niedziela, 28 października 2012

Rozdział 39



~Alex~



-Harry?!- Liam wytrzeszczył oczy.
-O hej Liam!- Lokers uśmiechnął się szeroko.
-Co ty tu r…- zaczął Liam, ale przerwał mu Tommo.
-Ja chcem marchewkę!- jęknął.
-Niedługo ją dostaniesz przerośnięty dzieciaku- Zayn wywrócił oczami.
-Ja wcale nie jestem przerośniętym dzieciakiem!- krzyknął Lou.
-Jesteś!- krzyknął równie głośno Malik.
-Nie!- wrzeszczał Louis.
-Tak!- kłócił się z nim mulat.
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-ZAMKNIJCIE SIĘ WRESZCIE!!!- wrzasnęłam wkurzona. Wystraszeni chłopacy odskoczyli w tył patrząc na mnie z wytrzeszczonymi gałami. -Obydwoje zachowujecie się jak przerośnięte dzieciaki- prychnęłam. Horan zaśmiał się i objął mnie w talii całując w czoło.
-Złość piękności szkodzi- powiedział Niall z wyraźnym rozbawieniem. Rzuciłam kilka niecenzuralnych słów pod nosem krzyżując ręce pod biustem.
-Może mi ktoś w końcu wyjaśni co tu robią te niedorozwoje?- zirytowany Li wskazał na bandę debili śmiejących się z czegoś.
-Poleźli za nami. Jak to powiedział Harold, chcieli poczuć się jak prawdziwi detektywi, czy coś w tym stylu- wywróciłam oczami.
-Chcesz mi powiedzieć, że czas, który miałem spędzić miło z moją dziewczyną, siostrą i jej chłopakiem, będę musiał poświęcić na uspokojenie tego przedszkola?- Liam podniósł brew.
-Cieszysz się, co nie?- Tommo podszedł do niego i cmoknął w policzek. Danielle jęknęła, a jej chłoptaś zrobił bardzo wkurzoną minę. Zaśmiałam się na ten widok. Wszyscy zapakowaliśmy się do taksówki i ruszyliśmy do domu dziewczyn. Tam mama miała zamieszkać na czas naszego wyjazdu. Kiedy taksówka zatrzymała się pod domem, wygramoliliśmy się z niej i poczłapaliśmy w kierunku drzwi. Otwarłam je bojąc się co tam mogę zobaczyć. Pusto. Widocznie siedzieli na górze, albo spali. Zważając na fakt, że jest 6  rano. Mówię tutaj o mamie i Demonie. Mam nadzieję, że nie ma tutaj Nicka. Wzdrygnęłam ramionami i oparłam walizkę o ścianę. Reszta zrobiła podobnie. Niall od razu rzucił się na lodówkę. No tak, nie miał nic w ustach przez całą podróż oprócz 15 paczek orzeszków.
-Głodny jestem- jęknął Hazza.
-Ja chcem marchewkę- Louis dołączył do niego.
-Ja nie czuję tyłka- Malik wskazał na swoją dupę. Spojrzałam pytająco na Liama i Dan. Też nie wyglądali za ciekawie. Znając moją mamę nawet nie zorientowała się, że ktoś przyszedł do domu. Nie powiedziałam jej, że wracamy wcześniej, więc nie wiedziała o naszym przyjeździe.
-Dobra, zrobię coś do jedzenia, ale Horan musi odsunąć się od lodówki- wskazałam na blondaska po raz kolejny nurkującego w lodówce. Niall spojrzał na mnie z kiełbasą w ręce. Całą twarz miał umazaną jakąś mazią. Wyglądał jak mały prosiaczek. Zaśmiałam się na ten widok.
-Z czego się śmiejesz?- zapytał gryząc kiełbasę.
-Z ciebie prosiaczku- wyszczerzyłam się. Blondasek spojrzał na mnie pytająco, a ja podałam mu błyszczącą tacę, by mógł zobaczyć jak wygląda. Najpierw wytrzeszczył oczy, a potem się zaśmiał.
-Trochę się umazałem- stwierdził.
-Trochę? Wyglądasz jak mała, głodna świnka- zachichotałam.
-Świnka?- zdziwił się.
-No wiesz. Taka mała, różowa i słodka świnka z kręconym ogonkiem- wzdrygnęłam ramionami. Niall zachrumkał i kwiknął parę razy. Nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Reszta podniosła leniwie głowy ze stołu i spojrzała na nas zaciekawiona. Horanek poszedł się umyć, a ja zabrałam się za robienie tostów i jajecznicy. Po niedługim czasie jedzenie było gotowe. Kiedy postawiłam je na stole wszyscy się na nie rzucili i skonsumowali wszystko w rekordowym tempie. Pochowałam wszystkie naczynia i poszłam na górę do reszty. Lou zajął pokój El, Hazza Emily, a Zayn Sophie. Kiedy weszłam do swojego pokoju zobaczyłam Demona rozłożonego na całym łóżku i blondaska stojącego nad nim z zamyśloną miną. Prawdopodobnie zastanawiał się jak zdjąć z łóżka śpiące i cuchnące bydle (czytaj Demona). Podeszłam do łóżka i zrzuciłam z niego śpiącego psa. Czworonóg obudził się i spojrzał na mnie wkurzony. Po chwili warczenia podbiegł do mnie radośnie piszcząc i merdając ogonem. Polizał mnie po twarzy i podbiegł do Horana. Po mokrym „całusku” podszedł do mnie ciągle merdając ogonem. -Cześć leniu- pogłaskałam go po głowie i podrapałam za prawym uchem. Demon nie odstępował mnie na krok. -Idź spać- rozkazałam. Pies niechętnie zakręcił się parę razy wokół i położył się na podłodze. Po chwili spał. Poczułam, że ktoś przytula mnie od tyłu. Odwróciłam się i napotkałam dwoje niebieskich oczu. -Puść mnie- jęknęłam.
-Dlaczego?- zdziwił się.
-Bo chce iść do łazienki- westchnęłam uśmiechając się. Chłopak pocałował mnie w usta i niechętnie puścił. Zgarnęłam z szafy koszulkę z nadrukiem nutelli i krótkie spodenki. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w piżamkę. Umyłam jeszcze zęby i poszłam do pokoju. Nialla w nim nie było, więc obstawiam, że okupuję drugą łazienkę. Doszczętnie wykończona rzuciłam się na łóżko.  Po jakimś czasie usłyszałam jak ktoś wchodzi cicho do pokoju, kładzie się obok mnie na łóżku i przytula mnie. Niall. Mimowolnie się uśmiechnęłam i otwarłam oczy. Co prawda Horan przytulał mnie od tyłu i go nie widziałam, ale za to słyszałam jak cichutko śpiewa WMYB. -Nie fałszuj- mruknęłam. Chłopak przestał cicho śpiewać. Czułam jak wlepia we mnie oczy.
-Ja nie fałszuję- oburzył się.
-Niee, tylko wydajesz dźwięki szkodliwe dla uszu- zaśmiałam się i spojrzałam na niego. Blondasek odwrócił się do mnie plecami i strzelił "focha". Kolejny foch 4ever na pięć minut. Wywróciłam oczami i przytuliłam go mocno.
-Wiesz, że cię kocham?- zapytałam.
-Ale przecież ja fałszuję- fuknął.
-Żartowałam noo. Przecież dobrze wiesz o tym, że kocham twój głos i dla mnie jest on najpiękniejszy na świece- powiedziałam. Niall przez chwilę się nie odzywał.
-Czyli mogę sobie śpiewać?- zapytał. Zaśmiałam się pod nosem.
-Zawsze i wszędzie- cmoknęłam go w policzek. Blondasek odwrócił się do mnie twarzą i popatrzył mi głęboko w oczy. Ahh, te jego cudowne, niebieskie oczka *___*. Ponownie zaczął nucić piosenkę gładząc mnie po policzku. Oparłam głowę o jego tors i zamknęłam oczy. -Dobranoc misiek- szepnęłam.
-Dobranoc śpiochu- powiedział.

Kościół, ślub, kobieta w białej sukni- moja mama i facet w garniaku- Nick.
-Znooowu?- jęknęłam.
-Mów mi t…- zaczął Nick.
-Wypchaj się śmierdzącą skarpetką Hazzy- mruknęłam patrząc na niego spode łba.
-Ja ty mówisz do własnego ojca?!- oburzyła się mama.
-On nie jest moim ojcem tylko świrniętym dzieciakiem- fuknęłam.
-No dzięki wiesz- powiedział ironicznie mój „nowy tatuś”.
-Proszę cię bardzo beejbe- puściłam mu oczko. Nagle w kościele pojawiła się jakaś blondynka z zielonymi oczami. Ubrana była w zwiewną, beżową sukienkę nad kolano i rzymianki.
-Mamuśka!- Nick podbiegł do niej i pocałował w usta.
-Eeee, czekaj, co?!- wytrzeszczyłam gały.
-No co, nie mogę całować się z własną dziewczyną?- zapytał Nick.
-Ty. Masz. Dziewczynę?!- patrzyłam na niego otępiała.
-No tak, jeszcze ci nie powiedziałem. Ale na swoją obronę mogę powiedzieć, że nie pytałaś- odparł unosząc ręce w obronnym geście. Do mamy podszedł Demon.
-Kto jest moim miśkiem? No kto?- zapytała mama głaszcząc psa.

~Liam~



Równo o 14 obudził mnie krzyk, huk i jęk. Spojrzałem na Danielle. Wzdrygnęła ramionami. Zwlekłem się z łóżka i podążyłem za hałasem. Nie zdziwiło mnie, kiedy okazało się, że Alex była jego przyczyną. Siedziała na ziemi obok Nialla jęcząc i trzymając się za łokieć.
-Co jest?- zapytałem przecierając zaspane oczy.
-Alex obudziła się gwałtownie i spadła z łóżka- wytłumaczył mi blondasek przytulając swoją dziewczynę.
-Śniło ci się coś, czy jak?- podszedłem do niej.
-Miałam ten sam sen co na Florydzie… z małą różnicą- spojrzała na mnie.
-Jaką?- zapytałem od razu.
-Tak jak wcześniej w kościele był ślub mamy i Nicka. Kiedy wcześniej wymieniony świr wypowiedział, albo raczej próbował wypowiedzieć, te decydujące słowa „mów mi tato” ja mu przerwałam. Nastąpiła krótka wymiana zdań po czym do kościoła weszła ładna blondynka o zielonych oczach. Nick podszedł do niej i zaczął ją całować. Nazwał ją „mamuśką”. Okazało się, że to jego dziewczyna. Potem do mamy podszedł Demon, a ona nazwała go „miśkiem”- dziewczyna czekała na moją reakcję. No właśnie, takiej opcji nie dopuściliśmy.
-To tylko sen- wzdrygnąłem ramionami.
-W sumie to masz rację- Alex wyraźnie ulżyło. Z dołu dochodziły rozmowy. Nikt już nie spał. Ogarnąłem się i zszedłem do reszty na dół.
-Liam, kochanie!- mama podbiegła do mnie i mocno przytuliła.  -Co was tu sprowadza?- zapytała kiedy się od siebie odsunęliśmy lustrując resztę wzrokiem.
-Eeee, bo widzisz… dziwna sprawa… musimy porozmawiać, na osobności- Alex jąkała się i patrzyła mamie prosto w oczy. Ona się trochę zdziwiła, ale pokiwała głową. Miała już coś powiedzieć, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. Wszyscy spojrzeliśmy w tamtym kierunku. -Ja otworzę- Ali powiedziała bez przekonania i podeszła do drzwi. -Nick! Jaka niespodzianka!- Alex spojrzała na mnie znacząco.
-Nie wiedziałem, że wracacie- wyszczerzył się brązowooki.
-Ja też- Kaczorek mruknął pod nosem.
-Mówiłaś coś?- zapytał Nick.
-Nie- odpowiedziała krótko.
-Nick, jak miło cię widzieć!- mama podeszła do niego uradowana i pocałowała w oba policzki. Wszyscy przyglądaliśmy się im. Hazza poruszał zabawnie brwiami i założył te swoje okulary. Alex pacnęła się w czoło.
-Dobra, możemy pogadać?- brunetka spojrzała na mamę.
-Jasne- mama się zgodziła i obie poszły do salonu zostawiając nas z Nickiem.
-Co tam?- wyszczerzył się Jeferson.
-Mamy do ciebie pewną sprawę…- zaczął Lou.
-Ciekawą sprawę- dodał Zayn.
-Sprawę, która może ci się nie spodobać- Harold zrobił groźną minę.
-Chodźmy lepiej na spacer- powiedział Niall. Zdziwiony Nick pokiwał głową. Danielle złapała mnie za rękę.
-Co wy chcecie mu zrobić?- szepnęła.
-Pogadać z nim- mruknąłem. Dziewczyna posłała mi zaniepokojone spojrzenie. Objąłem ją ramieniem i ruszyliśmy za chłopakami. -Nick pozwól, że zapytam prostu z mostu- odparłem. Danielle spojrzała na mnie karcąco.
-Jasne, wal- Nick wzdrygnął ramionami.
-Jesteś z moją matką?- zapytałem, a on wytrzeszczył oczy.
-Coooo?- zapytał głupio.
-Słyszałeś- mruknął Zayn.
-O co wam chodzi?- Jeferson lustrował nas wzrokiem.
-Kiedy Alex do ciebie dzwoniła, powiedziałeś coś w stylu „Już idę mamuśko”. Tłumacz się- zażądał Niall. Jeferson stał chwilę zastanawiając się.
-Aaaa, o to wam chodzi. Jestem z tą „mamuśką”. To niezła laska- rozmarzył się. Jak on może tak mówić o mojej matce?! Wkurzyłem się strasznie. Chciałem mu przyłożyć, ale w ostatniej chwili przerwały mi krzyki.
-Heeeeeeeeeej zostawcie Jefersona!!!- krzyczała Ali biegnąc do nas. Spojrzeliśmy na nią pytająco. Kaczorek schylił się i oparł wyprostowane ręce o kolana. Po chwili Ali uniosła palec wskazujący dając nam znak, że mamy poczekać. –Już wiem o co chodzi… to nie tak jak myślicie- wysapała. Opuściłem pięści i wpatrywałem się w moją siostrę. -Mama nie jest z Nickiem. On przychodził do niej zajmować się Demonem. Mama mówiła „miśku” do psa- powiedziała patrząc na nas.
-Dobra, ale skąd ta „mamuśka”?- zapytał Harold patrząc na Nicka.
-Mam dziewczynę. Czasami ją tak nazywam. Kiedy dzwoniła do mnie Alex, leżałem w swoim domu na łóżku, a Diana moja dziewczyna, robiła śniadanie- wyjaśnił Jeferson. Zrobiło mi się strasznie głupio.
-Wybacz Nick. To wszystko przez mój dziwny sen i zbieg okoliczności- Alex uśmiechnęła się przepraszająco.
-Spoko, rozumiem… chociaż nie, nie rozumiem, ale wybaczam- wyszczerzył się. Ali zaśmiała się pod nosem i go przytuliła. Kątem oka zauważyłem, że Niall zaciska pięści. Nick też to chyba zobaczył bo odsunął się od Alex. Horanek podszedł do Ali, po czym ze zwycięską miną objął ją ramieniem.
-Ja też chciałem przeprosić. Głupio wyszło- podrapałem się po głowie.
-Nigdy was nie zrozumiem, ale spoko, nie gniewam się- Nick podał mi rękę na zgodę. Uśmiechnąłem się i uścisnąłem mu dłoń.

~Alex~


Przeprosiłam Nicka. On się nie gniewał i mi wybaczył po czym mnie przytulił. Niall zrobił się zazdrosny i od razu podszedł do mnie obejmując mnie ramieniem. Chłopcy też ładnie przeprosili Jefersonka. Liam akurat ściskał mu dłoń. Wooolno poruszali dłońmi. W górę i w dół. W górę i w dół. W górę i w dół. Śledziłam wzrokiem ich złączone, wielkie dłonie. W górę i w dół. Szczerzyli się do siebie. W górę i w dół. Jak długo można?! W górę i w dół.
-Dobra dosyć tego!- mruknęłam rozdzielając ich dłonie. Oni zaśmiali się tylko. I to niby dziewczyny są dziwne.


Mam kilka kwestii do omówienia. Po pierwsze: zostało tak około 11 rozdziałów do końca. Po drugie: rozdziały piszę z dużym wyprzedzeniem i od początku września mam napisane wszystkie rozdziały, do końca bloga. Wcześniej miałam odrobinę mniejsze zdolności pisarskie niż teraz, więc mogą pojawiać się różne błędy, powtórzenie itp. Wybaczcie, ale nieraz nie chce mi się tego poprawiać. Po trzecie: w miarę szybko zgromadziłyście te 15 rozdziałów. Brawa dl was. Po czwarte: coś się stało z ankietami, nie wiem co. U mnie wyzerowało się wszystko. U was też? Jeśli tak to proszę jeszcze raz zaznaczyć, że czytacie. Z góry dziękuję. Po piąte: krytyka- zawsze spoko. Możecie mnie krytykować i śmiało mówić co sądzicie. Te wszystkie komentarze z pochwałami miło się czyta, ale powiedzmy to szczerze, ten blog jest taki przesłodzony. W nim wszystko jest doskonałe i tak dalej, i tak dalej. Pomimo to i tak jest 17 tysięcy wyświetleń (za co ogromnie dziękuję). No, ale cóż. Najwyraźniej głupkowate historyjki się wam podobają. Nie wnikam. Wracając do krytyki. Postaram się poprawić, ale proszę mnie zrozumieć. Mam dużo do poprawiania w tych rozdziałach, a nieraz strasznie mi się nie chce.
Hmmm... to chyba tyle.
Łejtajcie na nexta! ;3

piątek, 26 października 2012

Rozdział 38


~Alex~


Niedaleko nas siedział Hazza i Lou. Styles był przebrany za staruszkę. Miał na sobie długą, sukienkę w kwiaty, fikuśny kapelusz, wielką chustkę zarzuconą na ramiona, małe okulary na nosie i białe trampki na stopach. Louis ubrany był w czerwone, krótkie spodenki z szelkami, białą bluzkę w niebieskie pasy, białe skarpetki podciągnięte do kolan, białe trampki i wielkie okulary kujonki na nosie. Na środku głowy miał starannie zrobiony przedziałek. Powstrzymywałam się by nie wybuchnąć śmiechem. Posłałam znaczące spojrzenie Niall’owi i rzuciłam paczką orzeszków w głowę Hazzy.
-Ała! Co za dureń rzuca orzeszkami po samolocie?!- krzyknął grubym głosem. Wyszczerzyłam się i podeszłam do nich.
-Em, przepraszam, mogłoby mi pani podać moje orzeszki? Nie chcący trafiłam w panią- nie przestawałam się szczerzyć. Chłopcy widząc mnie zesztywnieli.
-Jasne- mruknął nie zmienionym głosem Harold. Zorientował się po chwili i odchrząknął. -Jasne. Proszę złotko- powiedział zmienionym głosem i podał mi paczuszkę.
-Dziękuję. To pani wnuk?- pokazałam na Tomma. Chłopak zrobił się blady. Kątem oka spojrzałam na Nialla. Zwijał się za śmiechu.
-Tak, to mój wnusio. Alfredzie przedstaw się- zażądał Hazza. Boo Bear słysząc swoje imię parsknął śmiechem.
-Alfred Nieruchalski- podał mi rękę z grobowa miną. Harold słysząc wymyślone nazwisko również parsknął śmiechem.
-Bardzo… ym, oryginalne nazwisko. Ile masz lat?- podniosłam brew.
-Pięć…- zaczął Hazza.
-Dziesiąt!- przerwał mu Louis. Dopiero po chwili zrozumiał co powiedział i spojrzał spanikowany na Harolda. -To znaczy dziesięć- poprawił się ze sztucznym uśmiechem. Odwrócił głowę i przeklną cicho pod nosem.
-Jesteś już strasznie duży i… owłosiony jak na swój wiek- stwierdziłam.
-Tak, bo…- jąkał się Louis.
-Bo Alfred bierze hormony męskie, bo jest strasznie chory- Harold spuścił smutnie głowę.
-Strasznie chory- dodał Tommo.
-A pani, jak się nazywa?- nie dawałam za wygraną.
-Gertruda, Gertruda Pasztet!- krzyknął Tommo zanim Styles zdążył coś powiedzieć. Hazza spojrzał na Lou z wyraźnym rozbawieniem.
-Tak, Gertruda Pasztet. Miło mi- podał mi rękę parskając śmiechem.
-A ja Alex…- nie dokończyłam bo ktoś mi przerwał.
-Payne- dokończył Hazza.
-Tak, właśnie. Skąd pani wie?- podniosłam brew.
-Skąd wiem?- powtórzył Styles patrząc wystraszony na Tomlinsona, a ten wzdrygnął ramionami.
-Ah, głupie pytanie. Na pewno zna mnie pani z telewizji. Jestem siostrą znanego piosenkarza- pacnęłam się w czoło.
-Właśnie miałam to powiedzieć- odetchnął Hazza.
-To ja już pójdę- uśmiechnęłam się i zrobiłam krok.
-Zaczekaj!- krzyknął Styles. Spojrzałam na niego pytająco z szerokim uśmiechem. -Podobno twój brat jest w boy bandzie, w którym jest jeszcze 4 innych chłopaków. Słyszałam, że nijaki Harry Styles jest najbardziej przystojniejszy i najseksowniejszy z nich wszystkich. Czy to prawda?- wyszczerzył się głupio Styles.
-Ee Harry? Jemu się tylko tak wydaje. W rzeczywistości jest inaczej- zaśmiałam się. Styles zagotował się za złości, a Tommo brechtał się cicho.
-A Louis Tomlinson?- zapytał kiedy się uspokoił.
-Zachowuje się jak dzieciak. Kocha marchewki i swoją dziewczynę- wzdrygnęłam ramionami. Harry chciał coś powiedzieć, ale podszedł do nas Zayn i wybuchnął śmiechem kiedy zobaczył Lou i Harrego.
-Rozumiem, że chcecie się ukryć przed Alex i Niallem i wtopić w tło, ale w tych kostiumach rzucacie się bardziej w oczy niż wcześniej- chłopacy posłali mu zabójcze spojrzenia.
-Hej Malik- wyszczerzyłam się i skrzyżowałam ręce pod biustem.
-O hej Al- spojrzał na mnie przelotnie i powrócił wzrokiem do dwójki popaprańców. -Zaraz, Alex?!- spojrzał na mnie zaskoczony.
-No heeej- przeciągnęłam szczerząc się perfidnie.
-Co ty tutaj robisz?! Powinnaś siedzieć obok Nialla!- zaczął się produkować.
-Brawo geniuszu! Zdemaskowałeś nas!- jęknął Hazza.
-Taa, to przez Zayna was rozpoznałam- wywróciłam oczami.
-Wiedziałaś?!- pisnął Lou.
-Nie no coś ty. Przecież wszędzie widzi się przerośniętych i włochatych dziesięciolatków i ich babcie z figurą faceta i męskim głosem noszące trampki do sukienki- powiedziałam sarkastycznie.
-Moja babcia nosi- mruknął cicho Hazza. Spojrzałam na niego pytająco, a on wzruszył ramionami.
-Mówiłem ci żebyś nie zakładał tych trampek!- krzyknął Lou.
-Mówiłem ci od początku, że ten pomysł jest do niczego!- fuknął Styles.
-Ty sam nic nie wymyśliłeś!- prychnął Tommo. Rozradowany Niall podszedł do nas.
-Hej Niall- wszyscy powiedzieli smętnie.
-Siemka- wyszczerzył się.
-Dobra, a teraz gadać co tu robicie- spojrzałam na niech surowo.
-Mieliśmy zmarnować szansę na branie udziału w śledztwie rodem z serialu detektywistycznego?- zapytał Hazza. Pacnęłam się ręką w czoło. -Musimy się mieć na baczności. Zło nigdy nie śpi- ponownie powiedział zmienionym głosem i założył te swoje okulary. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Od jakiegoś czasu Harry interesuje się wszystkim co ma związek z zagadkami i detektywami. Zaczął nawet czytać kryminały. Jeżeli czytaniem można nazwać kartkowanie książek w poszukiwaniu obrazków i jęczenie, że jest się zmęczonym. A kiedy znajdzie jakiś obrazek… -.- Krzyczy „Łiiiiiii” i biega po całym domu z książką uniesioną wysoko w górze.
-Ktoś tu jest jeszcze czy tylko wy?- podniosłam brew.
-Tylko my. Jason został z dziewczynami na Florydzie- powiedział Zayn.
-Wy idźcie się przebrać. My idziemy na swoje miejsca. I bez wariacji- zmierzyłam ich wzrokiem, a oni pokiwali zgodnie głowami.
-Zamierzasz o nich powiedzieć Liam’owi i Danielle?- zapytał blondasek kiedy usiedliśmy na swoich miejscach.
-O kim? O Alfredzie Nieruchalskim i Gertrudzie Pasztet?- spojrzałam na niego, a on ze śmiechem pokiwał głową. -Nie. Niech to będzie taka mała niespodzianka- wyszczerzyłam się. Niall posłał mi pytające spojrzenie, a ja nie przestawałam się szczerzyć. Spojrzałam na zegarek w telefonie. Wskazywał 00:03. -Dzień dobry- mruknęłam wtulając się w blondaska.
-Dzień dobry i dobranoc- zaśmiał się i cmoknął mnie w czoło. Już prawie spałam, gdy obudziły mnie dzikie krzyki.
-Baaaabciuuuuu Gertrudo, Zayn się we mnie zaczyna!- wrzasnął Tommo.
-Alfredzie Nieruchalski i Zaynie Maliku, macie się natychmiast uspokoić!- wrzasnął równie głośno Hazza. Przez kilka chwil był spokój. Potem cała trójka wybuchnęła głośnym śmiechem. Próbowałam zamknąć czy i zasnąć, ale oni byli tak głośno, że się nie dało. Jęknęłam cicho i poczłapałam w ich kierunku.
-Zamknąć twarze!!!- ryknęłam. Oni przerażeni spojrzeli na mnie. -Baczność!- krzyknęłam równie głośno. Świry przepychając się stanęli w jednym rządku. -Jeszcze raz usłyszę jakiekolwiek, nawet te najcichsze, dźwięki pochodzące od was, to przysięgam, NOGI Z DUPY POWYRYWAM!!!- ryknęłam na nich. -Teraz idę spać. Wam radziłabym to samo. Spocznij- mruknęłam. Oni wystraszeni usiedli sztywno na swoich miejscach. Zaśmiałam się pod nosem i poczłapałam do Horana. Przytuliłam się do niego i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się i leniwie podniosła powieki. Niall już nie spał. Bawił się moimi włosami patrząc w bok. Spojrzałam tam gdzie on i mimowolnie się uśmiechnęłam. Zayn spał oparty głową o ramię Lou, Tommo opierał się o Hazzę, a Harry położył głowę na podłokietniku. Wyglądali przeeesłodko. I spokojnie. Jak trzy aniołki. Gdyby ktoś ich nie znał mógłby pomyśleć, że pewnie są grzeczni i cisi. Nic bardziej mylnego. Oni sprawiają tylko takie pozory. Nawet nie zauważyłam, że Horan mi się przygląda.
-Cześć śpiochu- szepnął.
-Cześć słodziaku- cmoknęłam go w  kącik ust.
-Widziałaś?- pokazał na nasze śpiące królewny.
-Oni sią taaaaci śłooooodci- powiedziałam, a blondasek się zaśmiał. Nagle wpadłam na pewien pomysł. Podniosłam się z miejsca i podeszłam cicho do śpiących chłopaków. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zrobiłam im parę zdjęć. Po chwili wróciłam na swoje miejsce z wyszczerzem na mordce.
-Co jest?- zapytał Horan.
-Niiiic- przeciągnęłam i zrobiłam minę niewiniątka.
-Przecież widzę- podniósł brew.
-Wstawiłam na twistera ich zdjęcia jak słooodko śpią- wyszczerzyłam się perfidnie. Chłopak pokręcił głową śmiejąc się pod nosem. Odwróciłam głowę w tył i ujrzałam smacznie chrapiącego Li i Danielle. Im też cyknęłam fotkę, która oczywiście wylądowała na tt.

~Harry~


Byłem na łące. Siedziałem na kocu. Obok mnie siedziała piękna blondynka śmiejąc się słodko. Spojrzałem na nią. To była Emily. Wyszczerzyłem się jak debil i zacząłem się do niej zbliżać. Kiedy mieliśmy się pocałować coś mnie od niej odciągnęło. Nagle nie wiadomo skąd wzięła się Alex.
-Alex? Co ty tu robisz?! To mój sen!- oburzyłem się.
-Ja chciałam tylko… TRUSKAWKI!- zawyła i rzuciła się na owoce.
-Alex…- mruknąłem wkurzony. Dziewczyna spojrzała na mnie zaciekawiona. -Mogłabyś zniknąć?- zapytałem grzecznie.
-Eeee, ale po co?- zapytała głupio.
-Bo chcemy być sami- fuknąłem.
-Aaahaaa, no dobra- wzdrygnęła ramionami i wstała z koca. Wyszczerzyłem się i spojrzałem na Emily. Ponownie zaczęliśmy się po siebie zbliżać. Kiedy nasze twarze dzieliły centymetry ktoś na mnie skoczył.
-ALEX!!!- ryknąłem.
-Przypomniało mi się po co tu przyszłam!- wyszczerzyła się. Spojrzałem na nią spode łba. -Miałam cię obudzić- spojrzała na mnie znacząco. Wszystko zaczęło znikać. Zostałem tylko ja i szczerząca się Alex, ale ona po chwili też zniknęła.
Poczułem, że coś mnie łaskocze po nosie. Otwarłem wkurzony oczy. Zobaczyłem Alex i Nialla stojących nade mną i łaskoczących mnie piórkiem po nosie. Jęknąłem cicho. Taki cudowny sen, a ona mnie budzi.
-Ooo, śpiąca królewna się obudziła- wyszczerzyła się Payne.
-Odejdź- mruknąłem.
-A co ja takiego zrobiłam?- zdziwiła się.
-Zepsułaś moją randkę z Emily- fuknąłem. Al podniosła brew.
-Wlazłaś mi do snu i rozwaliłaś randkę z piękną panną Wilson- spojrzałem na nią spode łba.
-Eeeee, to ja może obudzę Louisa- spojrzała na mnie zdziwiona i podeszła do Tomma. Spojrzałem na blondaska. Patrzył na nią jak zaczarowany uśmiechając się szeroko. I to nie dlatego, że Al machała przed nosem Tomlinsona marchewką. Niall zawsze się śmiał i był uśmiechnięty, ale teraz uśmiech nie schodzi mu z twarzy nawet na sekundę. Ja mam tak kiedy widzę Emily. Spojrzałem na Boo Beara. Ruszał nosem jak królik.
-Marchewka? Czuję marchewkę!- otworzył oczy i spojrzał szeroko uśmiechnięty na pomarańczowe warzywo. Brunetka zaśmiała się pod nosem i podała chłopakowi warzywo. Po cichu podeszła da Zayna i po woli wyciągnęła rękę w kierunku jego idealnie ułożonych włosów.
-Jeżeli je tkniesz, ja tknę ciebie Payne- warknął mulat z zamkniętymi oczami.
-A wstaniesz?- zapytała Alex.
-Nie- mruknął.
-O jaacie. Darmowe lakiery do włosów!- pisnęła brunetka. Zay poderwał się z miejsca i zaczął się gorączkowo rozglądać.
-Gdzie? Nie widzę- spojrzał na dziewczynę.
-Lakiery do włosów w samolocie. Gratuluję inteligenci Malik- zaśmiała się.
-Ty wredna…- zmrużył oczy.
-Też cię kocham- cmoknęła go w policzek. Chłopak wyraźnie się rozpromienił. -Rano nie jesteście za bardzo rozgarnięci- stwierdziła czarnowłosa.
-Witaj w moim świecie- mruknąłem.
-W świecie red bulla- dodał z poważną miną Louis. Spojrzeliśmy na niego i wybuchneliśmy śmiechem.
-Liam zaczyna się budzić- jęknęła Alex. -Musimy spadać, a wy nie wychylać się i siedzieć cicho- wskazała na nas. Dziewczyna pociągnęła blondynka na swoje miejsca. Po chwili usłyszałem stewardesę. Lądujemy. Zapiąłem pasy. Po nie długim czasie samolot znajdował się na ziemi. Wyszliśmy leniwie z samolotu czekając za resztą. Usłyszałem śmiechy Alex i Nialla.
-Harry?!- zapytał ktoś mocno zdziwiony. Odwróciłem się i zobaczyłem…

poniedziałek, 22 października 2012

Rozdział 37


~Alex~


Po kolejnej godzinie łażenia w kółko po mieście wszyscy mieli dosyć.
-Zdycham- jęknęła Laura siadając na ławce w parku.
-Ja też- wysapała Sophie.
-Chcę pić!- zawyła Emily.
-Ja marchewkę!- pisnął Tommo.
-Ja żelki- wyszczerzył się Harold.
-No doobra. Kiedy tylko dojdziemy do domu, to przebierzemy się w kostiumy i pójdziemy na plażę- zaproponowałam. Wszyscy jęknęli cicho. -Będą tam dziewczyny w samych kostiumach kąpielowych i półnadzy kolesie- poruszałam zabawnie brwiami.
-Wiesz, tak mi jakoś lepiej- stwierdził Malik.
-Mi też. Kiedy powiedziałaś o tej plaży, to dostałem więcej energii- wyszczerzył się głupio Styles.
-Idziemy! Nie można tracić cennego czasu- stwierdziła Emily. Wywróciłam oczami i zaśmiałam się. Po jakimś czasie byliśmy już w domu. Oczywiście nie obyło się bez wojny o to kto pójdzie pierwszy do łazienki. Mimo, że były dwie to i tak jak na 12 osób mało. Zwinęłam klucz od naszego pokoju i tam przebrałam się na spokojnie. Z szafy wyciągnęłam jeszcze jeansowe szorty i kolorowy t- shirt. Na stopy założyłam jeszcze czarne vansy i byłam gotowa. Nagle coś mi się przypomniało i wróciłam do pokoju. Z szafki wzięłam moje srebrne pilotki i wyszłam na korytarz. Po drodze zgarnęłam jeszcze jakąś gumkę do włosów i zrobiłam luźnego koczka.
-Gotowa?- podszedł do mnie Horan jedząc loda na patyku.
-Mmm, tak. Skąd go masz?- wskazałam na loda.
-Z zamrażalki- wzruszył ramionami. Wyszczerzyłam się i wyciągnęłam z zamrażalki loda w kształcie kawałka arbuza. Spojrzałam na Nialla stojącego i niewinnie pochłaniającego loda i wyszczerzyłam się perfidnie. Podeszłam do niego od tyłu po cichu i przyłożyłam mu loda do karku.
-Cooo to?!- odskoczył ode mnie jak oparzony. Spojrzał na mnie wkurzony. Posłałam mu zdziwione spojrzenie i jak gdyby nigdy nic konsumowałam swoje cudo na patyku. Horanek podszedł do mnie mrużąc oczy. -Alex…- zaczął. Spojrzałam na niego pytająco. -Wiem, że to ty. Powinnaś zacząć u…- nie dałam mu dokończyć bo pocałowałam go w usta. Chłopak spojrzał na mnie rozmarzonym wzrokiem, a ja się zaśmiałam. -O czym to ja...?- spojrzał na mnie pytająco.
-Mówiłeś, że ładnie wyglądam- skłamałam. Chłopak przyjrzał mi się uważnie.
-Rzeczywiście, ładnie wyglądasz- stwierdził.
-Wiem- powiedziałam skromnie. Niall się tylko zaśmiał i przyciągnął mnie do siebie za biodra.
-Teeey, zakochańce. Idziemy- Loui wlazł między nas chrupiąc marchewkę. Zaśmiałam się i wzięłam moją torbę z ręcznikiem, olejkiem do opalania, czymś do jedzenia itp., po czym wyszłam z domu. Niall złapał mnie za rękę i poszliśmy na najbliższą plażę. Rozłożyłam koc i usiadłam na nim wygodnie. Reszta zrobiła podobnie, tylko z tym faktem, że oni ściągnęli ciuchy i siedzieli w kąpielówkach.
-Alex, ty zamierzasz tak siedzieć cały czas?- Jason podniósł brew.
-Eee, co? Nie- uśmiechnęłam się lekko wstając z koca. Ściągnęłam z siebie ciuchy ukazując wszystkim mój zielony, oczojebny kostium. Schowałam ciuchy do torby po czym ponownie usiadłam na kocu.
-Harry, posmaruj mi plecy- poprosiła Emily. Hazziatko z giga wyszczerzem na fejsie wysmarowało plecki swojej dziewczynie kremem do opalania.
-Kto idzie popływać?- zapytał Louis. Wszyscy podnieśli się z ziemi oprócz Zayna, Sophie i mnie. Niall spojrzał na mnie błagalnie.
-Ale woda jest zimna- zawyłam. Nie przestawał na mnie patrzeć w ten sposób. W jego oczach zobaczyłam iskierkę. Reszta była już w wodzie. Nie poszli za daleko bo chcieli się przyzwyczaić do temperatury wody.
-Znam sposób żeby szybko przyzwyczaić się do temperatury wody- wyszczerzył się.
-Taa? Jaki?- spojrzałam na niego kładąc moje pilotki na kocu.
-Zaraz się przekonasz- blondasek wyszczerzył się perfidnie i przerzucił mnie sobie przez ramię. Oczywiście krzyczałam żeby mnie puścił, ale on się tylko śmiał. Szedł coraz dalej i dalej, a woda stawała się coraz głębsza. Zatrzymał się kiedy sięgała mu do pasa. Wziął mnie na ręce nie przestając się szczerzyć.
-Ty chyba nie chcesz…- nie dokończyłam bo Niall mnie puścił i wpadłam do wody. Usłyszałam śmiechy reszty. Szybko się podniosłam trzęsąc się z zimna. -N-niall!- ryknęłam. Chłopak zaczął się śmiać. Wkurzona podkosiłam go i sam wylądował w zimnej wodzie. Przynajmniej przestał się śmiać. Horan zaczął coś do mnie mówić, ale ja go nie słuchałam i szłam na brzeg. Sophie wchodziła do wody zostawiając Zayna na kocu.  Owinięta w ręcznik usiadłam obok mulata. Malik spojrzał na mnie pytająco. Lubię nabierać ludzi, ale on na serio mnie zdenerwował. -Horan- mruknęłam tylko, a on pokiwał głową.
-Zimno ci?- zapytał.
-Niee, trzęsę się z zimna i owinęłam się ręcznikiem bo mi gorąco- odparłam z sarkazmem.
-Tylko tak pytałem- wyszczerzył się i mnie przytulił. Zrobiło mi się trochę cieplej.
-Dzięki- uśmiechnęłam się.
-Do usług- wyszczerzył się. Kątem oka zobaczyłam idącą w naszym kierunku blond- włosom czuprynę.
-Przepraszam, noo- Niall usiadł naprzeciwko mnie. Nie patrzyłam na niego. -Alex, spójrz na mnie- poprosił. Westchnęłam i spojrzałam w jego niebieskie oczy. -Przepraszam, wybaczysz mi?- zrobił minkę małego kociaka. Wywróciłam oczami, wstałam z koca i skierowałam się do reszty. -Zaczekaj!- podbiegł do mnie o obrócił do siebie twarzą. Złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie. -Przepraszam, to już się więcej nie powtórzy- uśmiechnął się słodko.
-Obiecujesz?- podniosłam brew.
-Obiecuję- spojrzał na mnie przeszywająco. Spuściłam wzrok uśmiechając się pod nosem i odeszłam od niego. Skołowany chłopak złapał mnie za rękę z pytającą miną. Zaśmiałam się i pocałowałam go w usta. Nie potrafię się na niego długo gniewać. Wystarczy, że spojrzę na jego słodką mordkę i się uśmiecham, a kiedy spojrzę w jego cudne, niebieskie oczy to wymiękam. Trzymając się za ręce weszliśmy do wody. Zaczęliśmy się chlapać, przepychać, podkaszać, nurkować i śmiać jak jakieś debile. Kiedy wracaliśmy już na brzeg trochę się nagrzać zostałam z tyłu, a Nialler poszedł kawałek do przodu. Woda sięgała już mi do połowy łydek. Skoczyłam na Horanka, który zdążył się odwrócić i wylądowaliśmy na pisaku. Nie do końca na piasku. Woda tutaj nie była głęboka i chłodne fale podmywały nas lekko. Leżeliśmy tak patrząc sobie w oczy. -Wiedziałem, że na mnie lecisz, ale nie wiedziałem, że aż tak- blondasek poruszał zabawnie brwiami. Zaśmiałam się pod nosem i wstałam z Irlandczyka. Niall złapał mnie za rękę i poszliśmy do reszty na koc. Nie mam pojęcia kiedy minęły 3 godziny. Słońce zaczęło wolno znikać za linią wody. Ubraliśmy się i wróciliśmy do domu. -Głodny jestem- jęknął Niall.
-Mam pomysł- wyszczerzył się Zayn. Wszyscy spojrzeli na niego pytająco. -Robimy ogniskoooo!- przeciągnął.
-Może być- wzdrygnęłam ramionami. Reszta się za mną zgodziła. Chłopacy wynieśli z domu krzesła i ułożyli je w kole. W środku tego koła rozpalili ognisko. Zaczęło się robić chłodno więc wszyscy zaopatrzyli się w bluzy. Poszłam na górę po jakiś sweter czy coś w tym stylu. Stanęłam nad walizką i przeszukiwałam ją w myślach. W końcu mnie olśniło. Wygrzebałam z niej bluzę Horanka, którą mi pożyczył kiedy lecieliśmy na Florydę. Szybko ją założyłam i popędziłam na dół zgarniając po drodze gitarę Irlandczyka. Kiedy wyszłam przed dom słońce prawie już całkowicie zaszło, ale było jeszcze dosyć jasno. Wszystkie świrki smażyły kiełbaski. Kiedy blondasek usłyszał moje kroki odwrócił się w moją stronę.
-Kradziejka!- powiedział widząc jego bluzę i gitarę. Zaśmiałam się pod nosem i usiadłam obok niego.
-Rzeczywiście tutaj są zniewalająco piękne dziewczyny- stwierdził Hazza. Emily spojrzała na niego mrużąc oczy.
-Ale ja jestem z piękniejszą- wyszczerzył się.
-Awwww- pisnęła Em i cmoknęła go w usta. Na początku zrozumiałam, że Hazza jest piękniejszą dziewczyną, ale zachowam to dla siebie xd. Cmoknięcie przerodziło się w namiętny pocałunek. Wykrzywiłam się. Nadal nie lubię patrzeć jak ktoś to robi. Zayn spojrzał na Sophie poruszając zabawnie brwiami. Ona się zaśmiała i zaczęła go całować. Fu, kolejni się liżą. Po chwili dołączyli do nich Jason i Laura. Po nie długim czasie wszyscy się obściskiwali jakby ze sobą rywalizowali. Wywróciłam oczami i spojrzałam na Nialla pochłaniającego 10 kiełbasę. Wyszczerzył się do mnie. Zaśmiałam się pod nosem i wstałam z miejsca po czym odeszłam kawałek. Stałam wpatrując się w zachodzące słońce. Nagle usłyszałam pierwsze nuty McFly- The heart never lies. Odwróciłam się i ujrzałam blondaska. Szedł w moją stronę grając na gitarze i śpiewając. Jak ja koooocham jego głos *___* Dołączyłam do niego i na całej plaży dało się słyszeć nasze głosy. Serce nigdy nie kłamie. Chyba… Z tego co wiem to nigdy. Gorzej jest jak serce mówi jedno, a rozum drugie. Blondasek kiedy śpiewał robił śmieszne miny. Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Niall musiał pomóc mi wstać bo się glebnęłam. Kiedy się uspokoiłam wróciliśmy na miejsca. Ku mojemu zacieszowi gołąbeczki przestały gruchać i się już nie miziają. Zrobiło się naprawdę zimno, więc wtuliłam się w ciepłego blondaska. Nie wiem dlaczego, ale on był jak przenośny kaloryfer i poduszka w jednym. Cieplutki, milutki, mięciutki, słodziutki i takie tam. Moje powieki zaczęły się robić coraz cięższe i cięższe. Nie wytrzymałam dłużej i zamknęłam oczy i po chwili odpłynęłam.

Otwarłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Byłam w kościele na jakimś ślubie. Podeszłam do państwo młodych. Kobietę w welonie rozpoznałam błyskawicznie. Była to moja mama. Mimowolnie się uśmiechnęłam i podeszłam do pana młodego. Popukałam go w ramię, a on po chwili się odwrócił.
-Nick?!- pisnęłam zszokowana.
-Mów mi tato- wyszczerzył się.

 ~Niall~



Alex zasnęła wtulona we mnie. Znowu, ale mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Nagle zaczęła się wiercić i spadła na piasek.
-Ja pierdziu- usiadła na piasku z otwartą buzią. Wszyscy spojrzeli na nią pytająco. Dziewczyna zaczęła szukać czegoś w kieszeniach szortów. Po jakimś czasie wyciągnęła telefon. Wybrała jakiś numer i czekała cierpliwie. -Mama?, Eeee, jest u ciebie Nick, Serio?!, Zaraz, powiedziałaś, że on siedzi u ciebie w sypialni?!, Jaki misiek?!, Mamooo!, nie rozłączaj się!, zaczekaj!… szlag- fuknęła.
-Powiesz nam wreszcie o co chodzi?- zapytał Liam. Dziewczyna pokiwała głową i wstała chodząc przez chwilę w kółko w kompletnej ciszy.
-Śnił mi się ślub mamy z Nickiem. Chciałam sprawdzić czy to prawda, więc do niej zadzwoniłam. Powiedziała, że Nick jest bardzo uroczym chłopcem i żałuje, że nie poznała go wcześniej, że siedzi u niej w sypialni i zaczęła gadać coś w stylu „Kto jest moim miśkiem?”. Zaczynam bać się tej kobiety- Al spojrzała na nas trochę przestraszona.
-Tylko mi się wydaje, czy zachowanie waszej mamy było co najmniej dziwne?- zapytał Louis.
-Było więcej niż dziwne. Było podejrzane- stwierdził Hazza.
-Co zamierzasz z tym zrobić?- zapytał Liam.
-Muszę do niej jechać sprawdzić o co tak naprawdę chodzi- Alex powiedziała po chwili namysłu.
-Ale dopiero przyjechaliśmy…- zaczął Hazza.
-Wy tutaj zostańcie. Nie psujcie sobie wyjazdu- Al mu przerwała.
-Jadę z tobą. W końcu to też moja mama- postanowił Liam. Dziewczyna pokiwała głową.
-Jadę z wami- podszedłem do Alex.
-Ja też- wyszczerzyła się Danielle. Liam pokiwał głową i przytulił dziewczynę.
-Nie chcę marnować ci wakacji- brunetka spojrzała na mnie.
-Jadę z wami i koniec kropka. Nie zostawię was samych. Poza tym nie wytrzymałbym z tymi zakochańcami- wskazałem dyskretnie na resztę, a dziewczyna się zaśmiała.
-Najbliższy lot do Londynu jest za półtorej godziny- powiedział Liam zakrywając dłonią telefon. Szybki jest.
-Bierzemy- Al spojrzała na niego. Ten tylko pokiwał głową i zaczął nawijać do telefonu.
-Chodź się spakować- pociągnąłem ją na górę. Po nie długim czasie zeszliśmy na dół z walizkami.
-Kiedy wrócicie?- zapytała Laura.
-Nie mam pojęcia- Al wzdrygnęła ramionami .
-Wyjaśnijcie tę sprawę- Hazza poklepał mnie po ramieniu . Podniosłem brew. -Zło nigdy nie śpi- powiedział zmienionym głosem i założył pilotki jak policjanci w CSI. Alex pacnęła się w czoło otwartą dłonią.
-Eeee, okeeej?- Emily spojrzała na niego dziwnie .
-Będziemy tęsknić- powiedziała smutno Eleanaor. Kiedy wszyscy nas wyściskali skierowaliśmy się na lotnisko. Na szczęście nie było daleko. Po odprawie siedzieliśmy już w samolocie. Ciągle miałem dziwne uczucie, że ktoś nas śledzi. Spojrzałem na Alex, trzymała telefon w ręce zastanawiając się nad czymś. W końcu zadzwoniła do kogoś.
-Hej Nick, Spoko, a u ciebie?, To ciekawie, Gdzie teraz jesteś?, W sypialni powiadasz?- posłała mi znaczące spojrzenie. -Eee, pa- wybąkała jeszcze i spojrzała na mnie.
-I co?- podniosłem brew.
-Siedzi w sypialni, usłyszałam damski głos, ktoś go wołał. On krzyknął: „Już idę mamuśko”, pożegnał się i rozłączył- Al zrobiła dziwną minę. Nagle poczułem, że dzwoni mi telefon. Nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-Pooodejrzaaaneeee- zawył Hazza.
-Co ci znowu odwala?- mruknąłem.
-Nie nic. Po prostu słyszałem co powiedziała przed chwilą Alex- powiedział. Normalnie. On jak zawsze musi podsłuchiwać. Eee, co? Jakim cudem on usłyszał co mówi Alex skoro on został na Florydzie?! Zacząłem się gorączkowo rozglądać. Liam i Danielle spali wtuleni w siebie. Niedaleko nas siedział ktoś z bujną czupryną. Na głowie miał kapelusz. Rozłączyłem się i spojrzałem kto siedzi przed nami.
-Eee, halo?- zapytała męskim głosem pewna staruszka. -Niall jesteś?- spojrzała na telefon i wzdrygnęła ramionami. Alex przyglądała się mi z zaciekawieniem. Pokazałem jej ruchem ręki żeby się zbliżyła. Kiedy zobaczyła naszych sąsiadów o mało nie wubuchnęła śmiechem.

Nareszcie. Strasznie długo zbieraliście te 15 komentarzy. Chciałabym wam przypomnieć, że jeśli pod rozdziałem zobaczę 15 komentarzy to dodam nowy rozdział. Mogę nawet dodawać codziennie, byleby było 15 komentarzy. Kapiszi? No. To ten, no.
Łejtajcie na nexta! ;3


niedziela, 14 października 2012

Rozdział 36




~Niall~


Alex złapała mnie za rękę i wyszliśmy z domu. Po jakimś czasie szliśmy już wzdłuż dłuuuugaśnej ulicy. Po brzegach rosły gigantyczne palmy. Wszędzie było pełno ludzi. Któryś już raz przejechała obok nas dziewczyna na rolkach ubrana tylko w strój kąpielowy. Hazza obejrzał się za nią z wyszczerzem.
-Ładnie tu- nie przestawał gapić się na oddalający się tyłek dziewczyny. Emily się wkurzyła i walnęła go w tył głowy. -Ała! Za co?- spojrzał na nią masując bolące miejsce.
-Jeszcze pytasz?- prychnęła.
-No przepraszaaaam, ale sama widziałaś. Było na czym zawiesić oko- wyszczerzył się głupio.
-Może i było, ale to nie znaczy, że musiałeś się tak na nią gapić- skrzyżowała ręce na piersi.
-Emily noo, zaczekaj!- Harold próbował dorównać jej kroku. Spojrzałem zaciekawiony na Zayna. Szedł obejmując ramieniem Sophie. Miał na nosie okulary przeciw słoneczne. Na pewno nie służyły mu do ochrony przed słońcem.
-Masz rację ładnie tu- wyszczerzyła się Emily patrząc jak zaczarowana na jakiegoś napakowanego kolesia bez koszulki. Harry spojrzał na niego mrużąc oczy. Wilson zauważyła poczynania Stylesa i wyszczerzyła się perfidnie. Poszła kawałek do przodu i udała, że „niechcący” wpadła na tego kolesia. -O jejku przepraszam. Niezdara ze mnie- uśmiechnęła się do kolesia.
-Nic się nie stało. A tak w ogóle to jestem Danny- wyszczerzył się i podał jej rękę.
-A ja Emily- nie przestawała się szczerzyć.
-Ładne imię dla ładnej dziewczyny- blondynka zachichotała cicho. Leżeli na sobie patrząc sobie w oczy. Styles wyglądał jakby miał za chwilę wybuchnąć. Zrobił się cały czerwony. Kiedy miał już wygarnąć temu kolesiowi, Alex wkroczyła do akcji. Podbiegła do nich i rzuciła się na Emily.
-Ups, upadłam- przyłożyła rękę do ust o zrobiła głupkowatą minę.
-Alex, co ty robisz?- warknęła Emily.
-O kogo widzą moje cudne oczy? Nasza Emily będąca dziewczyną tamtego przystojnego chłopaka z burzą loczków na głowie, rozmawia z nowym kolegą?- wskazała na Harolda i uśmiechnęła się sztucznie. Reszta przyglądała się całej akcji z rozbawieniem.
-Masz chłopaka?- zapytał Danny.
-Ehhh, tak. Tam stoi- Em westchnęła ciężko i wskazała na Stylesa, który wypiął dumnie pierś i pomógł wstać dziewczynie po czym pocałował ją namiętnie w usta. Danny westchnął i spojrzał na Alex przyglądającej się z szerokim uśmiechem dwójce całujących się świrów, po czym uśmiechnął się dziwnie.
-Hej, jestem Danny. Podasz mi swój numer?- nie przestawał wlepiać w nią swoich oczu. Przestałem się śmiać i wkurzyłem się strasznie. Co on sobie myśli? Zaraz mu wygarnę! Chciałem to zrobić, ale powstrzymał mnie Liam, Louis i Zayn.
-Spokojnie. To w końcu Alex. Popatrzymy sobie i się pośmiejemy- powiedział Malik. Odetchnąłem i pokiwałem głową. Chłopacy nie spuszczali wzroku z tamtej dwójki i puścili mnie.
-Hej jestem, A co mnie to. Chcesz mój numer? Chętnie ci go podam. 997. Tylko nie dzwoń za wcześnie- puściła mu oczko uśmiechając się i wstała z ziemi.
-Zrobiłem coś nie tak?- zapytał skołowany chłopak podnosząc się z ziemi.
-Eee, nie. Po prostu się spóźniłeś- Alex wyszczerzyła się i podeszła do mnie przytulając się do mnie. -Chociaż tak. Najpierw chciałeś poderwać moją przyjaciółkę, a potem kiedy się okazało, że jest zajęta, chciałeś się pocieszyć mną- zamyśliła się. Zaśmiałem się pod nosem. -Ukazałeś w ten sposób jak bardzo jesteś zdesperowany. Podrywasz każdą dziewczynę jaką spotkasz, by tylko móc się z nią przespać. Rozumiem, że wątpisz w swoją męskość i takie tam, ale uwierz mi. To minie- poklepała go po ramieniu i pociągnęła mnie do przodu zostawiając skołowanego chłopaka na środku chodnika.
-Jesteś niesamowita- cmoknąłem ją w czoło.
-Przestań bo się zaczerwienię- zachichotała. Spojrzałem na Harolda i Emily. Szli za rękę śmiejąc się. Czyli już wszystko dobrze. Już boję się pomyśleć co by się stało gdyby Alex nie zareagowała. Potem spojrzałem na Malika. Obejrzał się delikatnie za jakąś laską. Sophie to zauważyła i walnęła go w ramię.
-O popatrz. Jakiś przystojniak tu idzie. Ciekawe czy jest zajęty- wyszczerzyła się perfidnie Verne.
-Już nie będę! Obiecuję- mulat ściągnął szybko okulary i uśmiechnął się do dziewczyny.
-Tak lepiej- Soph wzięła jago okulary i założyła sobie na nos po czym pocałowała go w policzek. Zaśmiałem się pod nosem. Przyjrzałem się reszcie par. Laura i Jason szczerzyli się do siebie strasznie przytulając się równocześnie. Liam i Danielle rozmawiali o czymś zawzięcie i trzymali się za ręce. Louis jadł marchewkę, a Eleanaor przytulała go śmiejąc się. Wygląda na to, że wszyscy są szczęśliwi. Spojrzałem na najważniejszą dziewczynę w moim życiu. Patrzyła przed siebie zamyślona. Kiedy zorientowała się, że na nią patrzę, spojrzała na mnie przeszywająco i uśmiechnęła się szeroko. Na jej policzkach powstały malutkie dołeczki. Kocham jej uśmiech.
-Czemu się tak mi przyglądasz?- zapytała.
-Tak jakoś- wzruszyłem ramionami, a ona uniosła brew.
-Nie mogę patrzeć na moją zniewalająco piękną dziewczynę?- zapytałem.
-Ne pewnie, że możesz, ale ja tutaj nie widzę zniewalająco piękniej dziewczyny. No chyba, że te z tyłu- wzruszyła ramionami.
-Mówię o tobie głuptasie- zaśmiałem się.
-Aaaa, chyba, że tak- zaśmiała się. Spojrzała gdzieś i wyszczerzyła się. -Zaraz wracam. Zaczekajcie tu- cmoknęła mnie w policzek i gdzieś pobiegła. Nie mogłem zobaczyć gdzie, bo zniknęła za tłumem ludzi.
-Gdzie Ali?- zapytał Tommo chrupiąc marchewkę.
-Gdzieś poszła. Powiedziała, że wróci za chwilę i mamy na nią poczekać- wzdrygnąłem ramionami.
-Aha, okej- Louis wzdrygnął ramionami i zatrzymał się tak jak reszta. Po około 20 minutach czekania, Alex w końcu się znalazła. Włosy miała schowane pod fullcapem.
-Gdzie byłaś?- zapytał Liam.
-W pewnym miejscu- uśmiechnęła się.
-Co tam robiłaś przez tyle czasu?- spojrzał na nią ciekawie Jason.
-Różne rzeczy- zaśmiała się.
-Na przykład?- zapytał Zayn.
-Na przykład to- wyszczerzyła się i ściągnęła czapkę. We włosach miała pięć kolorowych pasemek. Zieloną, fioletową, czerwoną, niebieską i żółtą. Liam spojrzał na nią i się wyszczerzył.
-Tak jak kiedyś- zaśmiał się.
-No dokładnie- Al ukazała swoje białe ząbki. Wszyscy spojrzeli na nią pytająco. -Kiedy byliśmy tu 15 lat temu miałam takie same- wyjaśniła.
-Mi się podoba- przyciągnąłem ją do siebie. Dziewczyna uśmiechnęła się słodko.
-Taa, fajnie to wygląda- wyszczerzyła się Laura.
-Idziemy?- zapytała Danielle. Wszyscy pokiwali głowami.
-Tak właściwie to gdzie my idziemy?- zapytała Eleanaor. Wszyscy spojrzeli na Alex.
-Przed siebie- wzdrygnęła ramionami.
-A dokładniej?- zapytał Jason.
-To zależy co chcecie robić- spojrzała na resztę pytająco.
-Obiad!- wyszczerzyłem się.
-Jestem za!- Zayn podniósł rękę . Reszta pokiwała zgodnie głowami. Brunetka zaśmiała się i pociągnęła mnie w stronę jakiejś restauracji. Kiedy byliśmy już blisko zakryła mi oczy ręką.
-Co robisz?- zapytałem. Nie odpowiedziała tylko zaśmiała się. Kiedy staliśmy już pod drzwiami odsłoniła mi oczy.
-Ta- dam!- wyszczerzyła się.
-Nando’s!- wydarłem się i pocałowałem dziewczynę w usta po czym popędziłem do środka. Zamówiliśmy jedzenie, które po krótkim czasie zostało nam przyniesione. Każdy szybko zjadł swoją porcję i mogliśmy iść dalej. Przed drzwiami restauracji zaatakowały nas nasze fanki. Prosiły o autografy i zdjęcia. Zadawały przy tym mnóstwo pytań. Kiedy odchodziły od nas szły do dziewczyn i Jasona stojących z boku.

~Alex~


Stałam z boku z dziewczynami i Jasonem rozmawiając.
-Dzięki Al. Gdyby nie ty to pokłóciłabym się z Harrym- przytuliła mnie Emily.
-Do usług- wyszczerzyłam się.
-Ale tan cały Danny miał minę kiedy mu wygarnęłaś- zaśmiała się Laura, a po chwili dołączyła do niej reszta.
-Noo, myślałam, że pęknę tam ze śmiechu- nie przestawała się śmiać Danielle.
-Zasłużył sobie- wzdrygnęłam ramionami.
-Emm, przepraszam. Ty jesteś Alex Payne?- zapytała nie pewnie jakaś dziewczyna. Miała może 8 lat. Ubrana była w koszulkę ze zdjęciem chłopaków, jej brązowe włosy związała w warkoczyk. Patrzyła na mnie dużymi, brązowymi oczami.
-Tak, a co?- posłałam jej pytające spojrzenie.
-Podpiszesz?- podstawiła mi pod nos notes. Skinęłam głową uśmiechając się.
-A tak w ogóle to jak masz na imię?- zapytałam dziewczyny.
-Alexandra- powiedziała nieśmiało.
-Jakie ładne imię- wyszczerzyłam się i walnęłam podpis.
-Dzięki- uśmiechnęła się szeroko i poprosiła resztę dziewczyn o autografy. Nawet wzięła od Jasona.
-Jesteś fanką 1D, tak?- zapytałam.
-Tak, bardzo ich lubię- uśmiechnęła się.
-Ha wiedziałam!- klasnęłam w dłonie.
-Nie trudno zgadnąć- zaśmiała się Laura.
-Nie prawda!- oburzyłam się.
-Chcesz mi powiedzieć, że wszystkie dziewczyn chodzą ubrane w koszulki ze zdjęciem chłopaków, proszą ich o autografy i robią sobie z nimi zdjęcia?- podniosła brew.
-Różnie bywa- wzruszyłam ramionami, a fanka się zaśmiała.
-Kooniec- Niall jęknął cicho i podszedł do mnie. Alex widząc go wyraźnie się ucieszyła. -Ooo kto to?- uśmiechnął się blondasek.
-Niall, Alex, Alex Niall- wskazywałam na nich po kolei.
-Ty jakie ładne imię- stwierdził Horan, a dziewczyny za śmiechem wywróciły oczami. Dołączyła do nas reszta, tylko nie Harold. Gdzieś go wywiało.
-Gdzie wielmożny pan Harlod?- zapytałam chłopaków, a oni spojrzeli na coś co znajdowało się za mną i wyszczerzyli się. Podniosłam brew i spojrzałam tam.
-Aleeeeex!- w moją stronę biegł Styles szczerząc się perfidnie. Wskoczył mi na ręce.
-Wiedziałem, że mnie złapiesz- wyszczerzył się i cmoknął mnie w policzek. Podniosłam brew.
-Dopraaaaawdy?- powiedziałam i spuściłam go na ziemię.
-Alex! To bolało!- zawył podnosząc się z ziemi.
-Sory…- uśmiechnęła się przepraszająco.
-Nie szkodzi- machnął ręką.
-Chciałam mocniej- dodałam.
-Ty mała, wredna…- wskazał na mnie palcem.
-Przestań bo się zaczerwienię- machnęłam ręką i zatrzepotałam rzęsami. Alex zwijała się ze śmiechu.
-Jesteście strasznie śmieszni- stwierdziła. Wyszczerzyliśmy się i spojrzeliśmy na nią wypinając dumnie pierś.
-Alex! O tu jesteś- podeszła do niej jakaś młoda kobieta. Pewnie jej mama. -Przepraszam za nią- uśmiechnęła się przepraszająco.
-Niech pani nie przeprasza- podeszłam do małej. -Na razie brzdącu- zmierzwiłam jej włosy.
-Cześć- uśmiechnęła się i pomachała reszcie.
-Lubię takie małe dzieci- stwierdził Louis.
-Tak, one są takie…- zaczął Malik.
-Pocieszne- dokończyłam.
-Noo, dokładnie- wyszczerzył się mulat. Zaśmiałam się, złapałam Nialla za rękę i ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie miasta.

Takie tam... sama nie wiem co. Ermm... co myślicie o tej całej sytuacji  z Dannym? ;3
Mam nadzieję, że się podobało ^.^
Łejtajcie na nexta.

środa, 10 października 2012

Rozdział 35



~Alex~

 Podniosłam swoje ciężkie powieki i rozejrzałam się po pokoju. Dziewczyny jeszcze śpią. Wyciągnęłam moją łapę i po omacku szukałam mojego telefonu, by sprawdzić, która godzina. Odblokowałam i mrużąc lekko oczy spojrzałam na zegar. 8:30. Odłożyłam telefon i położyłam się ponownie na łóżku próbując zasnąć. Po pięciu minutach poddałam się i zwlokłam swoje ciężkie cielsko z łóżka. Poczłapałam do walizki by wygrzebać z niej jakieś ciuchy. Stanęło na luźnej, czarnej bluzce na długi rękaw z białym napisem „I like cats”, jeansowych szortach i vansach w panterkę i poszłam do łazienki. Po szybkim prysznicu umyłam zęby i ubrałam się we wcześniej uszykowane ciuchy. Zeszłam na dół. Tak jak myślałam nikogo tam nie było. Wszyscy jeszcze spali. Zrobiłam sobie śniadanie składające się z mleka i płatków i włożyłam brudne naczynia do zmywarki. Swoją drogą co tu robią te wszystkie produkty? Lodówka jest pełna jedzenia. Wczoraj wieczorem przyjechaliśmy, a lodówka już jest pełna. Wzdrygnęłam ramionami i wyszłam na taras. Cudne, niebieskie morze szumiało, a mewy latające niedaleko też dawały o sobie znaki. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w nie. Wzięłam głęboki wdech. Morskie powietrze napełniło moje płuca przez co dostałam więcej energii. Nikogo nie było na plaży. Spokój, cisza. Coś mi mówi, że ta plaża jest rzadko odwiedzana przez turystów. Nagle poczułam, że ktoś przytula mnie od tyłu.
-Dzień dobry- szepnął Horan.
-Cześć śpiochu- zaśmiałam się.
-Co ty tak wcześnie na nogach?- zapytał.
-Nie mogłam zasnąć- odpowiedziałam.
-Jadłaś już?- ponownie zadał pytanie.
-Mhm- nadal patrzyłam przed siebie.
-Zaraz wracam- cmoknął mnie w policzek i wszedł do domu. Obejrzałam się za nim. Nie zdziwiło mnie to kiedy zobaczyłam, że jest ubrany tylko w żółte bokserki z rysunkowymi hamburgerami, frytkami i ketchupem. Zaśmiałam się pod nosem i wróciłam do gapienia się w falującą wodę. Nie wiem czemu, ale uspokajało mnie to. Obejrzałam się dookoła. Za domem rosła trawa i mały las. Znałam skądś to miejsce. W pamięci miałam jakieś przebłyski wspomnień. Zeszłam po kilku białych i drewnianych schodkach i po chwili stałam już przy drzewach dokładnie oglądając każde z nich.
Lato, słońce, plaża. Dwójka małych dzieci goniła się po plaży głośno się śmiejąc. Miały może 3-4 lata. Chłopiec miał brązowe jak czekolada oczka i lekko kręcone na końcówkach włosy w kolorze ciemny blond. Dziewczynka miała długie, czarne loczki związane w luźnego warkocza. Miała pięć kolorowych pasemek w kolorach: zielonego, fioletowego, czerwonego, żółtego i niebieskiego. Jej duże, zielono-brązowe oczy wpatrywały się uparcie w tył głowy chłopca. Niedaleko dzieci siedziała dwójka ludzi. Kobieta i mężczyzna. Nie mieli więcej niż trzydzieści lat. Kobieta miała długie, kręcone blond włosy i czekoladowe oczy. Mężczyzna miał czarne jak węgiel włosy i zielone oczy. Leżeli na kocu rozmawiając i śmiejąc się. Wyglądali na szczęśliwych. Czego chcieć więcej? Dziewczynka potknęła się o wystający korzeń i uderzyła kolankiem o kamień. Wystraszony chłopiec szybko do niej podbiegł.
-Kaczorku, nic ci nie jest?- miał zatroskaną i wystraszoną minę. Dziewczynka spojrzała na niego i uśmiechnęła się szeroko.
-Udeźiłam się kolankiem o kamień. Na pociątku tjochę bolało, ale już pzieśtało- ciągle się uśmiechała ukazując braki w uzębieniu.
-Chodź, pokażemy to rodzicom- chłopiec pomógł jej wstać. -Mamooo, Ali potknęła się o korzeń i uderzyła kolanem o kamień. Teraz leci jej krew!- podbiegł do niej wystraszony chłopiec.
-Chodź skarbie. Nakleimy plasterek i krew już nie będzie leciała- kobieta wyciągnęła do niej ręce i wzięła ją na kolana. Wyciągnęła z torby kolorowy plasterek i nakleiła na rankę. -Do wesela się zagoi- pocałowała dziewczynkę w bolące miejsce.
-Na polepszenie humoru idziemy popływać- uśmiechnął się mężczyzna.
-Tiaaak!- krzyknęła dziewczynka i popędziła do mężczyzny podając mu rękę. Podobnie zrobił chłopiec. Weszli do wody. Byli blisko brzegu tak, że woda sięgała mężczyźnie do kolan.
-Tato, tato zobacz pływam!- krzyczał chłopiec.
-Jak tak dalej pójdzie będziesz lepszy ode mnie- uśmiechnął się mężczyzna.
-Musielkaaa! Znalaźłam musielkęęę!- krzyczała dziewczynka unosząc małą, różową muszelkę.
-Pokaż ją- wyciągnął do niej rękę mężczyzna. Zaciekawiony chłopiec podpłynął do nich. -Bardzo ładna. Może nadal mieszka w niej jakieś morskie stworzonko- mężczyzna mrugnął do dziewczynki i oddał jej przedmiot. Dzieci spojrzały na siebie porozumiewawczo.
-Chodź pokazać ją mamie!- podał jej rękę chłopie i popędzili do kobiety opalającej się na plaży.
-Mamusiuuuu! Znalaźłam musielkęęę!- podbiegły do niej szczęśliwe dzieci.
-Ale śliczna! Zrobimy z niej piękny wisiorek- uśmiechnęła się do nich kobieta.
-Tata powiedział, że może w niej mieszkać jeszcze jakieś stworzonko!- pochwalił się chłopiec.
-Myślę, że nie będzie miało nic przeciwko temu, że jego domek będzie wisiał na sznurku- kobieta puściła im oczko i wzięła muszelkę od dziewczynki, po czym zrobiła w niej małą dziurkę, nawlekła na sznurek i założyła dziewczynce na szyję.
-Też taką chcę!- krzyknął chłopiec i popędził do wody. Po chwili wrócił z podobną muszelką, a kobieta zrobiło to samo co wcześniej.
Podeszłam do jednego z drzew. Na pniu pisało: „Li i Kaczorek już na zawsze razem”. Pamiętam jak tata wyrył je w tym pniu. Przejechałam palcami po literkach wyrytych w pniu. Nagle coś mnie olśniło i popędziłam do domu. Wpadła do sypialni chłopaków wskakując na łóżko Liama.
-Li obudź się!- skakałam po nim przez co obudziłam resztę.
-Co jest?- wychrypiał.
-Chooodź- pociągnęłam go za rękę. Wszyscy posłali nam zdziwione spojrzenia. Wychodząc na zewnątrz napotkaliśmy Nialla jedzącego kanapki. Zaprowadziłam Li do drzewa, przy który przed chwilą stałam i wskazałam na napis. Chłopak wybałuszył oczy i spojrzał na mnie. -To nie wszystko- wyszczerzyłam się i schyliłam. Podniosłam kilka kamieni i odkopałam z piasku dobrze znany mi przedmiot owinięty chustką.
-One jeszcze tu są?- zapytał uśmiechnięty Liam. Pokiwałam głową i odwinęłam chustkę. Naszym oczom ukazały się dwa identyczne naszyjniki z muszelkami. Założyliśmy je na szyję.
-Coo wam jest?- przyleciał do nas Niall.
-Znalazłam nasz stare naszyjniki z muszelkami- wyszczerzyłam się.
-Czyli już kiedyś tu byliście?- ponownie zapytał.
-Tak, ale to było daaawno- zaśmiał się Li.
-Aaahaaaa. Idę dokończyć śniadanie- wyszczerzył się i wrócił do domu.
-Ja też idę się ogarnąć i coś zjeść- powiedział Li i poszedł do domu. Wzdrygnęłam ramionami i usiadłam na piasku blisko wody. Wiatr tańczył z moimi włosami. Nuciłam pod nosem McFly „Fivecolors in her hair” . Zaczęłam bawić się niesfornym loczkiem łaskoczącym mnie po twarzy.
-Tu jesteś- przysiadła się do mnie Laura z jabłkiem w ręce. Nie wiem po co był jej drugi owoc. Widząc moje spojrzenie zaśmiała się i podałam mi jabłko.
-Dzięki- wyszczerzyłam się.
-Nie wiesz czasami do będziemy dzisiaj robić?- spojrzała na mnie biorąc kolejnego gryza czerwono-zielonego owocu.
-Nie mam pojęcia- wzdrygnęła ramionami i też ugryzłam jabłko. 
-Liam mówił coś o chodzeniu po mieście- spojrzała na falującą wodę. Przyjaźniłam się ze wszystkimi dziewczynami, ale to Laura jest moją najlepszą przyjaciółką. Mamy ze sobą wiele wspólnego i wiemy o sobie wszystko.
-To zapewne będziemy chodzić po mieście- stwierdziłam.
-Zaiste milordzie- zrobiła poważną minę, a ja widząc ją zaśmiałam się.
-Milady co powiesz na mały wyścig?- poruszałam zabawnie brwiami.
-Jestem za! To znaczy wyborny pomysł milordzie- zaśmiała się.
-W istocie- wybuchnęłyśmy śmiechem. -Berek!- klepnęłam ją w ramie i zaczęłam biec przed siebie. Biegałam wokół domu, po plaży i po lesie. I tak w kółko dopóki nie padłyśmy trupem na ziemię.
-Zdycham- wysapała Laura.
-Ja też- siedziałam na piasku dysząc. -Widzę światełko. Jest takie piękne- zaczęłyśmy odwalać.
-Nie Alex! Nie odchodź! Nie zostawiaj mnie samej z tą bandą świrów!- lamentowała niebieskooka.
-Wybacz, nic na to nie poradzę- spojrzałam na nią i opadłam ciężko na piasek.
-Nieeeeeeeee!- wydarła się.
-Już mi przeszło- usiadłam i wzdrygnęłam ramionami. Spojrzałyśmy na siebie i wybuchnęłyśmy śmiechem. Z domku wyszła reszta zwabiona naszymi krzykami i śmiechami.
-Kooooteeeek!- wydarła się Laura i rzuciła się na Jasona jakby nie widziała go przez dłuższy czas. Spojrzeliśmy na nich pytająco. -No co nie widziałam go przez całą noc- zaśmiała się Laura.
-Normalnie jak Liam. Tylko, że on biegnie do kuchni z aktualną gazetą. Nie wiem co on z nią tam robi, ale wolałabym nie wiedzieć- palnęłam.
-Alex, lepiej zacznij uciekać!- skrzyżował ręce na piersi.
-Nie mam siłyyy- jęknęłam.
-Nie bój się Niall się tobą zaopiekuje i szybko odzyskasz siły- wyszczerzył się głupkowaty braciszek.
-Liamie Jamsie Payne, nie żyjesz!- wstałam z ziemi i zaczęłam go gonić po całej plaży. On śmiał się jak idiota, a ja próbowałam go dogonić. W końcu potknęłam się o wystający korzeń i runęłam na ziemię uderzając kolanem i kamień. -Ałaaaa! Znowuuuu?!- zawyłam. Wystraszony Li podbiegł do mnie.
-Kaczorku nic ci nie jest?- zapytał z przerażoną miną. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się szeroko.
-Udeźiłam się kolankiem o kamień. Na pociątku tjochę bolało, ale już pziestało- ciągle się uśmiechałam. Liam zaśmiał się pod nosem. Wszyscy spojrzeli na nas pytająco.
-Zupełnie jak 15 lat temu- powiedział Li. Z kolana leciała krew. Braciszek pomógł mi wstać i poszliśmy do domu. Usiadłam na blacie i grzecznie czekałam na opatrunek. Niall wyciągnął z szafki kolorowy plasterek i nakleił go w miejscu skaleczenia. 
-Do wesela się zagoi- wyszczerzył się.
-Czy ty chcesz mi coś zasugerować?- podniosłam brew. Horan spalił buraka.
-Eee nie, tylko tak mi się… powiedziało- odwrócił wzrok.
-Żartowałam- cmoknęłam go w policzek, a on wyszczerzył się głupkowato.-Żeby było tak jak 15 lat temu brakuje mi jeszcze dwóch rzeczy- zamyśliłam się.
-Jakich?- zapytał Li.
-Kolorowych pasemek i musielki!- wyszczerzyłam się.
-Przecież masz ją na szyi- zaśmiał się.
-A no tak. To brakuje tylko pasemek. I mamy i… taty- wyliczałam na palcach.
-Pamiętam jak uczył mnie pływać- uśmiechnął się lekko Liam.
-Mnie nie zdążył- po moim policzku spłynęła samotna łza.
-Nie smutaj Ali- przytulił mnie Louis nie dopuszczając do mnie nikogo innego. Liam i Niall posłali mu obrażone spojrzenia. -To też moja siostra- pokazał im język.
-Dobra świrki. Idziemy na miasto- uśmiechnęłam się lekko ścierając łzę.
-Yeeeea!- wrzasnął Zayn i Harry. Spojrzałam na nich dziwnie. -To znaczy jeeej, ale fajnie?- powiedzieli z mniejszym entuzjazmem. Dziewczyny też szczerzyły się jak głupie.
-Przyznajcie się. Wy po prostu chcecie zobaczyć te niesamowicie piękne dziewczyny i niemożliwie przystojnych facetów z Florydy- skrzyżowałam ręce pod biustem.
-Nie, no coś ty- machnął ręką Zay.
-Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?- prychnął Hazza.
-No właśnie skąd?- Sophie wywróciła oczami . Podniosłam brew.
-Może troszeczkę- Hazza pokazał palcami mały odcinek.
-Tak, troszeczkę- poparł go Malik.
-Odrobineczkę- zdrobniła Emily. Zaśmiałam się i wywróciłam oczami.
-Zboczuchy- stwierdziłam zeskakując z blatu. Złapałam Nialla za rękę i poszliśmy na miasto.

Dzięki wielkie za 15 komentarzy, wszystkie wyświetlenia i tak dalej, i tak dalej. No. Eeee... ten...
Założyłam tt. Proszę tam wpaść ^.^  @Blanka_Be
Do następnego.
Łejtajcie na nexta ;3