czwartek, 27 września 2012

Rozdział 33


~Alex~ 

Usłyszałam jakieś śmiechy i krzyki. Były głośniejsze niż te wywołane przez 10 osób i psa. Coś tu jest nie tak.
-Niall chyba ktoś włamał się do domu- spojrzałam na niego. Momentalnie zbladł.
-Alex nie…- zaczął, ale ja go nie słuchałam. Wróciłam się do samochodu i wyciągnęłam z bagażnika patelnie. Swoją drogą, SKĄD JA MAM PATELNIE W SAMOCHODZIE?! Wzruszyłam ramionami i podeszłam po cichu do drzwi. -Alex po co ci ta patelnia?- zapytał z lekkim strachem w głosie blondasek.
-Zobaczysz- mruknęłam tylko i szarpnęłam za klamkę. Światła były zgaszone, ale i tak słyszałam jakieś szepty. W ręku nadal ściskałam patelnie. Po omacku zapaliłam światło i zza kanapy wyskoczyła banda debili wystrojona jakby szła na jakąś imprezę.
-Niespodzianka!- krzyknęli wszyscy. Dopiero teraz zauważyłam resztę ludzi. Nie mam pojęcia jak w tym salonie zmieściła się taka ilość ludzi. Kątem oka zauważyłam Nicka szerzącego się do jakiejś laski.
-O kurwa- wymsknęło mi się. Reszta na te słowa wybałuszyła na mnie oczy. Uśmiechnęłam się przepraszająco i schowałam patelnie za plecy.-Chciałam powiedzieć: O jejciu! Jakaś impreza nie mam pojęcia z jakiej okazji! Ale mnie zaskoczyliście!- zasłoniłam usta dłonią.
-To jest twoja impreza urodzinowa- wyszczerzył się Hazza.
-Już jest 27 czerwca?- podniosłam brew.
-Eeee jest połowa sierpnia- drapał się po głowie Liam.
-Aha, zaraz HĘ?!- spojrzałam na niego pytająco.
-Zapomnieliśmy o twoich urodzinach- uśmiechnął się lekko.
-Szczerze mówiąc ja też- zaśmiałam się. To dlatego mama dzwoniła do mnie z półtora miesiąca temu i składała mi coś w stylu życzeń. Ja wtedy przymulałam i jej nie za bardzo słuchałam bo zadzwoniła rano. Kto normalny dzwoni do ludzi o 9 rano?! Przecież to blady świt! Nagle przypomniało mi się o patelni za plecami. -Zaraz wracam. Idę odnieść patelnie- wyciągnęłam przedmiot zza pleców i ruszyłam do kuchni. Zauważyłam, że Zayn chce coś powiedzieć, ale mu przerwałam. -Nie pytaj- mruknęłam i popędziłam do kuchni. Po chwili wróciłam. Zayn z Sophie obsługiwali sprzęt muzyczny.
-Wszystkiego najlepszego Ali!- przykicał do mnie Louis z giga bananem na fejsie.
-Dzięki przerośnięty króliku- wyszczerzyłam się.
-ALEX!!!- podbiegły do mnie dziewczyny.
-CO?!- zapytałam głupio.
-Twoje ciuchy!- zaczęła panikować Emily. Spojrzałam na siebie- brudne od błota i trawy ciuchy, potem na resztę- dziewczyny miały szpile i kiecki, a chłopacy... mieli na sobie ciuchy xd. Potem znowu spojrzałam na siebie i na resztę.
-Zajebiste nie?- wyszczerzyłam się.
-Nie żartuj. Są całe brudne. Musisz iść się przebrać!- rozkazała Danielle.
-Muszę?- jęknęłam, a one spiorunowały mnie spojrzeniem. Westchnęłam ciężko i poczłapałam do drzwi.
-Przebierz się w prezent ode mnie- nie wiadomo skąd wziął się Louis z wielki, zielonym prezentem. Pokiwałam głową, wzięłam paczkę od chłopaka i poczłapałam na górę się przebrać.

~Niall~


Impreza się rozkręcała. W domu było pełno pianych ludzi. Szukałem Alex, ale nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Spojrzałem na zegarek, 23:55. Salon teraz wyglądał okropnie, a co będzie rano. Boję się o tym pomyśleć. Usiadłem na kanapie i patrzyłem co robi reszta. Liam tańczył z Dan, Louis z El, Hazza z Em, Jason z Laurą. Nawet Zay i Soph bujali się wolno w rytm muzyki. Tylko ja siedziałem sam jak ten palec.
-Dobra dosyć tej monotonii. Czas rozpakować prezenty! Gdzie nasza solenizantka?- mówił do mikrofonu Malik. Zapanowała cisza. Nagle słychać było huk, jęk i skomlenie psa. Wszyscy spojrzeli w tamtym kierunku. Ja wiedziałem doskonale co się stało. Wstałem z kanapy i pobiegłem z tamtym kierunku.
-Demon uważaj jak łazisz!- powiedziała z pretensjami łapiąc się za głowę brunetka. Zaśmiałem się pod nosem i podałem jej rękę. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się słodko.
-Jesteś cała?- zapytałem.
-Chyba tak- uśmiechnęła się lekko. Przyjrzałem się jej. Ubrana była w białe trampki pod kostkę, czerwone spodnie i białą koszulę w czarne paski. Podniosłem brew. -Prezent od Louisa- zaśmiała się. Złapałem ją za rękę i poprowadziłem do reszty.
-Znalazła się zguba. Teraz czas na prezenty!- zawył mulacik. Alex rozpakowała prezenty od gości i podziękowała ładnie za nie. Te od nas miała dostać na końcu, kiedy wszyscy już pójdą.

~Alex~



-Alex mamy dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę- powiedział do mikrofonu wyszczerzony Liam. Posłałam mu zaciekawione spojrzenie.
-Nie wiem czy przeżyję następną niespodziankę- mruknęłam do Nialla pod nosem ciągle się uśmiechając. Zaśmiał się na te słowa.
-W tym celu zapraszamy was przed dom- powiedział Louis. Wszyscy wyszli przed dom i czekali na tą „niespodziankę”. Na bramie od garażu wyświetlony był jakiś film. Najpierw pojawiły się słitaśne wyszczerzone buźki porąbanych do kwadratu świrów.
-Wszystkiego najlepszego Ali!!!- zawyli.
-Jak już zdążyłaś zauważyć nagraliśmy dla ciebie film…- zaczął Li.
-No co ty?- powiedziałam równocześnie z chłopakami na filmie.
-Haha, musiałabyś widzieć teraz swoja minę. A właśnie muszę pstryknąć ci fotkę, bo też chciałbym ją zobaczyć…- zamyślił się filmowy Payne. Zabłysł flesz i zobaczyłam stojącego przede mną, z aparatem, mojego braciszka.
-Nagrywaliśmy niektóre ciekawe momenty z tobą w roli głównej- poruszał zabawnie brwiami Zay.
-Nie powiem wyszło ciekawie- powiedział chrupiąc marchewkę Lou.
-Dobra streszczajcie się bo jestem głooodny- zawył Horan. Wszyscy się zaśmiali. Nagle było słychać głośny huk i jęknięcie.
-To ty spadłaś właśnie z czegoś- wyjaśnił Zay.
-Ała! Demon następnym razem skopie ci to grube dupsko!!!- słychać było moje krzyki z  dołu. Chłopacy spojrzeli na siebie z wyraźnym rozbawieniem.
-Miłego oglądania- wyszczerzył się Hazza i wyłączył kamerkę. Usłyszałam „Everything about you” i wyświetlił się film. Siedzieliśmy wszyscy w Nando’s jedząc obiad. To był dzień, w którym ich poznałam. Chłopacy gapili się na mnie z wytrzeszczonymi gałami. To pewnie dlatego, że nie znali jeszcze możliwości mojego żołądka. Spojrzałam na Nialla. Nawet wtedy patrzył się na mnie w inny sposób.
-No przecież mówiłam, że jestem głodna- wzdrygnęłam ramionami. Następna scenka nagrana była w parku, w ten sam dzień kiedy wracaliśmy do domu po „małym” spacerze. Puszczałam akurat wtedy na ziemię Demona.  Wszyscy byli strasznie zmęczeni. Potem Louis wpadł na mnie i wylądowaliśmy na ziemi. Jąknęłam i ochrzaniłam chłopaka. Potem siedzieliśmy w domu oglądając horror. Wszyscy siedzieli skuleni ze strachu, tylko ja spałam wtulona w Irlandczyka, który nie ukrywał, że mu się to podoba, bo ciągle szczerzył się niemiłosiernie. Następna scena jest na korytarzu kiedy jestem ubrana w moją ulubioną koszulkę Nialla. „Free Kiss”. Drzwi od pokoju Zayna się otworzyły i coś do nas wychrypiał.
-No dobra, róbcie co chcecie tylko bądźcie cicho- poruszał zabawnie brwiami.
-Zboczuch- powiedziałam, mulacik wzruszył tylko ramionami i zamknął się w pokoju. Następny filmik jest u mniej w domu kiedy Hazza poznał Emily i Sophie. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Zadzwonił mój telefon, a ja po krótkiej rozmowie wzięłam Sophie i Laurę i wyszłam z domu. Następne nagranie jest kiedy szarpię się z Demonem o mojego buta i piany Louis i Zayn udawają walkę na miecze świetlne.
-Jestem… twoim… ojcem- wysapał Lou.
-Nieee!- zawył Malik. Następna jest kiedy dowiedziałam się, że Li to mój brat i go przytulam. Zauważyłam, że po moich słowach, które powiedziałam do mojego braciszka, kilka dziewczyn wytarło sobie mokre od płaczu oczy. Następna była u mojej babci kiedy siedziałam wkurzona na kanapie z kolorowymi plastrami. Następna. Było tam pokazane jak szykuję jedzenie w kuchni z muzyką rozkręconą na maksa.
-Hej Alex- usłyszałam głos Harolda.
-Harry!!! Nie zakradaj się tak więcej- poprosiłam go.
-Cooo robisz?- zapytał.
-Kanapki. Zgłodniałam- wzdrygnęłam ramionami i wróciłam do robienie kanapek. Kolejna była kiedy Demon gonił Hazzę po całym salonie. Pamiętam, że to przez niego pies przedawkował cukier i go nosiło. Potem było piękne zbliżenie na Hazziątko szorujące pawia psa w swoim pokoju. Następne nagrane było kiedy siedzieliśmy wszyscy w salonie oglądając TV. Na kolanach Horana siedziała Ashley. Wykrzywiłam się na widok jej twarzy. Potem puszczony był urywek z mojego występu na konkursie. Potem pierwsza randka moja i Nialla. Potem nagranie kiedy wszyscy, (cała dwunastka i pies) siedzimy w salonie śmiejąc się.
-Mamy jeszcze jedną niespodziankę- wyszczerzył się Li.
-Nie bój się to już ostatnia tego wieczoru- zaśmiał się Hazza. W tle było słychać WMYB. Wszędzie byłam wkurzona ja. To były kilku sekundowe urywki.
-HARRY!!!- krzyczałam na każdym i goniłam śmiejącego się chłopaka. Znalazło się nawet takie kiedy gonię go w samym ręczniku. Wziął wtedy moje ciuchy z łazienki i gdzieś je schował.
-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego Alex- powiedział po raz kolejny Louis.
-Kochamy cię, a zwłaszcza ten blondynek- zza ich pleców wychylił się blondasek i pomachał do kamerki.
-Oni może i cię kochają, ale ja mocniej- wyszczerzył się.
-Nie bo ja!- zaprzeczył Li.
-Nie, ja!- krzyknął Louis.
-Ja!- wskazał na siebie Zayn.
-Ja!- krzyczał równie głośno Hazza. Horan spojrzał na nich jak na debili.
-Dooobra, Horan kocha cię najbardziej- mruknęli, a Niall się wyszczerzył.
-To p…- zaczął Zay, ale ktoś wszedł do pokoju.
-Harry!!!- krzyknęłam.
-Ups- lokaty próbował schować się za Louisem.
-O tu jesteście. Wszędzie was szukałam. Chciałam wam powiedzieć, że zrobiłam kolację- wskazałam na drzwi.
-Jeedzeeenie!!!- zawyli i przepychając się wybiegli z pokoju. Został tylko Styles.
-Co jest?- podniosłam brew.
-Nie chcesz mnie zlać, albo coś?- zapytał spanikowanym głosem.
-Eeee, nie? Chciałam ci tylko powiedzieć, że kupiłam twoje ulubione żelki- uśmiechnęłam się.
-Dzięki Al!- przytulił mnie i wybiegł z pokoju. Spojrzałam na kamerkę i się wyszczerzyłam. Podeszłam powoli i usiadłam na fotelu przed nią.
-Nie wiem co wy knujecie, ale mam nadzieję, że to nie spowoduje trzeciej wojny światowej. Po was można się wszystkiego spodziewać. Szczerze mówiąc nie zdziwiłby mnie fakt, że wywołaliście wybuch atomowy. Nigdy nie wiadomo co wam strzeli do tym zrytych bań- wszyscy się zaśmiali. -Jesteście strasznie narwani i czasami wkurzający, ale i tak was kocham i nie oddałabym was za żadne skarby świata- uśmiechnęłam się lekko. -No razie świrki- pomachałam i wyłączyłam kamerkę. Poczułam, że ktoś przytula mnie od tyłu.
-I jak?- zapytał Horan. Nie powiedziałam nic tylko cmoknęłam go w usta. Podeszła do nas reszta.
-Nie wiedziałem, że nagrałaś się na tym- spojrzał na mnie badawczo Zay.
-To było słoooodkie!- zawył Louis rzucając się mi na szyję.
-Wasz prezent był słodszy- uśmiechnęłam się do nich. Impreza trwała jeszcze kilka godzin.

~Niall~


-Koniec- opadł ciężko na kanapę Liam.
-Mhm- mruknął Zayn.
-Nie ma takiej części ciała, która by mnie nie bolała- jęknął Hazza.
-Spać!- zawył Louis.
-Pić!- krzyknął Jason.
-Jeeeeść!- dołączyła się do nich Alex, co wywołało u wszystkich napad śmiechu. Dziewczyna wzruszyła ramionami i otworzyła moje ulubione ciasteczka. Przysiadłem się do niej z miną małego szczeniaczka. Ona zaśmiała się i poczęstowała mnie ciastkami.
-Nie czuję nóg- jęknęła Danielle ściągając buty.
-Ja też- usiadła na Hazzie Emily.
-Zayn! Gdzie moja torebka!- krzyknęła Sophie.
-Ja ją mam!- odkrzyknął mulat. Po chwili przyszła reszta dziewczyn i usiadł obok nas na kanapie.
-Czas na prezenty od nas- wyszczerzył się Zayn.

~Alex~



-Jakie prezenty?- spojrzałam na nich znad ciastek.
-Urodzinowe- odparł Hazza.
-Ale…- zaczęłam.
-Ja pierwszy!- Harold nie wiadomo skąd wyciągnął paczuszkę i wręczył mi ją z dziwnym uśmieszkiem.
-Mam się bać?- uniosłam brew. On tylko się zaśmiał. Nie pewnie otwarłam pudełko i spojrzałam na chłopaka rozbawiona. -Stanik z 1D. Serio?- uniosłam prezent tak żeby wszyscy mogli go zobaczyć.
-Są jeszcze majtki w komplecie- poruszał zabawnie brwiami. Pacnęłam się otwartą ręką w czoło.
-Mam nadzieję, że będziesz je nosić. Chyba, że ci piersi urosną, ale w to wątpię- wyszczerzył się.
-Harry!!!- spiorunowałam go spojrzeniem.
-Dobra, udajmy, że tego nie powiedziałem- uniósł ręce na znak poddania się.
-Teraz ja!- podał mi kolejny prezent Malik. Szybko go odpakowałam i moim oczom ukazała się czerwono- biała bejsbolówka, którą ostatnio oglądaliśmy w sklepie.
-Dzięki Zay!- cmoknęłam go w policzek.
-A ja nie dostałem!- oburzył się Harold. Wywróciłam oczami i go też cmoknęłam. Dziewczyny wręczyły mi kolejny prezent.
-Złożyłyśmy się na niego razem. Liczymy, że ci się spodoba- wyszczerzyła się Eleanaor. Odpakowałam go szybko i ujrzałam śliczną sukienkę w kwiaty, czarną marynarkę i czarne szpilki.
-Jest boska. Dziękuję!- przytuliłam każdą po kolei.
-Teraz ode mnie- podał mi małe pudełeczko Li. Spojrzałam na niego pytająco, a on się tylko uśmiechnął. Otwarłam je i zobaczyłam bilet lotniczy. Ale nie byle jaki. To bilet na Florydę.
-Jeju dzięki Li!- rzuciłam się mu na szyję.
-Wszystko dla mojego kaczorka- wyszczerzył się.
-Kiedy lecimy? Bo rozumiem, że moje kochane świry lecą ze mną?- podniosłam brew.
-Twoje kochane świry lecą z tobą. Niestety. Wylatujemy jutro- wyszczerzył się. Cmoknęła go w policzek.
-A gdzie prezent od Lou?- zapytał Hazza.
-Tu- pokazałam na swoje ciuchy.
-Bardzo oryginalny- pochwalił go Niall.
-Mówiłem- Tommo wypiął dumnie pierś.
-Teraz prezent od pana buraczka- zaśmiał się Horan. Spojrzałam na niego zaciekawiona. Z kieszeni wyciągnął małe pudełeczko i mi je wręczył. Otworzyłam je i zobaczyłam śliczną, złotą koniczynę.
-I jak?- uśmiechnął się lekko.
-Jest cudowna- cmoknęłam go w kącik ust. Chłopak wyszczerzył się i założył mi ją na szyję.
-Będzie przynosić ci szczęście- szepnął mi na ucho.
-To teraz nyny!- powiedział Liam wstając z kanapy. Wszyscy ślamazarnym krokiem powlekli się do swoich pokoi. Szybko się ogarnęłam i przebrana w koszulkę Nialla położyłam się na łóżku. Byłam tak zmęczona, że od razu zasnęłam.

Strasznie długo zbieraliście te 15 komentarzy. Serio. Przy tylu obserwujących i czytających to powinien być pikuś. Jeszcze do tego jeden komentarz jest mój, a dwa to spam. Tsaaa -.- No, ale nic, znajcie moją dobroć xd
Założyłam konto na tt. Jeśli ktoś jest zainteresowany niech wejdzie @Blanka_Be
Za wszystkie błędy przeeeepraszam ;3
Mam nadzieję, że się podobało ;3
Trzymajcie się mebli!
See ya!

czwartek, 13 września 2012

Rozdział 32


~Alex~


Tommo dosłownie rzucił się na nasze łóżko i wgramolił się pomiędzy nas.
-Co tam słodziaki?- poruszał zabawnie brwiami.
-Czego chcesz?- zapytał prosto z mostu Niall.
-Przyszedłem was obudzić, ale wy już nie śpicie. Macie zejść na dół i wybyć na cały dzień z domu- spojrzał znacząco na Horana.
-Hę?- podniosłam brew.
-Ja tylko przekazuję rozkazy Liama- wzruszył ramionami.
-Okay. Mógłbyś wyjść?- spojrzałam na niego wyczekująco.
-Po co?- zrobił głupkowatą minę.
-Bo leżysz na mnie i nie mogę się ruszać!- zepchnęłam go z łóżka jednym ruchem.
-Mogłaś ładnie poprosić, a nie od razu mną rzucać- masował łokieć, a ja uśmiechnęłam się słodko. Spojrzałam za okno. Dzisiaj wyjątkowo nie padało, ale nie było też upału. Było tak z 20 stopni. Z szafy wyciągnęłam zwykłe jeansy, białą bokserkę i szary sweterek w serduszka. Poczłapałam do łazienki i ogarnęłam się trochę. Włosy związałam w luźnego koka, a na nagi założyłam czerwone conversy. Kiedy wróciłam do pokoju na łóżku siedział Niall gadający z Louisem.
-Mam nadzieję, że się jej spodoba. Spędziłem w galerii kilka godzin szukając odpowiedniego prezentu- powiedział blondasek.
-Ja kupiłem jej bardzo oryginalny prezent. Na pewno się z niego ucieszy- Tommo wypiął dumnie pierś. Wzruszyłam ramionami. Mój wzrok przykuła marchewka leżąca na szafce. Wzięłam ją i zaczęłam chrupać. Chłopacy nawet się nie zorientowali, że stoję jakieś 2 metry od nich. Machnęłam na nich ręką i pokicałam na dół. Już wiem dlaczego Louis zachowuje się jakby miał ADHD. Te marchewki dają takiego pałera, że masakra. Zjadłam jedną, a już mnie nosi. Nie wiem skąd on bierze te marchewki, ale są dobre. Inne tak nie działają. Ja osobiście jestem zwolenniczką marchewek i lubię sobie czasem pochrupać, ale takiej marchwi jeszcze nie jadłam.
-Dzień do- bry!- powiedziałam wchodząc do kuchni.
-Cześć Al- przywitał mnie Jason chrupiący grzankę. Nasypałam Demonowi karmę i zrobiłam sobie śniadanie składające się z mleka i płatków. Do kuchni wpadła reszta bandy wyraźnie denerwując się czymś.
-Alex!!!- pisnęła Emily.
-Tak mam na imię. Z tego co wiem…- zamyśliłam się.
-Co ty tu robisz?- zapytała Sophie.
-Emm mieszkam? Poprawka mieszkałam- spojrzałam na nią jak na debila.
-A, no tak. Racja- zaśmiała się nerwowo. Wzdrygnęłam ramionami i posprzątałam po sobie. Wzięłam psa na smycz i spojrzałam jeszcze na resztę świty szczerzącej się do mnie nie naturalnie. Tylko Liam był zajęty czytaniem gazety.
-Idę z psem na spacer. Niedługo wrócę- powiedziałam jeszcze i zamknęłam drzwi.
-Ali zaczekaj!- Louis wybiegł za mną z domu. Posłałam mu pytające spojrzenie. -Muszę kupić marchewki. Idę z tobą- wyszczerzył się i wolnym krokiem ruszyliśmy do sklepu. Kiedy już doszliśmy ja czekałam grzecznie przed budynkiem, a Louis pałaszował sklep w poszukiwaniu marchewek. Po długich 10 minutach wyszedł z kilkoma reklamówkami pełnymi marchewek. Zaśmiałam się pod nosem widząc  wyszczerz na jego twarzy. Pochodziliśmy jeszcze chwilę po parku rozmawiając. Niedługo potem znaleźliśmy się znowu w domu chłopaków. -Jesteeeeeśmy!- zawył Tomlinson. Nie wiadomo skąd wzięli się Niall, Liam, Zayn, Jason, Laura, Em, Sophie, Dan i El. Nie było tylko Harolda. Usłyszałam szuranie i ciężkie kroki Stylesa.
-Mógłby mi ktoś pomóc? Te kartony ważą tonę!- jęknął. Wszyscy spojrzeli na siebie spanikowani. -Nie wiedziałem, że tu jest nawet nazwisko Alex- odezwał się Hazza i zaczął coś wyciągać z kartonu. Niall podbiegł do mnie i pocałował w usta. -Ups- słyszałam ponownie Harrego i szuranie. Jakby ktoś przesuwał te kartony.
-Tłumacz się. Bo jakoś nie chcę mi się wierzyć, że tak się cieszyłeś kiedy mnie zobaczyłeś po kilkunastu minutowym spacerze- zapytałam podnosząc brew kiedy tylko się od siebie oderwaliśmy.
-Eeee, lubię cię zaskakiwać?- drapał się w tył głowy patrząc na mnie pytająco.
-Niech ci będzie- wywróciłam oczami.
-Masz jakieś plany na dziś?- blondasek podniósł brew.
-Wydaje mi się, że nie- odparłam po chwili zastanowienia.
-Już masz- wyszczerzył się i złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego pytająco. -Zabieram cię na małą wycieczkę- uśmiechnął się słodko. Wzdrygnęłam ramionami i dorównałam mu kroku.
-Gdzie jedziemy? I czym?- spojrzałam na niego.
-Jedziemy twoim samochodem i niespodzianka- uśmiechnął się.
-Eee, okej- wzruszyłam ramionami. -Ale ja prowadzę- wyszczerzyłam się i usiadłam przed kierownicą. No dobra nie usiadłam tylko wskoczyłam, a, że mój samochód to kabriolet to, to nie było trudne. Założyłam na nos moje srebrne pilotki i czekałam grzecznie aż Niall usiądzie wygodnie. Kiedy to zrobił odpaliłam silnik. -Mam małe pytanko- spojrzałam na niego.
-Pytaj- uśmiechnął się.
-Gdzie mam właściwie jechać?- podniosłam brew.
-To jest kawałek drogi, a ja nie mam mapy, więc może lepiej zamieńmy się miejscami?- zaśmiał się.
-No dobra- mruknęłam i stanęłam żeby móc zmienić miejsce. Po chwili znowu poczułam wiatr we włosach. Tylko trochę bo miałam je związane. Wiało tak mocno, że gumka do włosów zsunęła mi się z nich. Moje długie włosy powiewały teraz swobodnie na wietrze. Było trochę cicho więc włączyłam radio i rozkręciłam dosyć głośno.
A teraz pierwsze miejsce. To angielsko- irlandzki boy band. Pokochały go miliony nastolatek na całym świecie. One direction- What makes you beautiful!
-Pierwsze miejsce- blondasek poruszał zabawnie brwiami.
-Dziwisz się? Jesteście teraz na „topie”. Macie tysiące fanek, które dosłownie ślinią się na wasz widok- wzdrygnęłam się.
-Nie wszystkie takie są. Zdarzają się też niezłe laski- zaśmiał się.
-Na przykład?- skrzyżowałam ręce pod biustem.
-Ty- słodko się uśmiechnął.
-Wow jestem niezłą laską- wywróciłam oczami.
-Oj no wiesz o co mi chodzi- westchnął.
-Nie- powiedziałam krótko.
-Ehh, jesteś najpiękniejszą fanką One direction  jaką kiedykolwiek spotkałem. Jak dla mnie jesteś najpiękniejszą dziewczyną na całym świece- wyliczał.
-Już lepiej- wyszczerzyłam się. Chłopak ze śmiechem pokręcił głową i spojrzał na moją rękę. Obowiązkowo była tam bransoletka od niego i wczorajszy opatrunek.
-Alex, opatrunek przecieka- powiedział niespokojnie. Spojrzałam na rękę. Rzeczywiście. Miałam kilka kropel krwi na dłoni. -Jedziemy do szpitala- zakręcił gwałtownie i dodał gazu.
-Nie spiesz się tak. To tylko zwykłe skaleczenie- podniosłam na niego wzrok. On nie zwrócił uwagi na to co przed chwilą powiedziałam i jechał tak jak wcześniej. W szpitalu założyli mi 5 szwów.
-To tylko zwykłe skaleczenie- parodiował mnie Irlandczyk.
-Zamknij się Horan- uderzyłam go lekko w ramię.
-Kocham cię wiesz?- podszedł do mnie i złapał w talii.
-Wiem, ja ciebie też- cmoknęłam go w kącik ust. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Nie mam pojęcie gdzie, ale wiem jedno. Kiedy dojedziemy przekonam się o tym.

~Liam~


Kiedy tylko upewniliśmy się, że Alex i Niall odjechali zaczęliśmy chaotycznie przygotowywać przyjęcie. Wczoraj poinformowałem wszystkich o imprezie, więc mogłem pomóc chłopakom przy dekoracjach. Emily weszła na drabinę i przyczepiała plakat z napisem: „Wszystkiego najlepszego Alex!”. Louis dmuchał balony, a Jason je przyczepiał. Ja z Hazzą zaczęliśmy przesuwać meble by było więcej miejsca. Dziewczyna krzątały się w kuchni. Zay i Sophie siedzieli na kanapie i wybierali najlepsze płyty na imprezę. Po dwóch godzinach opadliśmy wykończeni na kanapę.
-Skończone- z kuchni wyszły Dan, El i Laura umazane mąką. Spojrzałem na zegarek. Mieliśmy jeszcze dwie godziny na ogarnięcie się.
-Trzeba się przygotować- wstałem nie chętnie z kanapy i spojrzałem na resztę. Część imprezy miała odbyć się w domu, a część nad basenem. Tam też musieliśmy wszystko przygotować. Na szczęście temperatura wzrosła i termometr wskazywał 26 stopni. Wystrój był we wszystkich kolorach. Nie mogliśmy zdecydować się na temat imprezy. Pomieszaliśmy wszystko po trochu i muszę powiedzieć, że fajnie to wyszło. Poszedłem do łazienki wziąć prysznic i się przebrać. Stanąłem przed szafą i zacząłem się zastanawiać. Do pokoju weszła ubrana już Danielle. Wyglądała pięknie. Miała na sobie krótką sukienkę z cekinów i czarne szpilki. Włosy zostawiła rozpuszczone.
-I jak?- obróciła się kilka razy dookoła.
-Pięknie- cmoknąłem ją w czoło. Powróciłem do wybierania ciuchów. Stanęło na zwykłych jeansach, fioletowej koszuli w kratkę z podwiniętymi rękawami i białych trampkach. Zszedłem na dół. Wszyscy byli już gotowi. Usiedliśmy na kanapie i czekaliśmy na pierwszych gości.

~Alex~


Niall zaparkował w lesie na jakiejś polanie. Otwarł mi drzwi i wyciągnął koszyk z bagażnika.
-Gotowa na piknik?- uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę w stronę rozłożonego czerwonego koca w białą kratkę. Kiedy on to wszystko przygotował? Rozejrzałam się dookoła. Polanę otaczały wysokie, zielone drzewa. Wszędzie rosły kolorowe kwiaty. Gdzie nie gdzie latały kolorowe motyle. Wyraźnie słychać było śpiew ptaków. Wciągnęłam powietrze. Uwielbiałam ten zapach, zapach lasu.
-Pięknie tu- uśmiechnęłam się do niego.
-Kiedyś trafiłem tu przez przypadek- zamyślił się. Usiedliśmy na kocu i wyciągnęliśmy z jego truskawki i roztopioną czekoladę. Spróbowałam jednej.
-Mmm pycha- oblizałam palce.
-Sam robiłem- wypiął dumnie pierś. Zamoczyłam jedną truskawkę w czekoladzie i posmarowałam nią policzek blondaska. -Ej- zmarszczył brwi. Zaśmiałam się i cmoknęłam go w miejscu gdzie miał czekoladę.
-Słodki jesteś- odparłam uśmiechając się. On wziął truskawkę i wysmarował usta czekoladą po czym zaczął poruszać zabawnie brwiami. Wywróciłam oczami i pocałowałam go w usta przez co sama usmarowałam się czekoladą. -Ubrudziłeś mnie!- pokazałam na niego palcem, a on zrobił minę niewiniątka. Wstałam i klepnęłam go w ramię. -Berek!- rzuciłam i zaczęłam uciekać. Chłopak śmiejąc się biegł za mną. W końcu mnie dogonił. Niestety potknął się o coś i wpadł na mnie. Leżeliśmy na trawie patrząc sobie w oczy. -Zrobiłeś to specjalnie- mruknęłam.
-Nie wiem o czym mówisz- wyszczerzył się. Wywróciłam oczami ze śmiechem i zrobiłam obrót. Teraz ja byłam na górze. Niall uśmiechnął się słodko, zrobił obrót i mnie pocałował. Zaczęliśmy staczać się z pagórka całując się. We włosach miałam trawę, zresztą on też. Odsunęliśmy się od siebie i dopiero teraz na prawdę zorientowaliśmy się co się dzieje. Zaczęłam się brechtać tak jak Horan. W końcu się zatrzymaliśmy. Próbowałam się podnieść, ale opadłam na ziemię bo strasznie kręciło mi się w głowie. -Wszystko ok?- zapytał strzepując się  z trawy Niall.
-Wszystko wiruuuje- złapałam się za głowę.
-Ile widzisz palców?- pomachał mi przed oczami rękę.
-Eeee, 16? Nie czekaj… 10, 11, 12, 13, 14…- zaczęłam wyliczać. On spojrzał na swoją dłoń.
-Pokazałem 4- spojrzał na mnie z rozbawieniem.
-Byłam blisko- wzruszyłam ramionami.
-No bo każdy może się pomylić o 12 palców- usiadł obok mnie.
-Właśnie- poparłam go.
-Zwłaszcza, że u rąk przeciętny człowiek ma łącznie 10 palców, a ja pokazywałem ci jedną rękę- wyszczerzył się.
-Na swoją obronę mogę powiedzieć, że ten pagórek jest wysoki- zaśmiałam się. Blondasek spojrzał na zegarek.
-Trzeba wracać- podniósł się z ziemi i podał mi rękę. Chwyciłam go i chwiejnym krokiem opierając się o blondaska doszłam do samochodu. Po godzinie jazdy byliśmy pod domem.

Urwałam w takim momencie bo uznałam, że rozdział wyszedłby za długi. Dziękuję bardzo bardzo bardzo za wszystkie komentarze i wyświetlenia.
Kocham i życzę miłej lektury
Łejtajcie na nexta! ;3

sobota, 8 września 2012

Rozdział 31


~Niall~


Alex mnie olewała i tuliła się do Zayna. Zabolało mnie to. Tak samo jak Sophie. Po rozmowie z dziewczyną Malika pobiegła na górę. Chciałem do niej iść, ale wyprzedził mnie Nick i Zayn. Wkurzony usiadłem znowu na kanapie.
-O co tu chodzi?- zapytał skołowany Harry.
-Alex myśli, że jestem z Niallem- powiedziała smętnie Sophie.
-Musiała widzieć nas kiedy rozmawialiśmy o jej imprezie- popatrzyłem na nią smutno.
-Najgorsze jest to, że Zayn też tak myśli. Musze z nim pogadać- powiedziała stanowczo. Po chwili na dół zeszła Alex, a za nią chłopacy. Wyszła bez słowa. Spojrzała tylko na Sophie i wyszła z Demonem. -Zayn, możemy porozmawiać?- zapytała Soph. Mulat pokiwał głową. Dziewczyna pociągnęła go za rękę do jego pokoju.
-Niall, Alex myśli, że zdradziłeś ją z Sophie. Chciała się zemścić i dlatego ta cała scenka z Zaynem- powiedział Nick.
-Muszę ją przekonać, że to nie prawda- wstałem z kanapy i pognałem do mojego pokoju.

~Sophie~


-Zayn ja cię nie zdradziłam z Niallem. Kocham tylko ciebie. Rozmawialiśmy o przyjęciu i Alex musiała to zobaczyć- popatrzyłam w jego smutno oczy.
-To dlaczego siedziałaś na jego kolanach kiedy wróciliśmy?- zapytał.
-Bo chciałam pochować jego słodycze, a on mnie przytrzymał. Musisz mi uwierzyć. Ja naprawdę kocham tylko ciebie- spuściłam smutno głowę.
-Wierzę ci- wyszeptał i podniósł mój podbródek. Uśmiechnęłam się szeroko i pocałowałam go w usta. -Mam tylko nadzieję, że Niall wyjaśni wszystko Alex- dodał po chwili. Przytuliłam go mocno. Zeszliśmy na dół. Nick akurat wychodził. Pożegnaliśmy się z nim i usiedliśmy na kanapie.
-I?- zapytał ciekawy Louis. Zayn wywrócił tylko oczami i mnie pocałował.
-Uff wszystko dobrze- Hazza udawał, że wyciera pot z czoła . Zaśmiałam się pod nosem.

~Alex~


Niall stał na środku pokoju z plakatem z napisem: „musimy pogadać”. Nie wiedziałam co on chce zrobić. Widziałam jeszcze jak wychodzi ze swojego pokoju. Po chwili był już u mnie. Spojrzałam na niego wyczekująco.
-Nie jestem z Sophie. Po prostu rozmawialiśmy. Siedziała na moich kolanach bo się przekomarzaliśmy i chciała schować wszystkie moje słodycze, a ja ją zatrzymałem. Nie mogę ci powiedzieć o czym rozmawialiśmy, ale dowiesz się jutro. Kocham cię wiesz?- usiadł obok mnie patrząc mi głęboko w oczy. -Ale czy ty mnie kochasz?- zapytał nie odrywając ode mnie wzroku. Westchnęłam i spojrzałam na moje dłonie. Brakowało mi w nich czegoś. Dłoni Nialla.
-Oczywiście, że tak- wyszeptałam i podniosłam głowę by spojrzeć na niego. Uśmiechał się szeroko. -Przepraszam za tą szopkę z Zaynem. Nie myślałam wtedy o tym, że wy nie jesteście razem, że to nieporozumienie. Szczerze mówiąc to wtedy w ogóle nie myślałam- uśmiechnęłam się lekko, a chłopak się zaśmiał.
-Czasami nie wykorzystujesz w ogóle mózgu- popukał mnie po głowie. -Ale i tak cię kocham- wyszczerzył się i pocałował mnie w usta. Pamiętam kiedy to ja powiedziałam te magiczne słowa: „Jesteś strasznie głupi, ale cię kocham”. Wtedy po raz pierwszy powiedziałam mu co do niego czuję. Pamiętam ten dzień doskonale. Nawet jakbym o nim zapomniała to mogłabym go obejrzeć. Wszystko jest nagrane. „Premiera” była tydzień temu. Wszystkie fanki i media oszalały na moim punkcie. Wszyscy nam gratulowali i mówili, że tworzymy słodką parę. Są też fanki, który nie podoba się to, że Horan znalazł sobie dziewczynę. Nie obchodzi mnie ich opinia. Kocham Nialla i będę z nim. Nie ważne co myślą inni. Enijuł. Siedzieliśmy, gapiąc się w swoje oczy, nie wiem ile, ale poczułam nagły napad głodu.
-Niall zbieraj się. Trzeba iść jeść- wstałam z łóżka i podałam mu rękę. On uśmiechnął się szeroko i poszliśmy razem do kuchni.
-Nie lepiej iść de reszty? Może Hazza zrobi kolację- spojrzał na mnie blondasek.
-Hmm okeej- wyszczerzyłam się i poszliśmy do domu obok. -Dobry wieczór rodzinko!- powiedziałam wchodząc do środka. Zastałam tam Louisa z marchewką w ręce goniącego Hazziątko, które trzymało w ręce bokserki w marchewki. Zapewne Tomlinsona.
-Alex powiedz mu coś! On nie chce mi oddać moich ulubionych majtek- Lou wskazał na demonicznie śmiejącego się loczka krzyżując ręce na piersi i podchodząc do mnie.
-Harry!- spojrzałam na niego surowo. Chłopak zrobił lekko obrażoną minę i oddał bieliznę właścicielowi.
-Dzięki Ali- Tommo cmoknął mnie w policzek i pobiegł na górę.
-Musiałaś popsuć mi taką zabawę?- jęknął zielonooki.
-Też cię kocham- cmoknęłam go w policzek, a on się wyszczerzył. -Mimo, że mnie ciągle wkurzasz i zachowujesz się jak przerośnięty dzieciak…- wyliczałam.
-Alex!- zmrużył oczy.
-Dobra już się zamykam- uniosłam lekko ręce na znak poddania się.
-Głodny jestem. Kto robi kolację?- zapytał Zay gładząc się po brzuchu. Wszyscy spojrzeli znacząco na loczka.
-Eh, dooobra, ale ostatni raz- westchnął i poszedł do kuchni. -Ale Alex mi pomaga- wychylił się zza drzwi.
-Dlaczego ja?- jęknęłam.
-Za przerwanie zabawy. Jak mi nie pomożesz to niech ktoś inny robi kolację-wyszczerzył się zwycięsko. Wszyscy posłali mi błagalne spojrzenia.
-Już idę- westchnęłam. Hazza wymyślił lazanię. Lepsze to od wołowiny. Nienawidzę wołowiny. Ona jest taka… fuj! Jest tłusta, gumowata, ma dziwny kolor i dziwnie pachnie. Po 30 minutach danie było gotowe. -KOLACJAAA!- zawyłam. Po czasie krótszym niż pół minuty wszyscy siedzieli już przy stole. Kiedy tak na nich patrzyłam przypominali mi prosiaczki przepychające się do koryta z jedzeniem. Ale mam skojarzenia xd. -Niall podasz mi ketchup?- poprosiłam.
-Fo?- zapytał z pełną gębą. Oczywiście był cały umazany sosem, ketchupem i serem. Nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Przechyliłam się na krześle do tyłu. Krzesło stało tylko na dwóch nogach.  Machałam dolnymi kończynami nie przestając się śmiać. W końcu wylądowałam na podłodze.
-Ali żyjesz?- zapytał Louis dławiąc w sobie śmiech. Wyjrzałam z poker facem nad stół. Spojrzałam na wszystkich zdziwiona. Oni patrzyli na mnie, a ja na nich.
-Ała- powiedziałam cicho po jakiejś minucie lub dwóch nie zmieniając miny. Na te słowa reszta parsknęła śmiechem. Ja znowu zwijałam się ze śmiechu tyle, że na podłodze. Skoro śmiech wydłuża życie to ja jestem nieśmiertelna. -Harry byś mi pomógł wstać chamie, a nie się śmiejesz- spojrzałam na niego z wyrzutem.
-Nie jestem szynką- zrobił głupkowatą minę (chodzi mi tutaj o polskie słowo „cham” i angielskie słowo „szynka”). Nie wytrzymałam i znowu brechtałam się jakiś czas, tak jak reszta. W końcu usiadłam na krześle i zabrałam się za jedzenie. Nikt nic nie mówił tylko wszyscy gapili się na siebie z rozbawionymi minami. Kiedy wszyscy już zjedli pozbierałam wszystkie naczynia i ruszyłam do zmywaki. Niestety potknęłam się o coś i talerze rozbiły się z wielkim hukiem.
-Ja pierdole- mruknęłam łapiąc się za bolący łokieć i głowę. -Demon, co ty tu robisz?!- spojrzałam na winowajcę. Pies tylko zrobił poker face i uciekł z kuchni. Przesunęłam rękę żeby było mi łatwiej wstać. To był błąd. -Ała! Kuźwaa- mruknęłam wyciągając kawałki szkła z mojej dłoni.
-Alex ty niezdaro-Niall podał mi rękę .
-Dzięki- fuknęłam.
-Chodź tu. Opatrzę ci rękę, a reszta to sprzątnie- spojrzał znacząco na resztę i pociągnął mnie do łazienki. Włożył moją dłoń pod kran. Potem rany obmył wodą utlenioną. Syknęłam z bólu. -Wybacz- uśmiechnął się słodko. Owinął mi rękę bandażem i spojrzał głęboko w oczy. -Co ja z tobą mam- westchnął.
-Na pewno się nie nudzisz- uśmiechnęłam się lekko.
-Na pewno- objął mnie w tali i przyciągnął do siebie. -Ta rana nie wygląda za ciekawie. Na pewno nie chcesz jechać do szpitala?- zrobił zmartwioną minę.
-Na pewno- spojrzałam na jego nadgarstek. Nadal nosił tą bransoletkę. Ja zresztą też.
-Ale obiecaj mi jedno- złapał mnie za podbródek i uniósł lekko. -Kiedy będzie z raną coś nie tak pojedziemy do szpitala- spojrzał mi głęboko w oczy. Pokiwałam smętnie głową. -Mądra dziewczynka- powiedział i cmoknął mnie w czoło. Zachichotałam cicho.
-Kocham cię- wyszeptałam przytulając się do niego.
-Ja ciebie bardziej- powiedział, a ja zaśmiałam się pod nosem.
-Słodki jesteś- powiedziałam.
-Ty słodsza- wyszczerzył się.
-Już się tak nie podlizuj- pokazałam mu język.
-Jesteś zmęczona. Idziemy spać- spojrzał na mnie.
-Ja wcale nie jestem zmęczona- zamknęłam oczy i oparłam głowę o jego tors.
-Właśnie widzę- zaśmiał się.
-Nie mam siły dojść do łóżka- mruknęłam. Chłopak wywrócił tylko oczami. Oplotłam mu nogi wokół pasa i wtuliłam się w ramie. Wtuliłam się  niego jak córeczka w swojego tatę. -Jesteś strasznie wygodny i miękki i słodko pachniesz- mruczałam z zamkniętymi oczami. Chłopak się tylko zaśmiał i posadził mnie na łóżku. Dał mi swoją koszulkę i poczłapałam do łazienki. Po kilkunastu minutach wróciłam do pokoju. Niall uśmiechnął się słodko i poszedł do łazienki. Ledwo żywa rzuciłam się na łóżko. Nie chciało mi się robić kroku więc po prostu poleciałam w dół i wylądowałam na ciepłym i wygodnym łóżeczku. Demon przyszedł do pokoju i położył się obok łóżka. Kiedy już prawie spałam ktoś wszedł do pokoju. Poczułam słodki zapach męskiego żelu pod prysznic. Uśmiechnęłam się pod nosem, ale nie otwarłam oczu. Horan położył się obok mnie. Czułam jego wzrok na sobie. Położyłam głowę na jego torsie, a on bawił się moimi włosami. Uwielbiałam kiedy to robił.
Rano obudziłam się w tej samej pozycji w jakiej zasnęłam. Podniosłam wzrok i napotkałam dwoje cudnych, niebieskich oczu.
-Cześć kotek- uśmiechnął się słodko.
-Hej misiek- wyszczerzyłam się.
-Co ci się śniło?- zapytał.
-Jednorożce, żelki, koniec świata, Ufo z włosami Harrego, Louis- gadająca marchewka i szczekający kot mutant. Normalka- wywróciłam oczami.
-Mi śnił się nasz ślub. Potem zaszłaś w ciąże i urodziłaś małego skrzata- Niall patrzył mi głęboko w oczy.
-Słoodkie. Chciałbyś mieć dzieci?- podniosłam brew.
-Myślałem o dwójce małych brzdąców- uśmiechnął się. -A ty?- spojrzał na mnie badawczo.
-Dwójka mi pasuje. Fajnie by było mieć takie nasze malutkie kopie- zamyśliłam się.
-Wyobrażasz sobie chłopaków w roli wujków?- zaśmiał się pod nosem.
-To by była totalna masakra- zaśmiałam się.
-No dokładnie. Louis faszerowałby je marchewkami, Harry żelkami, Liam karmił widelcem, a Zayn panikowałby bo popsułyby my fryzurę- wyliczał.
-Haha wyobraź sobie jego minę- śmiałam się, chłopak po chwili dołączył do mnie.
-Jak wyobrażasz sobie nas za kilka lat?- zapytał lustrując mnie wzrokiem.
-Trudno powiedzieć. Moja wyobraźnie jest duża, więc coś pewnie wymyślę. Może będziemy akurat szykować się do ślubu. Ja założę trampki zamiast szpilek do białej sukni. Ty będziesz się denerwował w kościele, bo ja się spóźnię. Reszta będzie już po ślubie. Nie będzie już Danielle Peazer, Eleanaor Calder, Sophie Verne, Emily Wilson i Laury Tomlinson. Będą Danielle Payne, Eleanaor Tomlinson, Sophie Malik, Emily Styles i Laura Smith. Prawdopodobnie po kościele będą biegały ich dzieci. Nick znajdzie sobie dziewczynę i poprosi ją o rękę. Ja nadal będę świrnięta, a ty będziesz znosił moje odpały. Potem ja będę nazywać się Alexandra Bianca Payne Horan. Zajdę w ciążę i będziemy cieszyć się z tego jak jakieś debile. Będziemy mieli dwójkę dzieci. Chłopca i dziewczynkę. Chłopca nazwiemy tak jak tatuś, czyli Niall James Horan, w skrócie Junior, a dziewczynkę Vanessa- zamyśliłam się i zamknęłam oczy.
-Junior i Vanessa… ładnie- wyszczerzył się blondasek.
-Wiem- zaśmiałam się.
-Jesteś straaasznie skromna, ale za to cię kocham- uśmiechnął się słodko i cmoknął mnie w kącik ust. Nagle do pokoju wpadł Louis z dziwną miną.

Szczerze mówiąc nie spodziewałam się tak szybko tych komentarzy. Ale cieszę się, że wam się podoba i w ogóle. I dziękuję bardzo, bardzo, bardzo mocno za 10 tysięcy wejść. Jesteście boskie ;***
Nie będę już przynudzać.
Przypominam. 15 komentarzy = następny rozdział.
Do następnego! ;3

czwartek, 6 września 2012

Rozdział 30


~Alex~


Obudziłam się z bólem całego ciała, wtulona w Nialla. Zasnęliśmy kiedy oglądaliśmy film na laptopie. Znowu wstałam pierwsza. Podniosłam się z łóżka i spojrzałam przez okno. Znowuuu pada. Normalnie deprechy można dostać. Ziewnęłam przeciągając się leniwie i stanęłam przed szafą. Szukałam jakiś wygodnych i ciepłych ciuchów. Stanęło na zwykłych jeansach, białej koszulce ze zdjęciem tych świrów, (prezent od Hazzy, powiedział, że kiedy ją zobaczył od razu pomyślał o mnie. Taa jaaasne) zielonej, rozpinanej bluzie i czerwonych conversach. Leniwie powlokłam się do łazienki. Kiedy wróciłam do pokoju Horan leżał na łóżku patrząc na zdjęcia na korkowej tablicy nad biurkiem.
-Cześć żarłoczku- usiadłam obok niego.
-Hej kocie- cmoknął mnie w usta. -Jak się spało? Mnie wszystko boli- wykrzywiłam się.
-Nieźle. Bolą mnie tylko plecy- wyszczerzył się. -Co dzisiaj jest?- zapytał po chwili gapienia się w moje paczadła.
-Niedziela- spojrzałam na kalendarz stojący na biurku.
-Chłopacy mówili coś o rodzinnym obiedzie- mruknął.
-Mam nadzieję, że Zayn nie będzie gotował. Chcę jeszcze trochę pożyć- uśmiechnęłam się, a chłopak się zaśmiał.
-Idę do łazienki- wstał i poczłapał na korytarz. Wyszłam z pokoju i zeszłam do kuchni. Włączyłam radio i zaczęłam tańczyć i szykować śniadanie równocześnie.
-Cześć Alex!- powiedział z bananem na twarzy Louis.
-Lou co ty tu robisz?!- krzyknęłam łapiąc jajko, które upuściłam.
-Jem marchewkę- wzdrygnął ramionami.
-Spałeś tu?- podniosłam brew.
-No z Eleanaor- spojrzał na mnie jak na debila.
-Nie słyszałam kiedy przyszliście. Myślałam, że jesteśmy sami- zabrałam się za robienie większej porcji jajecznicy.
-Dzień dooobry!- zawył Jason wchodząc do kuchni. Ciągnął za sobą Laurę. Westchnęłam i wbiłam kolejne kilka jajek. Jak tak dalej pójdzie będę musiała wziąć większą patelnię.
-Louis, co tak pachnie?- do kuchni wpadła El. -O cześć wam- uśmiechnęła się.
-Cześ…- przerwało mi wycie Demona. Wywróciłam oczami i napełniłam mu miskę karmą.
-Jeeeeść!- wparował jak burza Horan. -O hej, nie wiedziałem, że tu spaliście- podrapał się po głowie.
-I vice versa- odpowiedzieli wszyscy po czym się zaśmiali.
-Kto chce jajecznicę?- wyszczerzyłam się. Kiedy każdy dostał swoją porcję zapanowała dziwna cisza. Każdy był zajęty jedzeniem. No dobra nie było cicho. Radio było rozkręcone prawie na maksa. Ja słucham tylko głośnej muzyki. Demon podszedł do mnie z zabawką w pysku patrząc na mnie błagalnie. Chwyciłam zabawkę i rzuciłam. Uradowany czworonóg popędził za nią. -A wy co tacy rozmowni?- zapytałam zirytowana brakiem rozmowy.
-Po prostu jesteśmy zajęci jedzeniem- popatrzył na mnie Jason.
-Wcześniej wam to jakoś nie przeszkadzało- wzruszyłam ramionami. Jako pierwsza skończyłam jeść i włożyłam naczynia do zmywarki. Poczułam, że ktoś obejmuje mnie w tali. Odwróciłam się  i popatrzyłam w cudne niebieskie oczy. -Chciałeś coś?- podniosłam brew.
-Muszę od razu coś chcieć? Nie mogę po prostu przytulić mojej dziewczyny?- zmrużył brwi. Wywróciłam oczami.
-Idę z Demonem na spacer. Nie czekajcie na mnie. Idźcie już do chłopaków- wzięłam psa i wyszłam. Szłam dobrze znaną mi drogą. Doszłam do ulubionego parku i usiadłam na ławeczce.
-Kogo widzą moje piękne oczy?- przysiadł się do mnie jakiś chłopak.
-Nick!- przytuliłam go na przywitanie.
-Tak to ja- wyszczerzył się.
-Gdzie cię wywiało?- zapytałam szczerząc się.
-Chodziłem to tu, to tam- zrobił minę myśliciela.
-Norma. Pewnie w parku znowu natknąłeś się na jakąś wariatkę?- podniosłam brew.
-No dokładnie. Wyszła z psem na spacer i udawała normalną- wyszczerzył się. Pacnęłam go w ramię. -Dosyć o mnie. Co ty robiłaś przez ten czas? Słyszałem, że jesteś z Niallem- poruszał zabawnie brwiami.
-Tak jestem z nim. Robiłam to co zawsze, czyli świrowałam z moimi debilami- spojrzałam na Demona, który grzecznie leżał obok.
-Gratulację i w ogóle. Masz na dziś jakieś plany?- spojrzał na mnie badawczo.
-Mam zjeść „rodzinny” obiad z chłopakami. Może się dołączysz?- wyszczerzyłam się.
-Jasne, czemu nie- odwzajemnił uśmiech.
-To widzimy się w południe u chłopaków- pomachałam mu i wolnym krokiem wróciłam do domu. Zdjęłam kurtkę i weszłam do salonu. Harry stał przy jakiś kartonach i gorączkowo czegoś szukał.
-Louis możesz mi pomóc? Dekoracje przyszły wcześniej i muszę to wszystko wynieść do piwnicy- nawet na mnie nie spojrzał.
-Jakie dekoracje?- podeszłam do niego.
-Alex!- krzyknął i próbował zakryć sobą kartony. Były za wielkie i marnie mu to wychodziło. -Myślałem, że to Louis- zaśmiał się nerwowo.
-Po co wam te dekoracje?- podeszłam do nich i wyciągnęłam z nich plakat z napisem: „wszystkiego najlepszego Alex”.
-Eeee mój kuzyn ma urodziny. Chcę mu urządzić przyjęcie- rozglądał się po salonie jakby szukał pomocy.
-Twój kuzyn ma na imię Alex?- zapytałam pokazując mu plakat.
-Tak, Alex!- klasnął w dłonie. Posłałam mu pytające spojrzenie. Po schodach zszedł Louis i Zayn. Widząc kartony lekko zbledli. -Dekoracje przyszły wcześniej- Hazza popatrzył na nich. -Dekoracje na przyjęcie urodzinowe mojego kuzyna Alexa- dodał.
-Taaa- powiedział Li patrząc to na mnie to na kartony.
-Pomożemy ci je wynieść- powiedział Zayn. Po chwili w salonie nie było po nich śladu. Mam wrażenie, że oni coś kręcą. Nie, wróć, ja wiem, że oni coś kręcą. Usłyszałam kroki i już po chwili w salonie stała Laura z jakąś kartką przed twarzą myśląc ciężko nad czymś.
-A może czekoladowy z truskawkową polewą?- myślała na głos. -Jaki Alex lubi tort?- mówiła sama do siebie.
-Hej Laura- spojrzałam na nią badawczo.
-O hej Alex. Zaraz Alex?!- wytrzeszczyła na mnie oczy.
-Tak, Alex- spojrzałam na nią dziwnie.
-Długo tu stoisz?- zapytała.
-No trochę- popatrzyłam na zegar. -Robisz tort na urodziny Alexa?- zapytałam.
-Tak, właśnie! Na urodziny Alexa, kuzyna Zayna- wyglądała jakby jej ulżyło.
-Myślałam, że Alex to kuzyn Harrego- podniosłam brew.
-Właśnie! Pomyliłam się. Muszę iść tam- wskazała gdzieś i popędziła we wskazanym kierunku. Coś tu śmierdzi. Usiadłam na kanapie myśląc. Na serio coś tu śmierdzi. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Szybko znalazłam źródło smrodu. Na telewizorze wisiały zużyte różowe skarpetki w koty. Zgaduję, że Harrego. Poszłam do kuchni po szczypce i wróciłam do salonu. Zatkałam sobie nos i ostrożnie wzięłam cuchnące skarpety. Powili i ostrożnie szłam z nimi na piętro, do pralni. Z wielkim obrzydzeniem wrzuciłam je do kosza na pranie. Spojrzałam na szczypce. Nadawały się już tylko do wyrzucenia. Chciałam już wychodzić, ale usłyszałam szepty na korytarzu. Sophie rozmawiała z Niallem.
-Prawie nakryła Laurę. Niech to wszystko się już skończy. Chciałabym jej o tym powiedzieć, ale nie mogę- spuściła smutno głowę.
-Mało brakowało, a wydałby się Hazza. Na szczęście przyszli Zayn i Liam i uratowali sytuację. Niedługo będzie po wszystkim- przytulił ją. Poczułam ukłucie w klatce piersiowej. Myślicie pewnie, że chcę mi się płakać? Nic bardziej mylnego. Jestem wściekła. Mam ochotę coś rozwalić. Spojrzałam na szczypce w mojej ręce. Wygięły się pod naciskiem mojej dłoni. Zobaczymy co zrobi Niall jak ja będę mile rozmawiać z Zaynem. Wyrzuciłam do niczego już nie nadające się szczypce do kosza i jak gdyby nigdy nic zeszła na dół. Wszyscy siedzieli w salonie oprócz Hazzy i Emily. Pewnie przygotowywali jedzenie.
-Zaprosiłam Nicka na obiad. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko?- usiadłam obok Louisa.
-Nie no coś ty. Twoi przyjaciele to nasi przyjaciele- powiedział Li uśmiechając się. Spojrzałam na Horana. Zajadał swoje ulubione ciastka. Sophie siedziała obok wtulona w Zayna. Ciekawe jak on zareaguje jak się dowie o nich. Zresztą co ja gadam. Jeszcze nic nie wiem. Może Niall chciał zachować się po przyjacielsku i zwyczajnie w świecie pocieszyć Sophie? Ale to i tak nie wyjaśnia ich dziwnej rozmowy. O czym ona chce mi powiedzieć, a nie może? Spojrzałam na tamtą dwójkę. Patrzyli na siebie znacząco i uśmiechali szeroko. Dosyć tego.
-Zaraz wracam- poczłapałam na górę do łazienki. Zamknęłam drzwi żeby nikt mi nie przeszkadzał. Wyciągnęłam mój telefon z kieszeni i napisałam do Nicka.
„Musisz mi w czymś pomóc. Chcę utrzeć nosa Sophie i Niallowi
Alex”
Po chwili dostałam odpowiedź.
„Mała intryga? Wchodzę w to. Tylko chciałbym się najpierw dowiedzieć o co chodzi
Nick”
Szybko mu odpisałam.
„Wydaje mi się, że Niall jest z Sophie. Przypadkiem usłyszałam ich rozmowę. Oni coś kręcą. Zachowują się inaczej niż zwykli przyjaciele. Mam nadzieję, że mi pomożesz.
Alex”
Znowu mój telefon zawibrował.
„Ty na serio jesteś świrnięta. Inne laski na twoim miejscu zamknęły się w łazience i płakały całymi dniami. A ty? Ty knujesz rewanż. Pytasz czy w to wchodzę? Jasne, że tak ;D
Nick”
Wyszczerzyłam się perfidnie do telefonu.
„Dzięki, jesteś wielki ;D
Alex”
Otwarłam drzwi i zeszłam do reszty. Akurat loczek wyszedł z kuchni kiedy byłam już w salonie.
-Obiad gotowy- wyszczerzył się. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
-To Nick- poszłam otworzyć. Przywitałam się z nim, tak jak reszta. Etap pierwszy czas zacząć. Weszliśmy do kuchni i to co zobaczyłam nie zadowoliło za bardzo mnie i Malika. -Wieprzowina! Serio?- spojrzałam na loczka podnosząc brew. On się wyszczerzył i pokiwał energicznie głową. -W takim razie smacznego. Ja zjem coś na mieście. A ty?- spojrzałam na Zayna.
-Ja też- uśmiechnął się.
-To ja też- powiedział Nick uśmiechając się. Wyszczerzyłam się i pociągnęłam ich w stronę drzwi. Po chwili szliśmy już do jakieś knajpki. Powiedzieć Malikowi o Sophie czy nie?
-Zayn, muszę ci coś powiedzieć…- chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko. -Nie zauważyłeś, że Niall i Sophie zachowują się dziwnie od pewnego czasu?- Nick szturchnął mnie w ramię.
-Nie, a co?- spojrzał na mnie badawczo.
-Wydaje mi się, że oni ze sobą kręcą- zatrzymał się i spojrzał na mnie z poker facem. -Usłyszałam ich rozmowę i widziałam ich w szparze w drzwiach. Nie zachowywali się jak zwykli przyjaciele- spojrzałam mu pocieszająco w oczy.
-Ale jak to?- był smutny i wściekły.
-Ja też nie mogłam w to uwierzyć, ale kiedy zobaczyłam jak na siebie patrzą…- spuściłam wzrok.
-Nie mogę w to uwierzyć- kręcił głową jakby chciał wyrzucić z niej tę myśl.
-Przyjrzyj się im kiedy wrócimy do domu- wzdrygnęłam ramionami. Szybko zjedliśmy obiad i wróciliśmy do domu. Malik wyglądał jak wrak człowieka. Nie chcę żeby cierpiał, ale on musiał poznać prawdę. Kiedy weszliśmy do salonu Sophie siedziała na kolanach blondaska. Powiedziałam bez głośne: „A nie mówiłam?” do mulata. On pociągnął mnie do kuchni. Nick poczłapał za nami.
-Co zamierzasz z tym zrobić?- był bliski płaczu, ale się opanował.
-Zemścić się- moje oczy się zaświeciły. Z reguły jestem miła i przyjazna, ale kiedy ktoś mnie wkurzy, niech lepiej ucieka z kraju.
-Co masz na myśli?- w jego oczach zauważyłam chęć zemsty.
-Co ty na to żeby trochę poudawać, że ze sobą flirtujemy?- wyszczerzyłam się.
-Jestem za- uśmiechnął się perfidnie. Nick posłał mi przerażone spojrzenie.
-Nie przesadzasz? Nie masz pewności- szeptał.
-Nie mam zamiaru ponownie cierpieć- zrobiłam poważną minę.
-Rób co chcesz. Ostrzegałem cię. Moim zdaniem przesadziłaś- spojrzał na mnie poważnie i poszedł do reszty. Zayn posłał mi znaczące spojrzenie, a ja pokiwałam głową. Chłopak objął mnie ramieniem, a ja się w niego wtuliłam. Reszta posłałam nam zdziwione spojrzenia.
-Z czego się tak śmiejecie?- zapytałam zgrabnie omijając Horana i siadając obok Malika.
-Louis opowiadał właśnie kawały- powiedziała wlepiając we mnie gały Sophie.
-Cały Louis- zaśmiał się Zay.
-Wszystko idzie zgodnie z planem- wyszeptałam mu na ucho.
-Dobrze. Teraz zaśmiej się i przytul do mnie mocniej- mówił równie cicho uśmiechając się cały czas. Zrobiłam to co mi kazał. Kątem oka spojrzałam na Nialla. Wytrzeszczył oczy i gapił się we mnie tępo. Spuścił smutno wzrok. Nie mogłam tak na niego patrzeć. Może on naprawdę nie jest z Sophie?
-Zayn ja nie mogę- wyszeptałam.
-Alex możesz na chwilkę?- zapytała Sophie. Zayn posłał mi znaczące spojrzenie, a ja pokiwałam głową. Wstałam z kanapy i poszłam za dziewczyną do kuchni.
-Co ty robisz? Dlaczego kleisz się do mojego Zayna?!- zapytała.
-Jeszcze pytasz?  Ty mi ukradłaś Nialla to ja nie mogę ukraść ci Zayna? Myślisz, że tylko my będziemy cierpieć? Mylisz się kochana!- wkurzyłam się.
-O czym ty mówisz?- zapytała z głupią miną.
-Dobrze wiesz- wysyczałam i wyszłam do salonu. Napotkałam smutne spojrzenie blondaska. Potrafię być wredna, ale nie dla osób, które kocham. Moje oczy napełniły się łzami. Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam no górę zamykając się w łazience. Ja już tak nie umiem, nie potrafię. Usłyszałam czyjeś kroki i pukanie do drzwi.
-Alex otwórz- mówił Nick. Poczłapałam do drzwi i otwarłam je patrząc smutno na chłopaka. Po chwili stał obok niego Malik.
-Wybacz Zayn, ja nie mogę- spuściłam smutno głowę.
-Nic się nie stało. Nie dziwię się, mi tez jest z tym ciężko- uśmiechnął się lekko.
-Może macie rację, może ja przesadzam?- popatrzyłam na nich z nadzieją.
-Ale przecież widziałaś…- zaczął Zay.
-Ja już sama nie wiem co widziałam- przerwałam mu.
-Przeproście ode mnie Sophie i Nialla. Idę do domu, chcę pobyć trochę sama- powiedziałam smutno, zawołałam psa i zeszłam po woli na dół. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich. Posłałam Sophie przepraszające spojrzenie i zniknęłam za drzwiami. Usiadłam na łóżku w moim pokoju i grałam na gitarze. Siedziałam tak dwie godziny. Postanowiłam wyjść na balkon. Pokój blondaska jest naprzeciwko. Też ma balkon. Może tam będzie i będę mogła go przeprosić. Wyszłam na balkon i to co tam zobaczyłam sprawiło, że nie wiedziałam jak się zachować. Po prostu patrzyłam tam tępo.

Myślałam, że trochę szybciej pójdzie wam zgromadzenie tych dziesięciu komentarzy przy takiej liczbie obserwujących. Podjęłam pewną decyzję, która nie za bardzo może się wam spodobać. Podnosimy stawkę. 15 komentarzy = nowy rozdział.
To by było chyba wszystko.
Dzięki za uwagę. 
Trzymajcie się mebli! =3

sobota, 1 września 2012

Rozdział 29


~Niall~


Obudziłem się i spojrzałem na zegarek, 9:15. Po pokoju krzątała się Al nucąc coś pod nosem. Ubrana była w zestaw. Spojrzałem przez okno. Strasznie padało, no w końcu to Londyn.
-O śpiąca królewna się obudziła?- popatrzyła na mnie brunetka. Wyszczerzyłem się i poklepałem miejsce obok siebie. Dziewczyna posłusznie usiadła obok i popatrzyła na mnie wyczekująco.
-Dzień dobry- cmoknąłem ją w usta. Al szczerzyła się niemiłosiernie i wyglądała jakby dławiła w sobie śmiech.  -Co jest?- zapytałem.
-Niiiic- przeciągnęła.
-Przecież widzę- przyciągnąłem ją do siebie. Cudnooka spojrzała na swój telefon i schowała go do kieszeni. Podniosłem brew i wyciągnąłem jej urządzenie ze spodni. Włączona była galeria, przejrzałem jej zdjęcia. Na co drugim byłem ja. W końcu znalazłem najnowsze zdjęcie. Al zrobiła mi fotkę jak spałem. Spojrzałem na nią z podniesioną brwią czekając na wyjaśnienia.
-Jesteś taaaaki słoooodki kiedy śpisz. Nie mogłam się powstrzymać- uśmiechnęła się. Uwielbiam kiedy uśmiecha się w taki sposób.
-Ty też jesteś słodka gdy śpisz- wyszeptałem jej na ucho.
-Och przestań, bo się zaczerwienie- zatrzepotała rzęsami, a ja się zaśmiałem. Nagle coś wczołgało się do sypialni. Demon ciągnął za nogawkę Zayna. Mulacik leżał na ziemi, a pies ciągnął go w stronę Alex. -Demon zostaw- dziewczyna powiedziała stanowczo. Zwierzak jej posłuchał i usiadł obok jej nogi merdając radośnie ogonem.
-Co cię do nas sprowadza o tak wczesnej porze?- zapytałem obejmując brunetkę.
-No na pewno nie przyszedłem tutaj żeby patrzeć na ciebie w gaciach-  odparł. Spojrzałem na siebie. Siedziałem w samych bokserkach.  -Liam kazał wam przyjść do nas kiedy tylko zjecie śniadanie. Ma coś ważnego do przekazania- wstał z ziemi otrzepując ubrania.
-Coś jeszcze?- zapytała Al.
-W sumie to nie- wzdrygnął ramionami i wyszedł.
-To ja idę zrobić śniadanie- wstała z łóżka i poszła do kuchni. Wziąłem jeansy, białą koszulkę i czerwoną bluzę przez głowę. Poszedłem do łazienki. Po szybkiej porannej toalecie ubrałem się w wcześniej uszykowane ciuchy. Na stopy założyłem zielone trampki. Z dołu dochodziły wspaniałe zapachy. Zbiegłem szybko ze schodów próbując się nie potknąć. W kuchni stała Alex robiąca naleśniki. -Ta dam!- położyła na stole stos naleśników polanych czekoladą.
-Wygląda pysznie- wyszczerzyłem się. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy zajadać. Po 10 minutach nie było śladu po naleśnikach. -Ciekawe co chce Li- zastanawiała się.
-Co kolwiek to jest za chwilę się dowiemy- wzdrygnąłem ramionami. Dziewczyna zawołał Demona i wyszliśmy z domu.
-Kto ostatni w salonie ten burak!- krzyknęła i popędziła do przodu. Ja też pobiegłem, ale ona była pierwsza. -Co tam buraczku?- pokazała mi język.
-Buraczek cię kocha- wyszczerzyłem się.
-Ja ciebie też- pocałowała mnie w kącik ust. Po chwili siedzieliśmy już na kanapie. Wszyscy ze sobą gruchali, tylko ja i ten świr Alex, dźgaliśmy się palcami śmiejąc się przy tym.
-Kaczorku możesz iść do mojego pokoju? Zapomniałem telefonu- poprosił ją Liam.
-Jasne- wstała z kanapy i poszła do góry. Posłaliśmy mu pytające spojrzenia.
-Zapomnieliśmy o urodzinach Alex!- panikował.
-Spokojnie nie jest tak źle- spojrzałem na kalendarz, 17 sierpnia. -O żesz, ona miała urodziny 27 czerwca! Jak mogliśmy o tym zapomnieć?!- dołączyłem do Payna. Reszta wybałuszyła na nas oczy.
-Co teraz?- zapytał Louis.
-Musimy urządzić jej imprezę- niespodziankę. Będzie trochę spóźniona, ale lepsza spóźniona niż żadna- powiedział spokojnie już Daddy. Pokiwaliśmy zgodnie głowami. -Trzeba się podzielić na grupy. Każdy się czymś zajmie i pójdzie sprawniej i szybciej, a więc Danielle, Eleanaor i Laura bierzecie się za jedzenie. Louis, Jason, Emily i Harry- wystrój, Zayn i Sophie- muzyka, ja zajmę się zaproszeniem gości- wyliczał blondyn.
-A ja?- zapytałem.
-Ty odciągniesz Al od domu w czasie przygotowań. Zabierz ją gdzieś- wyjaśnił.
-Kiedy impreza ma się odbyć?- zapytała Emily.
-W niedzielę zamówimy dekoracje, jedzenie i zaprosimy gości.  W poniedziałek wszystko dojdzie i od samego rana będziemy wszystko przygotowywać. Myślę, że impreza odbędzie się w poniedziałek wieczorem- powiedział. Zaczęliśmy rozmawiać i zastanawiać się jaki będzie temat imprezy.


~Alex~


Muszę przyznać, że Li ma największy porządek w pokoju z całej szóstki. No tak nie wspomniałam o tym, że kiedy się wyprowadziłyśmy to Jason zamieszkał z chłopakami. Przejął sypialnię Laury. Mimo tego porządku nie mogłam znaleźć jego telefonu. Po 15 minutach poszukiwań poddałam się i zeszłam na dół. Rozmawiali o czymś, a gdy ja weszłam zamilkli.
-Li nie mam pojęcia gdzie twój telefon. Szukałam wszędzie i nigdzie go nie było- stanęłam obok. Zapanowała przerażająca cisza. Wszyscy wlepiali we mnie gały jakbym była jakąś kosmitką czy coś w tym stylu. Obejrzałam się czy nie ma czegoś za mną- pusto. Przetarłam twarz- czysta. Wtf? -Czemu tak na mnie patrzycie? Mam się bać?- podniosłam brew. Braciszek jakby się ocknął.
-Miałem telefon w ręce, zapomniałem o nim- uśmiechnął się przepraszająco. Reszta nadal gapiła się na mnie w ten dziwny sposób.
-O ja pierdziu!- podskoczyłam, wytrzeszczyłam gały i pokazałam na okno za ich plecami.
-Co jest?- zapytał Hazza wyglądając za okno.
-Nic, po prostu chciałam żebyście się tak na mnie nie gapili- wzdrygnęłam ramionami i usiadłam na kanapie.
-Mam, marchewkowy raj!- wstał z kanapy Lou. Spojrzałam na niego zaciekawiona. Liam zrobił face palma.
-Że w sensie?- podniosłam brew.
-Nie nic- usiadł obok El z opuszczoną głową. Znowu zapanowała ta dziwna i pełna napięcia cisza.
-Mam wrażenie, że wam przeszkadzam. Lepiej sobie pójdę- wstałam, wzięłam psa i wyszłam trzaskając drzwiami. Nawet nie próbowali mnie zatrzymać. Włożyłam słuchawki i szłam ulicami Londynu nie zwracając na nic uwagi. Nie zważałam na deszcz, który nie wyglądał jakby miał przestać padać. Włożyłam ręce do kieszeni kurtki i szłam przed siebie. Demon piszczał bo nie lubił za bardzo wody. Wiedziałam, że długo tak nie wytrzyma. Doszliśmy do przystanku autobusowego i schroniliśmy się tam przed deszczem. Siedzieliśmy tak 20 minut. Ciągle padało. Postanowiłam wrócić do domu. Wzięłam psa na ręce i ruszyłam. Po 15 minutach staliśmy pod drzwiami. Wyciągnęłam klucze z kieszeni i otwarłam drzwi. Weszłam do środka wpuszczając Demona, który wbiegł do środka jakby go coś goniło. Ściągnęłam kurtkę, buty, odłożyłam klucze i odpięłam psu smycz. Poszłam na górę się przebrać. Nie było na mnie suchej nitki. Założyłam jeasny i luźny, o 2 lub 3 rozmiary za duży sweter. Na stopy naciągnęłam emu. Włosy wytarłam i związałam w luźny warkocz. Wzięłam koc i usiadłam przed TV. Było mi zimno, więc rozpaliłam kominek. Pies położył się na dywanie koło kominka i suszył sierść. Włączyłam mtv. One Direction. Wywróciłam oczami i przełączyłam na inny- One Direction, następny- One Direction. Włączyłam wiadomości. -Nosz kur… znowu oni!- krzyknęłam. Wyłączyłam pudło i rzucając pilotem poszłam do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku i wzięłam laptopa. Siedziałam tak jakąś godzinę przeglądając fb i tt. Próbowałam nie krzyczeć kiedy widziałam jakieś posty lub twity z chłopakami. W końcu przestało padać. Odłożyłam komputer i wyszłam na balkon. Zamknęłam oczy i wciągałam rześkie powietrze. Poczułam kogoś wzrok na sobie. Otwarłam oczy i ujrzałam blondaska. Westchnęłam.
-Alex ja… chciałem przeprosić, my chcieliśmy przeprosić- przeczesał nerwowo włosy.  -Naprawdę nam głupio- tłumaczył.
-Wybaczysz nam?- na balkon weszła reszta. Westchnęłam i pokiwałam głową. Oni się ucieszyli i weszli do domu.
-A mi wybaczysz?- blondasekzrobił słodką minkę. Przygryzłam wargę. Chłopak zaniepokoił się trochę.
-Dlaczego zachowywaliście się tak dziwnie?- zapytałam.
-Nie mogę ci powiedzieć- spuścił głowę.
-Dlaczego?- podniosłam brew.
-Po prostu nie mogę- spojrzał na mnie smutno. Pokiwałam głową i weszłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i włożyłam słuchawki do uszu. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w słowa piosenki. Nie wiem ile tak siedziałam. Znowu poczułam, że ktoś na mnie patrzy. Nie chętnie otwarłam oczy i ponownie ujrzałam Nialla. Siedział przed łóżkiem patrząc na mnie smutno. Wyciągnęłam słuchawki z uszu i spojrzałam mu w oczy. -Pan buraczek cię kocha- wyszeptał. Zaśmiałam się i przytuliłam go mocno.
-Ja ciebie też- cmoknęłam go w policzek.
-Dlaczego się na mnie obraziłaś?- zapytał.
-Nie obraziłam się- spojrzałam mu w te cudne paczadła.
-To dlaczego przygryzłaś wargę?- podniósł brew.
-Bo jestem głodna- wyszczerzyłam się, on też pokazał swoje ząbki.
-Poczekaj tu. Idę zrobić coś do jedzenia- podniósł się i poczłapał do kuchni. Uśmiechnęłam się i opadłam na łóżko. Patrzyłam w sufit zastanawiając się dlaczego reszta zachowuje się tak dziwnie. Po jakimś czasie do pokoju wszedł Horan z tacką z jedzeniem. Usiadł obok mnie i podał mi ją. Zrobił kanapki. Strasznie dużo kanapek. Posłałam mu pytające spojrzenie. -Zgłodniałem- wyszczerzył się i wziął jedną. Zaśmiałam się i zaczęłam jeść. Nasze relacje nie zmieniły się za bardzo. Jedyną różnicą jest to, że cię całujemy. Nadal zachowujemy się jak para kumpli.
-Masz coś na twarzy- wyszczerzyłam się.
-Gdzie?- zdziwił się.
-No na fejsie- śmiałam się.
-Ale gdzie?- zaczął się gorączkowo wycierać. Wzięłam trochę ketchupu na palec i wysmarowałam mu policzek.
-Tu- śmiałam się dalej.
-Bardzo śmieszne- fuknął.
-No, bardzo- nie przestawałam się śmiać. Poczułam lepką maź na moim policzku. Momentalnie spoważniałam i spojrzałam na blondaska. Oblizywał kciuk z miną niewiniątka.
-Chcesz wojny? Będziesz ją miał!- zmrużyłam oczy i zaczęłam rzucać w niego popcornem. On odwdzięczył mi się tym samym. Śmialiśmy się przy tym jak wariaci. Do pokoju wpadł Louis z dłońmi ułożonymi w pistolet.
-Stać policja!- zrobił groźną minę, a my zamarliśmy w bez ruchu. Ja trzymałam w ręce garść popcornu gotowa by rzucić nim w Nialla, a on zasłaniał się poduszką. -F.B.I. jesteście aresztowani za nielegalne marnowanie popcornu- wyciągnął z kieszeni swoją „legitymację tajniaka”. Wyglądała jak wycięta z opakowania po płatkach śniadaniowych. -A tak swoją drogą, nie widzieliście mojego lewego buta? Nie mogę go od wczoraj znaleźć - pokazał na bosą stopę.
-Eeee, wydaje mi się, że nie- rozejrzałam się po pokoju. Moją uwagę przykuł trampek wystający spod łóżka. -Ty no popatrz- wyciągnęłam go i podałam Tomlinsonowi.
-Dzięki- wyszczerzył się i wpakował swoje grube dupsko pomiędzy nas. -O popcorn- wyciągnął go z moich włosów i zjadł.
-Loui co cię tu sprowadza?- zapytał Horan.

-Nie mogę już zobaczyć co robi mój przyjaciel i młodsza siostra?- zapytał chrupiąc kolejny pocisk. Tym razem wygrzebał go z łóżka. Podeszłam do radia i włączyłam na baaardzo głośno. Ja tylko tak słucham muzyki. Akurat leciała Good Charlotte- Sex on the radio. -Jaka zbereźna- stwierdził Tommo.
-Mi tam się podoba. Wpada w ucho- powiedział Horan.
-Niall ty myślisz o czym ja myślę, że ty myślisz?- spojrzał na niego Boo Bear.
-Nie wiem o co ci chodzi, ale chyba tak- blondasek podrapał się po głowie. Wstali z łóżka i zaczęli gibać się we wszystkie strony. Odwalali jakieś dzikie tańce. Nie wytrzymałam i leżałam na podłodze zwijając się ze śmiechu. Louis na koniec próbował zrobić szpagat. Był już całkiem blisko, gdy usłyszałam odgłos drącego się materiału. Tommo podniósł się z ziemi i wziął poduszkę zakrywając sobie tyłek. Miał zdziwioną i wystraszoną minę.
-Co się stało?- zapytałam wycierając łzy.
-Mam mały przeciąg- stwierdził.
-Lepiej idź ubrać inne spodnie- zaśmiał się Niall.
-No to ja ten… Pa!- wybiegł z pokoju w błyskawicznym tempie. Spojrzeliśmy na siebie równocześnie i wybuchnęliśmy śmiechem.

No proszę, proszę! Jak łatwo wam poszło z tymi dziesięcioma komentarzami. Dlatego postanowiłam zostawić na jakiś czas szantarzyk ^.^
Taki nijaki rozdział.  Tak na marginesie to chciałabym wam bardzo podziękować za wszystkie komentarze  wyświetlenia i obserwatorów! ;****
Zobaczymy się za dziesięć komentarzy ;3
Łejtajcie ;3