej- zrobiłam groźną minę. Dziewczyna pokiwała energicznie głową i popędziła do łazienki. Kiedy wyszłam na korytarz w drzwiach stał Harry całujący Em. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Przeszłam obok nich najciszej jak tylko umiałam i zeszłam do dół. Kiedy mnie usłyszeli spojrzeli na mnie wyczekująco.
-Wszystko ok- odetchnęli.
-Co wy beze mnie zrobicie?- zaśmiałam się.
-Eeee wszystko?- wyszczerzył się Zayn za co oberwał z poduchy.
-Przymknij się Malik bo ci fryzurę popsuje- zagroziłam. Chłopak na te słowa przytulił mocniej swoją dziewczynę.
-Co robimy?- zapytałam siadając na Louisie.
-Po pierwsze: to na mnie powinnaś siedzieć, po drugie: gramy w coś?- zapytał Niall. Zaśmiałam się i zmieniłam miejsce. Teraz siedziałam wtulona w Horanka. On wyszczerzył się jak debil i cmoknął mnie w czoło.
-Może w twistera?- zapytał Malik poruszając zabawnie brwiami.
-Ty zboczuchu!- krzyknęłam. Chłopak tylko wzruszył ramionami i głupio się uśmiechnął.
-Ja mogę zagrać- wzruszył ramionami Jason. Reszta się z nim zgodziła.
-Ja nie gram- pokazałam język Malikowi.
-Jak chcesz- wzruszył ramionami.
-Panie przodem- wyszczerzył się mulacik przepuszczając swoją dziewczynę. Ten zbereźnik nie zrobił tego z uprzejmości, zrobił to żeby patrzeć na tyłek Sophie.
-Perro de Caza- fuknęłam. Mój Horanek mówił biegle po hiszpańsku więc zrozumiał co przed chwilą powiedziałam i parsknął śmiechem. (Perro De Caza tzn. ogar). Malik posłał mi pytające spojrzenie, a ja wzruszyłam ramionami. Louis poszedł po grę, po chwili wrócił.
-W co gracie?- zapytał Hazza schodząc po schodach.
-W twistera- odpowiedział mu Liam.
-Gramy z wami- pociągnął swoją dziewczynę w stronę planszy.
-Nie sądzicie, że trochę was za dużo jak na jedną plansze?- podniosłam brew.
-Masz rację, ktoś musi odejść- Louis przelustrował wszystkich wzrokiem zabójcy.
-Dobra, ja nie gram- usiadł obok mnie blondasek. Po chwili przyszedł Demon i położył się obok. Popatrzyłam na niego i poklepałam kolana. Pies wstał i usiadł na mnie. Tylko, że był za wielki jak na jedną osobę więc jego ciężki zad spoczywał na blondasku.
-Moja mała psikna- cmoknęłam go w pysk.
-Mała psikna?- zapytał z sarkazmem Horan.
-On zawsze dla mnie będzie tym małym, niezdarnym szczeniaczkiem- wyszczerzyłam się. Po godzinnym wyginaniu się we wszystkie możliwe strony każdy usiadł zmęczony na kanapie lub podłodze. Spojrzałam na zegarek, 22:15.
-Nie wiem jak wy, ale ja idę spać- wstałam z kanapy.
-Ja też- złapał mnie za rękę Niall. Uśmiechnęłam się do niego.
-Masz- podał mi jakąś koszulkę kiedy siedzieliśmy w jego pokoju.
-Dzięki- cmoknęłam go w policzek i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i założyłam bieliznę i koszulkę Horana, a na stopy naciągnęłam skarpetki. Na szczęście pomyślałam o tym wcześniej i wzięłam z domu ciuchy na zmianę. Spojrzałam na tą koszulkę. „Free Kiss”. Zaśmiałam się pod nosem na wspomnienie tamtej nocy. Włosy zostawiłam rozpuszczone i zaczesałam je na bok. Niall leżał na łóżku i brzdąkał na gitarze. Podeszłam do niego i usiadłam obok. Uśmiechnął się kiedy zobaczył napis na koszulce.
-A teraz dostanę?- podniósł brew. Zaśmiałam się i go pocałowałam.
-Zaraz wracam- poszedł do łazienki. Chwyciłam jego gitarę i zaczęłam grać „One thing”. Wpadłam na pewien pomysł. Reszta siedziała już w swoich pokojach. Po cichu zeszłam na dół. Udałam się do salonu. Usiadłam przy fortepianie i zaczęłam grać „Gym Class Heroes- The Fighter”. Uwielbiam tę piosenkę. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam śpiewać. Zatraciłam się w tym. Usłyszałam kroki. Obok mnie usiadł blondasek i śpiewał ze mną. Znowu usłyszałam jego głos.
-Jesteś niesamowita- powiedział kiedy skończyłam.
-Ty też niczego sobie- uśmiechnęłam się. Chłopak założył mi włosy za ucho i spojrzał głęboko w oczy.
-Nadal nie mogę uwierzyć w to, że jesteś moja- nie przestawał patrzeć w ten sposób.
-Masz jeszcze szanse uciec. Nie zatrzymuje cię- powiedziałam, a on zaśmiał się.
-Na twoje nieszczęście nie skorzystam. Nie dam ci już nigdy spokoju. Zawsze będę obok. Nie pozbędziesz się mnie- przytulił mnie.
-Obiecujesz?- spojrzałam w jego oczy.
-Obiecuję- miał poważną minę. Zamknęłam oczy i rozpłynęłam się w jego ustach.
-Kocham cię- wtuliłam się w niego.
-Ja ciebie też- gładził mnie po głowie.
-Jest już późno, chodź spać- zamruczał mi do ucha.
-Nie mam siły- jęknęłam.
-To ja cię zaniosę- wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Położył mnie delikatnie na łóżku. Wtuliłam się w jego tors. On bawił się moimi włosami.
-Alex?
-Hmm?
-Kocham cię- zaśmiałam się.
-Ja ciebie też misiek, ale teraz zamknij już tą swoją śliczną mordkę i idź spać- zamknęłam oczy i zasnęłam. Teraz mogę szczerze powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Pomyśleć, że kilka miesięcy temu nie miałam rodziny ani przyjaciół nie mówiąc już o chłopaku. A teraz? Teraz mam to wszystko, mam kochającą rodzinę i wspaniałych przyjaciół. Mam też cudownego chłopaka, którego kocham całym sercem. Poczułam, że ktoś kładzie się na łóżku. To pewnie Demon. Kiedyś tylko on mnie kochał, był jedyną rodziną. To wszystko było tak blisko mnie. Ci wspaniali ludzie mieszkali w jednym mieście, w domu obok. Szczęście było o rzut beretem. Tak blisko, ale daleko zarazem. Ile musiałam się nacierpieć żeby teraz móc być szczęśliwą. Wielu ludzi mnie skrzywdziło, ale powinnam im za to podziękować. Gdyby nie oni nie wiedziałabym co to życie. Ile to nocy spędziłam płacząc, ile godzin spędziłam na użalaniu się nad sobą. Oni sprawili, że znowu się uśmiecham, że jestem szczęśliwa. Teraz ten czas spędzony na smuceniu się wydaje się być niczym w porównaniu z godzinami spędzonymi z nimi, na śmianiu się lub zwyczajnej rozmowie. Oni są dla mnie całym światem. Bez nich nie da się normalnie żyć. Są jak dusza człowieka- bez niej jesteśmy niczym. Ja właśnie taka jestem bez nich. Kiedyś przyklejałam uśmiech do twarzy i udawałam, że wszystko jest w porządku. Teraz nie udaję, bo tak jest naprawdę. Może czasem mam ich dosyć, ale nie oddałabym ich za nic w świecie.

~Niall~


Alex spała wtulona we mnie. Wyglądała słodko. Jestem mega szczęśliwy. Po tylu miesiącach wreszcie powiedziałem jej co do niej czuję. Nie żałuję tego. Nie żałuję niczego, oprócz Ashely. To była totalna pomyłka. Cieszę się, że to właśnie Alex spotkałem w tamten dzień. Boję się pomyśleć co by było gdyby wyszła z domu trochę później. Wtedy nasze fanki nie zaprowadziły jej na nasz koncert, nie poznała by wtedy Emily i nas. Nie spała by teraz wtulona we mnie. W życiu popełniłem wiele błędów, ale teraz mogę powiedzieć, że nic nie zepsułem. Mam obok siebie najwspanialszą dziewczynę na świecie. Pochłonięty myślami zasnąłem.


Taki trochę jakby krótki -.- No, ale cóż. Tylko mi się wydaje czy ten rozdział tryska miłością, szczęściem i innymi takimi pierdołami, od których chce mi się haftować tęczą? Enijuł.
Prawie 7000 wejść?! 0.o OMG!  Zaraz padnę na zawał! xd W nagrodę macie kilka gifów ^.^
See ya!