czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 45


~Ashley~


Muszę odbić Nialla! Za wszelką cenę! Po zupach do celu! Czy jakoś tak. Jest 8 rano, a ja siedzę w parku na ławce i zastanawiam się co ma ta cała Alex, a ja nie. Nagle mnie olśniło.
-Pies! Ona ma psa!- zapiszczałam i popędziłam do najbliższego sklepu ze zwierzakami. Jednak kiedy biegłam w moich czarnych szpilkach moją uwagę przykuła wystawa w pewnym sklepie. Różowe czółenka! Zawsze takie chciałam! Pewnym krokiem weszłam do środka i kupiłam te cudeńka. Kiedy miałam już to co chciałam ponownie udałam się do sklepu ze zwierzaczkami. Kiedy weszłam do środka poczułam nie przyjemny zapach. Te zwierzaczki muszą mieć strasznie brzydkie perfumy. No nic. Podeszłam do kasy gdzie stał mega przystojny chłopak. Wyczuwam ciasteczko! -Dzień dobry. Chciałam kupić pieska!- uśmiechnęłam się do niego najlepiej jak tylko mogłam.
-Interesuje panią jakaś konkretna rasa?- zapytał. Zachowywał się jakby nie widział moich uśmiechów i spojrzeń. Też coś. Ale o czym on mówił?
-Proszę?- uniosłam brew. Chłopak westchnął.
-Proszę za mną- poszedł gdzieś. Nie wiem gdzie, ale tam śmierdziało jeszcze gorzej. –Proszę wybierać- wskazał ręką na liczne klatki ze szczeniaczkami. Podchodziłam do każdej z osobna.
-Ten śmierdzi, ten jest brzydki, ten się ślini, ten dziwnie patrzy, ten jest za chudy, ten za gruby!- wskazywałam na każdego po kolei.
-Zdecyduje się pani w końcu?- zapytał chłopak stojący z tyłu.
-O ten jest słodziutki!- wskazałam na malutkiego pieska. Zapłaciłam za niego, kupiłam wszystkie potrzebne rzeczy, które od razu zaniosłam do domu. Strasznie się nudziłam więc postanowiłam iść z Cece (bo tak ją nazwałam) na spacer. Kiedy przechodziłam obok jakiegoś sklepu zobaczyłam znajomego mi psa. Wyglądał zupełnie jak kundel tej całej Alex. Moją uwagę jednak przykuło moje odbicie w szklanych drzwiach sklepu.

~Alex~


Obudziłam się równo o 9. Kurde, znowu. Dzisiaj czwartek, a jutro piątek czyli początek 6 miesięcznej trasy chłopaków. Skrzywiłam się i wstałam z łóżka nie budząc Nialla. Spojrzałam za okno. Strasznie lało, a do tego wiało. Zajebiście. Wyciągnęłam z szafy ciemne jeasny, białą koszulkę na krótki rękaw z jakimś nadrukiem i czarny sweterek w serca. Po szybkim prysznicu założyłam wcześniej uszykowane ciuchy i ubrałam czarne trampki. Poczłapałam na dół by zjeść śniadanie. Otwarłam lodówkę, a to co tam zobaczyłam wcale mnie nie zdziwiło. Pusto. Zostało tylko kilka jajek. Westchnęłam, wzięłam telefon, portfel, ubrałam czarną kurkę ze skóry, wzięłam Demona i wyszłam. Do najbliższego sklepu było kilka minut spacerkiem, więc nie musiałam się spieszyć zważając również na fakt, że wszyscy jeszcze śpią. Przywiązałam smycz Demona do słupka i weszłam do sklepu. Po zrobieniu szybkich zakupów wyszłam przed sklep z kilkoma reklamówkami w rękach. Przed sklepem stała Ashley poprawiając fryzurę. Nie zdziwiło mnie to, że przeglądała się w szklanych drzwiach sklepu. Dziwniejsze było to, że w rękach trzymała jakiegoś szczura. Miał wielkie, wyłupiaste czy i trząsł się jakby było mu zimno. Był tak szpetny, że wykrzywiłam się na jego widok. Drzwi się otwarły, a Ashley nadal poprawiała swoją fryzurkę. Odchrząknęłam znacząco, a ona dopiero teraz zorientowała się, że stoję przed nią ze zniecierpliwiona miną.
-O cześć Alex!- powiedziała mocno przesłodzonym głosem. –Co tu robisz?- zapytała głupkowato.
-Zakupy- mruknęłam. Swoje spojrzenie ponownie skierowałam na monstrum w rękach blondyny.
-Ooo zapomniałabym- machnęła ręka i zachichotała. Kątem oka zobaczyłam zbliżającego się do nas Nialla. Kiedy zobaczył z kim gadam spojrzał na mnie pytająco. Wywróciłam oczami i ponownie spojrzałam na Ashley. –Poznaj Cece. Prawda, zie slicznia z niej dziewcińka?- zapytała. Spojrzałam na szczura w jej rękach, potem na nią, później znowu na psa i na nią.
-To jest pies- powiedziałam patrząc na nią kpiąco.
-No przecież wiem- wywróciła oczami. –Czy ona wygląda na szczura?- zapytała. Yyy taaak.
-Nie o to chodzi. Cece jest facetem- wywróciłam oczami widząc zdziwienie na twarzy Asley, które za wszelką cenę próbowała ukryć.
-No przecież wiem. Nie jestem idiotką- prychnęła. Właśnie, że nią jesteś. Miałam coś powiedzieć, ale Horanek podszedł do mnie i pocałował w kącik ust.
-Cześć piękna, nie mogłaś mnie obudzić?- zapytał szczerząc się.
-Nie, nie mogłam śpiąca królewno- zaśmiałam się. –Właśnie rozmawiałam z Ashley kiedy nam przeszkodziłeś- wskazałam na blondynkę uśmiechając się sztucznie.
-O, hej Ashley- powiedział z mniejszym entuzjazmem blondynek.
-Hej Niall!- zapiszczała.
-Co to?- Horanek wskazał na szczura Ashley.
-To Cece. Kupiłam ją niedawno- zaśmiała się.
-Cece jest facetem- mruknęłam. –Bardzo oryginalne imię dla faceta- dodałam po chwili, a blondynek się zaśmiał.
-Kocham słodkie psiaczki!- zaświergoliła i pocałowała w pysk Cece, a on polizał ją po twarzy. Fu! Jak można całować szczura?!
-T o jest słodkie- wskazałam na Demona siedzącego obok mojej nogi, patrzącego na mnie pytająco i przechylającego pysk w bok. –T o jest szczur- wskazałam na Cece.
-No wiesz!- prychnęła Ashley. –Nie mam zamiaru dłużej z tobą rozmawiać- zmrużyła oczy. –Zadzwoń!- rzuciła jeszcze do Nialla i odeszła.
-Jaki szczur- wykrzywiłam się.
-Kto? Ashley czy Cece?- zapytał Horan na co ja się zaśmiałam. Razem wróciliśmy do domu i zjedliśmy śniadanie. Po zjedzonym śniadaniu usiadłam w salonie na kanapie z blondaskiem, a chłopacy biegali po domu szykując się do wizyty mamy w szpitalu. Po chwili drzwi otwarły się i wmaszerowały przez nie przebrane i ogarnięte dziewczyny. Po kolejnych pięciu minutach czekania na bandę jełopów, w końcu wszyscy byli gotowi i mogliśmy jechać. Wzięłam ze sobą Demona. Nie chciałam go znowu zostawiać samego w domu. Przez całą drogę byłam podenerwowana. Niall chyba to zauważył i złapał mnie za rękę uśmiechając się uspokajająco. Kiedy tylko samochód zatrzymał się pod szpitalem wyskoczyliśmy z niego i popędziliśmy do sali, w której znajdowałam się mama.
-Dzień dobry panie doktorze- przywitał się grzecznie Liam. Tak jak ja denerwował się. –Co z mamą?- zapytał lekko drżącym głosem. Tak jak zawsze próbował zachować spokój, ale ja go znam na tyle dobrze, by stwierdzić, że również strasznie boi się o mamę i to wszystko przeżywa.
-Już znacznie lepiej- mężczyzna uśmiechnął się do Li lekko. Odetchnęłam z ulgą.
-Możemy odwiedzić mamę?- Li zapytał z iskierką nadziej i oku.
-Oczywiście- lekarz uśmiechnął się do nas. –Tylko proszę wchodzić dwójkami- powiedział jeszcze po czym odszedł.
-Dobra, kto idzie pierwszy?- zapytał Jason.
-Liam i Alex- powiedział zdecydowanie Louis. Reszta go poparła. Uśmiechnęłam się blado do Horanka, wstałam i spojrzałam za szybę oddzielającą nas od sali mamy. Mama spała spokojnie, wyraźnie wyglądała już lepiej.
-Kaczorku, jesteś gotowa?- zapytał Li. Spojrzałam na niego i pokiwałam głową. Czułam, że jak spróbuję coś powiedzieć głos mi się załamie, a ja zaleje się łzami. Braciszek uśmiechnął się do mnie tak jak kiedyś gdy bałam się burzy i złapał mnie za rękę. Razem weszliśmy do sali z psem idącym za nami. Od razu poczułam zapach leków i tym podobnych. Usiadłam przy łóżku na niewygodnym krześle stojącym obok, a Li stanął przy mnie. Patrzyłam na nią ze łzami w oczach. Twarz miała poobdzieraną, szwy na policzku i nogę w gipsie. Mimo to na jej twarzy gościł spokój i przypominała mi dawną mamę jeszcze przed wypadkiem. Po chwili wahania złapałam ją za rękę. Była ciepła i gładka, ale inna niż przedtem. Nigdy nie lubiłam szpitali. A zwłaszcza teraz. Ostatni raz byłam w szpitalu kiedy spadłam z drzewa i złamałam sobie rękę. Pamiętam, że Liam wystraszył się wtedy bardziej niż ja. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem. –Pamiętam kiedy złamałaś sobie rękę i musieliśmy jechać do szpitala- w cichej jak dotąd sali rozbrzmiał spokojny głos Li. –Spadłaś z drzewa, a ja panikowałem bardziej niż ty, kaczorku- powiedział po czym się zaśmiał. Po chwili dołączyłam do niego. On chyba nie wie o czym ja myślę prawda? Prawda?!
-Tsaaa- wywróciłam oczami i spojrzałam na niego. –Pamiętam też kiedy miałam bliskie spotkanie z drzwiami- zachichotałam na samo wspomnienie.
-Tak, to było dobre. Twoja koordynacja ruchowa już wtedy nie była za dobra- zaśmiał się Li.
-No wiesz! Nie moja wina, że drzwi wyrosły tuż przede mną- prychnęłam.
-Wybacz kaczorku, ale kiedy tylko sobie o tym przypomnę nie mogę przestać się śmiać- powiedział przepraszającym tonem.
-Skończyło się na rozciętym łuku brwiowym, czterech szwach i urazie do końca życia- westchnęłam. Li ponownie zaśmiał się cicho. –Nie zapominajmy o tym, że wtedy również panikowałeś bardziej niż ja!- wywaliłam na jego jęzor.
-Krwawiłaś!- powiedział szybko. Ja tylko zachichotałam i wywróciłam oczami.
-Ale za to nie piszczałam w kółko: „Kaczorek krwawi! Krew! Pomooocy!”- zacytowałam Liama sprzed kilkunastu lat.
-Ja przynajmniej się tym przejąłem- wywalił na mnie jęzor. –Twoja reakcja ograniczała się do: „Li przymknij się bo głowa zaczyna mnie boleć od twoich pisków!”- teraz Li zacytował mnie. Ponownie zaśmialiśmy się tylko tym razem głośniej. Kiedy nasze śmiechy ucichły usłyszałam trzeci śmiech. Nie należał on do mnie, ani do Li. Wytrzeszczyłam gały i spojrzałam na mamę. Śmiała się!
-Mamo!- rzuciłam się jej na szyję. –Strasznie się o ciebie bałam!- wygdukałam. Po chwili Li dołączył się do uścisku. Demon wskoczył na łóżko i polizał nas wszystkich po twarzy.
-Ja też się o ciebie bałem. Nawet nie wiesz jak bardzo!- dodał braciszek.
-Nie macie się o co bać. Czuję się o wiele lepiej- powiedziała mama kiedy tylko ją puściliśmy.
-Dlaczego nie powiedziałaś nic kiedy się obudziłaś?- zapytał z pretensjami Liam.
-Chciałam wysłuchać do końca waszych komicznych opowieści- zachichotała.
-Mamooo!- powiedziałam równocześnie z Li i pokręciliśmy głowami. Już się o nią nie bałam. Byłam pewna, że z tego wyjdzie. Wszystko się ułoży. Potrzeba tylko czasu. Po chwili do sali wlazła reszta.
-Jakim cudem tu weszliście?- zapytałam lustrując ich wzrokiem.
-Lekarz powiedział, że mamy wchodzić dwójkami- dodał Li.
-No bo…- zaczął Zayn.
-My weszliśmy tu tak jakby…- Danielle szukała odpowiedniego słowa.
-Nielegalnie- dokończył za nią Niall.
-Nielegalni imigranci- poważna rzecz- przyznała mama.
-Widzę, że pani już się lepiej czuje- Elka uśmiechnęła się promiennie.
-Tak, masz racje złotko- mama odpowiedziała jej tym samym.
-Jak ciocię tutaj traktują? Dobrze?- zapytał Jason.
-Ależ oczywiście! Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie- przyznała. –Ale i tak dziękuję, że pytasz Jasonku- jak zwykle mama zdrobniła jego imię. Zachichotałam na dźwięk zdrobnienia.
-Jasonek. Podoba mi się- Laura zrobiła zamyśloną minę.
-Ooo stary- Lou poklepał pocieszająco Jasona po ramieniu. –Ona ci tego nie odpuści!- powiedział.
-Masz rację braciszku!- Laura wyszczerzyła się złowieszczo.
-Nie chciałabym przeszkadzać wam w tej jakże ciekawej wymianie zdań, ale Niall jest głodny, Zayn musi siusiu, Harry dziwnie patrzy na Em, a Emily wcina żelki Hazzy- przerwała im Sophie. Wszyscy w pomieszczeniu zanieśli się śmiechem. Kiedy się uspokoiliśmy wszyscy umilkli i spojrzeli wymownie na mnie i Li.
-Wydaje mi się, że musimy im pomóc kaczorku. Znowu- szepnął do mnie Li. Zachichotałam i przytaknęłam mu skinieniem głowy.
-Sophie znajdź pielęgniarkę i zapytaj gdzie jest łazienka- zarządził Li.
-Potem idź z Zaynem. Znając jego możliwości zgubi się po chwili- dodałam. Soph przytaknęła nam i pociągnęła Zayna za rękę na korytarz.
-Emily oddaj żelki Harremu- powiedział Li patrząc na blondynkę znacząco.
-A ty Harry przestań się tak na nią gapić- wywróciłam oczami. Wilson zrzędząc pod nosem oddała żelki Stylesowi, a on cmoknął ją w policzek i zaczął się nimi zajadać. Widząc błagalne spojrzenie blondyny podzielił się z nią nimi. W jego wykonaniu to było mega poświęcenie. Dla panny Wilson natomiast, to było mega słodkie.
-Niall, chodź. Idziemy poszukać jakiegoś automatu z jedzeniem- wyszczerzyłam się, złapałam blondi za rękę i wyciągnęłam go na korytarz rozglądając się za jakimś automatem.
-Wiedziałam, że ty i twoja siostra macie władczy charakter, ale nie wiedziałam, że aż taki!- słyszałam jeszcze moją mamę po czym zniknęliśmy za zakrętem.

No, nie powiem. Tym razem w miarę szybko poradziliście sobie ze zgromadzeniem komentarzy. 
Ale nie to teraz jest najważniejsze. Jak pewnie już wiecie, wielkimi krokami zbliżamy się do końca tego bloga. Tak więc postanowiłam stworzyć nowego. Oczywiście rozdziały zaczęłam pisać już wcześniej, ale dopiero teraz go utworzyłam. A tutaj macie linka: http://this-is-narnia.blogspot.com/
I żeby było jasne, blog nie opowiada o Narnii tak ja jest w linku. Po prostu chciałam wymyślić jakiś krótki, łatwy do zapamiętania adres, a że niedawno oglądałam ten film to jakoś tak samo wyszło.
Jak na razie nie ma tam żadnych postów, ale niebawem coś doda (tylko muszę najpierw skończyć się męczyć z pewną sprawą), ale możecie już dodawać do obserwujących. No i macie już bohaterów w zakładce "Bohaterowie".
Jak po świętach? Zadowoleni?
Już pojawił się pierwszy rozdział na Crazy world of Charlie. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu :3
To chyba wszystko.
Łejtajcie na nexta! :3

piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział 44


~Alex~


Usiadłam obok mojej blond piękności i w ciszy wpatrywałam się w jeden, nie znany mi bliżej punkt. Czułam na sobie wzrok Nialla i Nicka. Ten punkt na ścianie zaczął się ruszać. Wytężyłam wzrok. Wzięłam w rękę zwiniętą gazetę i podeszłam do ruchomego punkciku. Nick i Niall stali tuż za mną.
-Aha!- wskazałam na robala.
-Aaaa pająk!- pisnął Nick i schował się za śmiejącym się blondynkiem.
-Piszczysz jak baba- wywróciłam oczami. –Poza tym to tylko malutki pająk- zgarnęłam go na gazetę. Nagle pająk zaczął się dziwnie ruszać. –Przerażający i krwiożerczy pająk- dodałam po chwili. –Niall weź to ode mnie!- pisnęłam. Horan zaśmiał się i wyrzucił pająka przez okno. W tym czasie ja i Nick staliśmy skuleni i przytuleni do siebie.
-Piszczysz jak baba- prychnął Jeferson.
-Bo ja JESTEM babą!- wywróciłam oczami.
-Seeerio? Nie zauważyłem- Nick wyszczerzył się perfidnie. Zmroziłam go spojrzeniem.
-Bo zaraz karze Niallowi przynieść to monstrum z powrotem- warknęłam. Chłopak przełknął głośno ślinę i już się nie odzywał. Wyszczerzyłam się zwycięsko. Po chwili Horan wrócił do nas.
-Już?- zapytał Nick. Horan pokiwał głową śmiejąc się. Razem z Jefersonkiem odetchnęliśmy głęboko i opadliśmy na kanapę.
-A moja nagroda?- naburmuszyła się blondi.
-Co masz na myśli?- uniosłam brew.
-Buzi- wyszczerzył się. Zanim zdążyłam zareagować, Nick rzucił się na mojego chłopaka i pocałował go w policzek. –Pojebało cię?!- warknął Horan wycierając z obrzydzeniem swój ośliniony policzek. Nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. –Bardzo śmieszne- fuknął Niall i walnął focha. Wywróciłam oczami i cmoknęłam go w usta.
-Przepraszam, już nie będę- przytuliłam go, a on wyszczerzył się jak debil. Po chwili zorientowałam się, że tylko nasza trójka jest na dole. Wszystkich gdzieś wywiało. –Gdzie reszta? Jakoś tak dziwnie tu cicho- spojrzałam w niebieskie oczka blondaska.
-Nie mam pojęcia- rzucił wpatrując się w moje paczadła. Nagle Nick dostał wiadomość.
-Wybaczcie, ale muszę już iść. Mamuśka wzywa- wyszczerzył się i wyszedł.
-Wolałabym nie wiedzieć co on będzie robił z tą mamuśką- wykrzywiłam się, a Niall się zaśmiał. Nagle z góry dobiegł niewyobrażalnie głośny huk. Oboje spojrzeliśmy w kierunku schodów.
-Trzeba by to sprawdzić- powiedział Horan.
-Mhm- mruknęłam bez przekonania. Po chwili ze schodów zbiegł szczekając Demon, a za nim biegł Zayn. Pies biegał wokół kanapy, a mulacik próbował go złapać. Zauważyłam, że czworonóg jest cały mokry, na pysku i karku miał pianę. Podobnie Malik. –Zayn- próbowałam go zatrzymać. Nawet na mnie nie spojrzał. –MALIK!- wrzasnęłam. Jak na zawołanie pies i chłopak zatrzymali się przed kanapą dysząc.
-T- tak?- wybąkał drżącym głosem chłopak.
-Co się dzieje do góry?- zapytałam lustrując go wzrokiem.
-Niiiiiic- przeciągnął. Zmarszczyłam brwi. Po chwili słychać było jakby dźwięki wylewanej wody.
-MALIK!- warknęłam ponownie.
-To nie moja wina!- krzyknął od razu. –To Harry!- powiedział szybko. Wstałam z kanapy i podeszłam do niego. Chłopak przełknął głośno ślinę.
-Dobry chłopczyk!- poklepałam go po głowie i pociągnęłam śmiejącego się Horana w stronę schodów, które były… mokre?! Taa, mokre. Zayn podążał tuż za nami ciągnąć Demona. Na piętrze panowało istne piekło. Liam i Danielle wycierali mokrą podłogę, Sophie i Emily wynosiły wszystkie ręczniki, wiadra i mopy z łazienki, Jason i Laura zamykali szczelnie drzwi od wszystkich pokoi i szczeliny zapychali ręcznikami, Eleanor i Louis wyskoczyli z łazienki cali w pianie wycierając się ręcznikami, a kiedy mnie zobaczyli automatycznie wskazali na osobę znajdującą się w pralni. Wkurzona szłam przez zalany korytarz omijając każdą przeszkodę. Horan kroczył dzielnie za mną. Kiedy przekroczyłam próg pralni ujrzałam białą pianę wielkości góry lodowej i Harrego szarpiącego się z pralką. Był calutki mokry, dosłownie, woda kapała z niego i jego loczków. Styles kiedy mnie zobaczył jęknął, przeklnął i zaczął wycofywać się do tyłu. –HARRY! Coś ty narobił?!- warknęłam.
-Chciałem zrobić pranie i niechcący wsypałem całe opakowanie proszku do prania…- powiedział cichutko.
-Niechcący?- uniosłam brew.
-No, opakowanie postawiłem na chwilę na pralce i zacząłem wrzucać do niej rzeczy. Kiedy skończyłem opakowania już nie było, a z pralki zaczęła wychodzić piana- wyjaśnił. Uniosłam brew. –Niechcący musiałem strącić opakowanie i wrzucić do pralki razem z ciuchami- wzdrygnął ramionami. Widząc moją minę zbladł. –Tylko nie w twarz!- zakrył się rękoma.
-Idiota!- podsumowałam i podeszłam do niego. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, ten idiota Styles dał nura w pianę. –Styles debilu wyłaź- warknęłam. Piany ciągle przybywało co zaczęło mnie mocno irytować. Jakoś podeszłam do pralki i odłączyłam ją od prądu. Produkcja piany zatrzymała się. Nawet nie zauważyłam, że wszyscy stoją w progu i przyglądają się moim poczynaniom. –Nie stójcie tak. Do roboty ! Trzeba pozbyć się tej piany i doprowadzić do porządku korytarz- zarządziłam. Po chwili wszyscy zajmowali się ścieraniem piany z podłogi. Myślenie jak pozbyć się piany z pralni zajęło mi trochę  czasu, ale w końcu mnie olśniło. Doczłapałam do okna i otwarłam je. Część piany wyleciała od razu. Reszty pozbyłam się za pomocą wiadra. Kiedy wysprzątałam pralnie z białej zarazy zobaczyłam Hazze siedzącego na pralce z zamkniętymi oczami. Podeszłam do niego i puknęłam go w ramię. Ten otworzył oczy i spojrzał na mnie zdezorientowany. Rozejrzał się po pralni i otwarł japę ze zdziwienia.
-Jak ty to…- zaczął.
-Ma się swoje sposoby- wyszczerzyłam się, a lokaty do mnie dołączył. –Kara cię nie ominie- dodałam, a on jęknął.
-Co mam zrobić?- zapytał wzdychając.
-Doprowadzić pralnię do użytku i pozbyć się piany z podwórka- wskazałam na okno. Styles spojrzał na mnie pytająco i wyjrzał przez okno.
-Jak mam się jej niby pozbyć?!- zapytał.
-To już twój problem- wzdrygnęłam ramionami. –Lepiej bierz się do pracy, jest 17, a my jutro z samego rana jedziemy do szpitala odwiedzić moją mamę. Do tego czasu masz to sprzątnąć- powiedziałam, a chłopak ponownie jęknął. Zaśmiałam się pod nosem i opuściłam pralnie. Kiedy wyszłam na korytarz zauważyłam, że jest już suchy. Kiedy zeszłam do salonu, zauważyłam, że wszyscy siedzieli na kanapie i oglądali Toy Story 2. Oho, czyżby Liam miał pilota? Kiedy podeszłam bliżej zauważyłam, że Liam jest wpatrzony w ekran, a reszta je popcorn i zajmując się sobą. W końcu Lou zauważył moją obecność.
-Eee Alex?- wybąkał niepewnie.
-Co?- spojrzałam na niego.
-Jesteś cała mokra- wskazał na mnie. Spojrzałam na swoje ciuchy. Kapało z nich.
-Fuck- rzuciłam pod nosem i spojrzałam błagalnie na Nialla.
-No dobra- mruknął. –Chodź- złapał mnie za rękę i pociągnął do swojego pokoju. –Nie żebym miał coś przeciwko pożyczaniu ci swoich ciuchów, ale…- zaczął szperając w szafie. Spojrzałam na niego pytająco. –Mieszkasz obok. Dlaczego nie pójdziesz po własne ciuchy?- zapytał.
-Bo mi się nie chce- wzdrygnęłam ramionami, a on pokręcił głową ze śmiechem i rzucił mi swoją koszulkę i krótkie spodnie. Wyszczerzyłam się, cmoknęłam go w policzek i poszłam do łazienki. Kiedy się przebrałam ponownie zeszłam na dół. Dopiero teraz zauważyłam, że dziewczyny ubrane są w ciuchy chłopaków. Najwyraźniej one też musiały zmoknąć i nie chciało im się przejść kilku metrów do domu.
-Wiecie, przez to całe sprzątanie zrobiłem się głody, więc…- zaczął Niall.
-Więc trzeba zrobić kolację- dokończyłam za niego.
-Ja nie mam siły- jęknął Zay, a reszta mu przytaknęła długim jęknięciem.
-W takim razie zamawiamy pizze!- wyszczerzył się Jason. Nikt nie zaprzeczył więc po chwili Louis łaził w kółko po salonie zamawiając pizze.
-Ale jak to nie ma pizzy z marchewkami?! Pan sobie ze mnie żartuje?!- nawijał oburzony. Spojrzałam na niego pytająco, a on zaczął gestykulować. Chyba chciał mi powiedzieć, że mam poczekać chwilę. Wzdrygnęłam ramionami i wróciłam do gapienia się na gadające zabawki, czyli Liam ma pilota 2. Po chwili Tommo rozłączył się i usiadł na kanapie z wkurzoną miną. Uniosłam brew. –Wyobraźcie sobie, że nie mają pizzy z marchewką!- powiedział w końcu.
-Co?! Co to w ogóle jest za pizzeria?!- fuknął Zayn.
-No właśnie. Pewnie jakaś badziewna- dodała Eleanor.
-Idę po marchewkę- rzucił wkurzony Lou i poczłapał do kuchni.
-Mam pytanie- podniosłam rękę. –Czy w jakiejkolwiek pizzeri robią pizze z marchewką?- zapytałam lustrując wszystkich wzrokiem.
-Nie- powiedział krótko Liam. Hmm, okaay? Po jakiejś godzinie nasza pizza została dostarczona. Oczywiście nie obyło się bez kazania na temat ważności marchwi i sensu dodawania jej do pizzy. Biedny dostawca, musiał wysłuchiwać tego kazania.
-Dlatego należy dodawać marchwi do pizzy- zakończył Louis.
-Eee, dobrze. Porozmawiam na ten temat z szefem. Smacznego i dobranoc!    - dostawca pożegnał się i odjechał nim Louis zdążył otworzyć buzię. Usatysfakcjonowany Tomlinson dosiadł się do nas i zaczął konsumować zwoją pizze z marchewkami. Zapewne zastanawiacie się skąd wzięła się marchewka w pizzy Lou? Już wyjaśniam. Kiedy tylko ją przywieźli, wyjęliśmy parę marchewek z lodówki i dodaliśmy je do pizzy Tomma. Po chwili z góry zszedł wyczerpany Haroldzik.
-Piana, dużo piany- mruknął wchodząc do kuchni. –O popatrz, jednorożec!- wskazał gdzieś i opadł na ziemię z wielkim hukiem. Podeszliśmy do niego i posadziliśmy na krześle. Po chwili otworzył swoje zielone ślepia i patrzył na nas pytająco. –Co się… pizza!- krzyknął i zaczął jeść. Wywróciłam oczami i wróciłam do jedzenia mojej porcji. Kiedy zjedliśmy wróciliśmy do salonu. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 19: 35.
-Ja już będę się zbierać- powoli zwlekłam swoje zwłoki z kanapy.
-Nie idź!- zatrzymał mnie Horanek.
-No skoro nalegasz- wyszczerzyłam się i wróciłam na dawne miejsce.
-I tak byś nie poszła do domu, prawda?- zapytał blondasek.
-Nie- wzruszyłam ramionami. Niall zaśmiał się i cmoknął mnie w usta. Po obejrzeniu kilku, a mianowicie dwóch, tandetnych filmów wszyscy poszli do swoich pokoi. Kiedy zakończyłam swoją wieczorną toaletę rzuciłam się na łóżko blondaska. Na jego nieszczęście on już tam leżał.
-Ałaaa- jęknął.
-Wybacz- mruknęłam i położyłam się w normalnej pozycji. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jutro jedziemy do szpitala. Do mojej mamy. Bo miała wypadek. Westchnęłam.
-Kotek- szepnął Niall. –Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz- przytulił mnie mocno.
-Wiem- szepnęłam. Trwając w uścisku zasnęłam.

No dobra. Może na początek pytania od Amy:
1. Czym się kierujesz w życiu?
Hm, trudno powiedzieć. I jakby też trochę nie rozumiem pytania, ale może to dlatego, że od rana ubierałam choinkę, tsaaa. Wracając, eee może tym, że trzeba być szczerym nawet jeśli to może zaboleć. Ale przeważnie to mnie bardziej boli kiedy już wyznam tę prawdę -.-
2. Optymizm, realizm, pesymizm i dlaczego?
Czasem, to czasem to, a kiedy indziej to. Zależy od powagi sytuacji i tak dalej, ale z reguły jestem optymistką,  która stąpa mocno po ziemi. Trochę dziwne połączenia, ale cóż. Ja cała jestem dziwna.
3. Wykonawca, którego możesz polecić?
Green Day, 1D, Jason Mraz i pewnie napisałabym kogoś jeszcze, ale wypadło mi to z głowy.
4. Masz do dyspozycji trzy dowolne życzenia. O co prosisz?
Chciałabym mieszkać w Londynie, pokój na świecie (wiadomości byłyby nudne, ale cóż) i super moc taka jak czytanie w myślach, albo coś. Zawsze chciałam mieć jakąś super moc. Byłabym super bohaterką, czy jakoś tak.
5. Masz słabość do...?
Czekolady, dobrych książek, słuchania muzyki, czekolady, owoców, wkurzania ludzi, czekolady... wspominałam już o czekoladzie?
6. Ulubiony cytat?
Hm, obecnie nie posiadam, ale jest wiele cytatów, które są ciekawe. Jednak ja nie posiadam ulubionego i nie używam go w życiu.
7. Kogo cenisz sobie najbardziej i dlaczego?
Cenie sobie szczerych i miłych ludzi, którzy nie boją się tego co pomyślą o nich inni. Zawsze chciałam taka być, ale nie jestem do końca pewna czy mi to wychodzi. 
8. Jakie uczucie w tobie dominuje?
Hm, aktualnie zmęczenie, ale na co dzień to radość, czasem smutek i nutka powagi.
9. Bez czego nie możesz żyć?
Bez dobrej książki, muzyki i pisania. To wszystko czego mi potrzeba żebym była szczęśliwa.
10. Co uważasz za swoją najgorszą wadę?
Chyba to, że tłumie w sobie uczucia. No cóż, jakbym powiedziała NA SERIO to co myślę, to wszyscy odwróciliby się ode mnie. Mhm -.-
11. Co uważasz za swoją najlepszą zaletę?
Nic.

Następny rozdział pojawi się kiedy zbierzecie 15 komentarzy. I nawet jeśli zbierzecie to 15 komentarzy, to nie wiem czy wyrobie się z dodaniem. No wiecie, święta, sprzątanie, rodzina i tak dalej.

Dobra. Teraz czas na ochrzan. Ostatni rozdział dodałam jakieś 3 tygodnie temu. Obserwujących jest 60 i przez 3 tygodnie, TRZY TYGODNIE, nie mogliście zebrać marnych 15 komentarzy. I tak te pod ostatnim rozdziałem nie były zebrane fair, bo jedna osoba dawała. kilka komentarzy zamiast jednego.
Rozumiem, że ta historia mogła się wam znudzić i tak dalej, ale wytrwajcie jeszcze trochę. Wszystkich rozdziałów jest 51, więc do końca nie zostało dużo.
Moje zdolności pisarskie znacznie się poprawiły od czasu tego bloga, i na prawdę następne opowiadania wychodzą mi o wiele lepiej. 
Więc proszę was, wytrzymajcie jeszcze trochę.
To wszystko o czym chciałam was poinformować.
Jezu, i ta moja pamięć. Nawet o życzeniach zapomniałam! Gosh...
No, wracając do życzeń...
Wszystkiego najlepszego, bogatego gwiazdora, smacznego jajka, nie czekajcie, to chyba nie te święta...
Mniejsza. W każdym bądź razie jakoś nie mam teraz ochoty ani weny na pisanie życzeń, więc zastosuje stary i sprawdzony sposób.
NAWZAJEM! xx
No, to tyle. Ale teraz na serio to wszystko.
Tak więc... JEDNOKIERUNKOWYCH ŚWIĄT!
I jak zawsze:
Łejtajcie na nexta !