środa, 30 stycznia 2013

Rozdział 49


~Alex~


Otwarłam drzwi, a moim oczom ukazało się… nic. Rozejrzałam się dokładnie dookoła. Pusto. Spojrzałam w dół. Na wycieraczce leżał koszyczek, a w nim jakaś płyta. Uniosłam brwi i podniosłam koszyczek po czym ponownie rozejrzałam się dookoła. Wzdrygnęłam ramionami i weszłam do środka. Koszyczek położyłam na stoliku, a płytę włożyłam do odtwarzacza DVD. Reszta rozmawiała głośno i nic nie słyszała. Zamyślona usiadłam na kanapie. Po chwili na ekranie pojawiło się pięć wyszczerzonych, dobrze mi znanych twarzy.
-Hej Alex!- powiedzieli chórem.
-Chcieliśmy ci życzyć wszystkiego najlepszego- zaczął Li.
-Spełnienia marzeń- dodał Zayn.
-Szczęścia- dodał Harry.
-Przystojnego chłopaka- Lou wyszczerzył się szeroko.
-To już ma- Niall wypiął dumnie pierś.
-Taaa, powiedzmy, że tak- odparł Tommo bez przekonania. Widząc minę blondaska zachichotałam cicho.
-Chcesz coś przez to powiedzieć?- zapytała blond piękność mrużąc oczy.
-Hej! To świąteczne nagranie dla Alex! Przestańcie się kłócić- Li zgromił ich spojrzeniem, a oni się uspokoili.
-Zapewne zastanawiasz się skąd wiedzieliśmy, że to właśnie ty otworzysz drzwi?- zapytał Harry. –Nic prostszego. Do przewidzenie było to, że właśnie ciebie wyślą by je otworzyć- uśmiechnął się.
-Chcę żebyś wiedziała, że bardzo cię kochamy- powiedział Li.
-Tak samo jak resztę- dodał Lou.
-A tak na marginesie- wtrącił Zayn. –Mogłabyś otworzyć nam drzwi?- zapytał.
-Trochę zarznęliśmy- dodał Hazza. Po chwili nagranie się skończyło. Uniosłam brwi i ponownie podeszła do drzwi. Otwarłam je, a moim oczom ukazały się cztery uśmiechnięte twarze.
-O rzesz kurwa- wybąkałam totalnie zszokowana. 
-Dzięki za miłe przywitanie- powiedział śmiejąc się Lou. -Wcześniej skończyliśmy trasę- wyjaśnił.
-Co to za święta bez rodziny?- zapytał retorycznie Li.
-Zresztą strasznie nam was brakowało- dodał Zayn.
-Taaa. Potwornie się stęskniliśmy- stwierdził Harry. Zakryłam usta dłonią próbując zamaskować zdziwienie.
-Witajcie w domu świry!- pisnęłam uśmiechając się starając się nie rozpłakać i przytuliłam mocno każdego.
-Co tak długo? Właśnie zastanawialiśmy się kto…- Danielle urwała widząc chłopców. –Przyjechał- dokończyła stojąc w miejscu i uśmiechając się szeroko. –Wróciliście!- uśmiechnęła się szerzej i rzuciła na Li. Ten mocno ją do siebie przytulił i gładził po włosach.
-Co to za krzyki?- zapytała Emily łapiąc się pod boki. Za nią stała reszta. –O kurde- wytrzeszczyła gały. –Hazzuś!- pisnęła i rzuciła się na szyję swojemu chłopakowi. 
-Zaynek!- zawtórowała jej Soph.
-Marcheweczko! Wróciłeś!- El uśmiechnęła się szeroko i podbiegła do swojego chłopaka po czym mocno go przytuliła. Mama, Laura i Jason stali z boku i szeroko się uśmiechali. Kiedy wszyscy się ze sobą przywitali zorientowałam się, ze brakuje jednego członka zespołu. Dla mnie tego najważniejszego.
-Gdzie Niall?- zapytałam.
-No bo widzisz…- zaczął Zayn drapiąc się po głowie.
-Musiał coś załatwić i nie mógł z nami przyjść- dokończył za przyjaciela lokaty.
-Mówił, że to bardzo ważne- Malik wzdrygnął ramionami. Westchnęłam. Tak bardzo chciałam go zobaczyć, przytulić, pocałować.
-Wszystko dobrze kaczorku?- zapytał Li. Uśmiechnęłam się lekko i pokiwałam głową.
-No dobrze. Chodźmy zatem do jadalni- powiedziała mama. Wszyscy ruszyli do jadalni, a ja jeszcze przez chwilę patrzyłam na drzwi z nadzieją, że za chwilę stanie w nich Niall. KLIK Po chwili czekania nikt nie przyszedł. Westchnęłam i ruszyłam do jadalni. W pół kroku zatrzymał mnie dzwonek. Uśmiechnęłam się szeroko i ruszyłam biegiem do drzwi. Kiedy je otwarłam ujrzałam Nicka i jego dziewczynę, Diane.
-Wesołych świąt Alex! Mam nadzieję, że się nie spóźniliśmy?- zapytał uśmiechając się szeroko.
-Wesołych świąt- powiedziałam uśmiechając się z lekkim rozczarowaniem. –Wchodźcie- wpuściłam ich do środka.
-Gdzie reszta?- zapytał Nick pomagając zdjąć płaszcz Dianie.
-W jadalni- odpowiedziałam.
-Dzięki- uśmiechnął się do mnie i ciągnąc za sobą radosną Diane poszedł do jadalni.
-Louis nie zapalaj tych lampek!- usłyszałam wrzask mamy. Po chwili w całym domu nie było prądu. O to im chodziło. Smutna klapnęłam na kanapie i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Spojrzałam na tapetę i mimowolnie się uśmiechnęłam. Było to stare zdjęcie z czasów kiedy się jeszcze przyjaźniliśmy. Niall miał na głowie moją czapkę pandę i robił śmieszną minę, a ja siedziałam obok i śmiałam się z niego. Ponownie westchnęłam. Dopiero teraz odczułam jak strasznie mi go brakuje. Zaczęłam wspominać te wszystkie chwilę spędzone razem. Pamiętam kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, gdy pochłaniał paczkę chipsów. Pamiętam jak wtedy na mnie patrzył. Nie wiem jak mogłam tego wcześniej nie dostrzegać, jak mogłam nie dostrzegać JEGO. Koło siebie miałam takiego wspaniałego chłopaka. Gdybym wcześniej się o tym przekonała, oboje uniknęlibyśmy wielu rozczarowań i cierpienia. Z rozmyślań wyciągnął mnie kolejny dzwonek do drzwi. Wstałam z kanapy i bez entuzjazmu je otwarłam. Ktoś stał do mnie tyłem opierając się o framugę. Ubrany był w czerwone trampki i beżowe, trochę obcisłe spodnie. Spod zimowej kurtki wystawał skrawek czerwonej bluzy. Zauważyłam, że oddychał ciężko, jakby biegł. Mój wzrok zatrzymał się na blond czuprynie. Przyłożyłam dłonie do serca i poczułam, że po policzku spływa mi samotna łza.
-Wróciłeś- szepnęłam cicho, prawie niedosłyszalnie, jednak nie dla NIEGO. Chłopak odwrócił się do mnie przodem. Miał zaczerwienione policzku od mrozu i rozwiane przez lodowaty wiatr włosy. Jego usta wygięte były w uroczym uśmiechu. Głębokie, niebieskie oczy patrzyły na mnie ze znajomymi iskierkami. Wyciągnął rękę w moim kierunku i starł łzę z mego policzka ciągle patrząc mi w oczy.
-Wróciłem- wyszeptał. –Dla ciebie- dodał po chwili. Nie czekając dłużej rzuciłam się mu na szyję uśmiechając się szeroko.
-Wróciłeś!- powiedziałam już głośniej. 
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak za tobą tęskniłem- powiedział. Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale choć go nie widziałam słyszałam jak się uśmiechał. –Każdy dzień bez ciebie był udręką. Nie chcę tego więcej. Nie potrafię bez ciebie żyć. Jesteś moim powietrzem, moim całym światem- odsunął mnie kawałek od siebie. Uśmiechałam się pozwalając łzom swobodnie spływać. Niall złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. –Szaleje z tobą. Szaleje bez ciebie. Szaleje jeśli cię nie ma obok. Zwariowałem z miłości- oznajmił i złożył na moich ustach namiętny pocałunek pełen uczucia. Całował mnie tak, że zakręciło mi się w głowie i przestałam myśleć. Liczył się teraz tylko on. W końcu odsunęliśmy się od siebie dysząc.
-Kocham cię- wyszeptałam. Niall uśmiechnął się szeroko, odsunął się o krok w tył i szukał czegoś w kieszeni. Patrzyłam na niego nie wiedząc co za chwilę zrobi. W końcu wyciągnął z kieszeni bluzy małe, czerwone pudełeczko i przyklęk na jedno kolano. Zakryłam usta dłonią patrząc jak uśmiecha się do mnie nerwowo.
-Alex, co jest z tob…- Laura urwała patrząc na Nialla. –O mój Boże! Chodźcie tu wszyscy!- krzyknęła, a po chwili reszta stała za nią. Nikt nie powstrzymał się od zdumionego westchnienia.
-Alexandro Bianco Payne jesteś jedyną kobietą, którą pokochałem bardziej niż jedzenie, a nawet moją mamę. Jesteś światłem, które rozświetla moje nudne życie. Dzięki tobie moje życie nabrało sensu. Mam dla kogo żyć, codziennie wstawać rano. Kocham cię całym sercem. Alex, uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?- zapytał nerwowo przeczesując włosy. Chciałam coś powiedzieć, ale nie potrafiłam. Patrzyłam na niego osłupiała. Czy jestem gotowa? Czy jestem gotowa by zostać jego żoną? Czy jestem gotowa by być z nim do końca życia? Czy jestem gotowa by zostać Alexandrą Biancą Horan? Spojrzałam w zdenerwowane niebieskie oczy i już znałam odpowiedź. Oczywiście, że byłam gotowa. Kocham go jak jeszcze nikogo dotąd. Chcę spędzić z nim resztę życia. Chcę zostać jego żoną.
-Alex odpowiedz wreszcie!- ponagliła mnie Danielle. Uśmiechnęłam się szeroko widząc jak Niall wierci się niespokojnie.
-Wspominałem już, że cię kocham?- zapytał uśmiechając się lekko. Zaśmiałam się.
-Kiedyś coś takiego powiedziałeś- nie przestawałam się uśmiechać.
-Więc jak będzie? Zostaniesz moją żoną i urodzisz moje dzieci byśmy mogli je razem wychować czy nadal będziesz siedzieć przed telewizorem oglądając argentyńskie telenowele jedząc żelki?- zapytał trochę spokojniej.
-Hmmm daj pomyśleć- zrobiłam minę myśliciela. –Żelki są bardzo kuszące- zaczęłam, a Niall westchnął smutno. –Ale wolę do końca życia być z człowiekiem, którego strasznie kocham i wychowywać jego dzieci- uśmiechnęłam się szeroko. Niall spojrzał na mnie zbity z torpu. –Tak- odparłam.
-Co „tak”?- zapytał.
-Zostanę twoją żoną głuptasie- zaśmiałam się. Niall uśmiechnął się szeroko i drżącymi rękoma wsunął pierścionek na mój palec. Spojrzałam na pierścionek uśmiechając się szeroko, a potem pocałowałam mojego blondaska prosto w usta. Reszta wiwatowała radośnie. 
-Ja chcę zostać druhną!- krzykną Lou. –Mogę nawet założyć sukienkę- zaoponował.
-Ja chcę zostać chrzestnym!- krzyknęli wspólnie Harry i Zayn, a po chwili spojrzeli na siebie wrogo. Oderwaliśmy się od siebie śmiejąc się.
-Gratulacje!- krzyknął Li. Wszystkie dziewczyny i mama łkały cicho.
-Skoro Lou będzie druhną to ja chcę być świadkiem- powiedział Jason.
-Ja też- dodał Nick. Po chwili chłopacy otoczyli Nialla, a mi na szyję rzuciły się płaczące dziewczyny. Po chwili dołączył do nich Lou.
-To było takie piękneeee!- powiedział płacząc. Zaśmiałam się widząc miny dziewczyn. –No co? My druhny musimy się wspierać- powiedział po chwili. Nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Po chwili wszyscy weszli do środka. Niall i ja staliśmy jeszcze przez chwilę w progu patrząc na nich i uśmiechając się szeroko.
-Idziemy?- zapytał unosząc brew i wystawiając do mnie ramię.
-Idziemy- odparłam łapiąc go pod ramię. Uśmiechając się szeroko mój narzeczony i ja dołączyliśmy do reszty. „Mój narzeczony i ja” jak to dziwnie brzmi. Tak inaczej. Nie znaczy to jednak, że gorzej. Lepiej będzie brzmieć tylko „mój mąż i ja”.
-Nie musicie się martwić. Wspólnie ustaliłyśmy, że zajmiemy się przygotowaniem wesela- powiedziała Laura.
-To będzie wspaniała uroczystość!- ucieszyła się Diana. Spojrzałam pytająco na Nialla. Uśmiechnął się do mnie i kiwnął głową.
-Jeśli wy je przygotujecie to na pewno- uśmiechnęłam się do nich. Chłopcy w tym czasie zaczęli omawiać wieczór kawalerski Nialla. Słysząc ich propozycje kręciłam głową i śmiałam się. Po zjedzonej kolacji nadszedł czas na prezenty. Wszyscy usiedli w salonie i patrzyli na choinkę.
-Kto pierwszy?- zapytała mama. Wszyscy patrzyli na siebie. Mama westchnęła. –Niech zgadnę, zapomnieliście kupić prezenty, tak?- zapytała. My pokiwaliśmy zgodnie głowami. –Myślałam, że będzie tyle prezentów, że nie zauważycie, że ja też nic nie kupiłam- uśmiechnęła się. Wszyscy się zaśmiali.
-Dla mnie i tak te święta będą wyjątkowe- przyznał Niall przytulając mnie mocno.
-Dla nas wszystkich takie będą- przyznała mama. Resztę wieczoru minęło nam na rozmowie i jedzeniu pierników. Każdy cieszył się swoim towarzystwem. Nie obyło się oczywiście bez tematu naszego ślubu. Ze śmiechem słuchałam jak mama i dziewczyny rozmarzają się i składają różne propozycje co do muzyki, dekoracji, sukni, a nawet fryzury. Musze jednak przyznać, że nigdy w życiu nie zapomnę tych świąt. Są naprawdę wyjątkowe. Z radością będę je wspominać. Już do końca życia będę wdzięczna czworonogowi śpiącemu na dywanie, przed kominkiem. Gdyby nie on nie poznałabym chłopców, nie dowiedziałabym się, że mam mamę i, że Li to mój brat, nie siedziałbym tu teraz z pierścionkiem zaręczynowym na palcu i nie wysłuchiwała jak dziewczyny i mama prowadzą dyskusję na temat sukni, a chłopcy sprzeczają się o rodzaj alkoholu na wieczór kawalerski. Jestem mu za to cholernie wdzięczna. Kilka małych czynów wywróciło mój świat do góry nogami. Nareszcie jestem szczęśliwa. Znalazłam swój ósmy kolor tęczy. Mój ma kolor błękitnych tęczówek Nialla.

Co myślicie? Podoba się wam?
Wybaczcie, że nie dodałam wcześniej, ale nie miałam czasu. No wiecie szkoła, dom i wiele innych. Ale dzisiaj znalazłam chwilę.
Tak z innej beczki to... do końca opowiadania został już tylko jeden rozdział i epilog.
I jeszcze jedno. Wybaczcie, ale nie mam siły odpowiadać na wasze pytania w związku z tym... eee, no z tą zabawą czy coś, której nazwy nie potrafię zapamiętać. Przepraszam Was bardzo, ale mam  nadzieję, że zrozumiecie.
Hm, to tyle.
Łejtajcie na nexta

środa, 16 stycznia 2013

Rozdział 48


KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ

~Alex~


Od wyjazdu chłopców minęło pięć miesięcy. Do tego czasu rozmawiałam z nimi na skype lub przez telefon, ale nie widziałam. Każdą wolną chwilę spędzałam przy mamie. Mama już wyzdrowiała i zamieszkała z nami. Dziewczyny i Jason ciągle byli przy mnie i wspierali. Dzisiaj jest dwudziesty czwarty grudnia, wigilia. Dzisiaj są również urodziny Louisa. Kolejny dzień bez moich chłopców. Z westchnieniem wyłączyłam budzik i zwlekłam się z łóżka po czym poczłapałam do łazienki. Po szybkim prysznicu, wróciłam do pokoju po jakieś ciuchy. Gotowa zeszłam na dół gdzie dziewczyny i mama krzątały się po kuchni przygotowując pyszności na kolację. Chłonąc zapachy weszłam do kuchni. Szeroko się uśmiechając podeszłam do czekoladowych ciasteczek, które zrobiła mama. Kiedy sięgnęłam po jedno zostałam brutalnie uderzona w dłoń ścierką, a ciastko wypadło mi z ręki.
-Ała!- krzyknęłam przygarniając do siebie bolącą dłoń.
-To jest na wieczór. Teraz zjedz kanapki- mama podała mi talerz wypełniony różnymi kanapkami. Zrzędząc pod nosem usiadłam do stołu i zajęłam się swoim śniadaniem.
-Ktoś tu chyba wstał lewą nogą- usłyszałam nad sobą głos Danielle.
-Jem. Idź powkurzać kogoś innego- mruknęłam biorąc kolejny kęs.
-Tylko mówię- uniosła ręce w obronnym geście i wróciła do wykładania naczyń ze zmywarki. Kiedy skończyłam swoje śniadanie, sprzątnęłam po sobie i chciałam niepostrzeżenie udać się do pokoju, lecz moje plany legły w gruzach. W końcu do pracy jest osiem dziewczyn i Jason, nie rozumiem, więc powodu dlaczego też ja mam się w to mieszać. W kuchni i tak jest już za dożo osób.
-Alex!- krzyknęła mama. Zrobiłam jeszcze parę kroków mając nadzieję, że sobie odpuści. –Alex chodź tu!- krzyknęła. Klnąc pod nosem wróciłam do kuchni. –Tu masz listę zakupów i torbę. Na razie!- wręczyła mi torbę z karteczką w środku po czym wypchnęła mnie z kuchni. Mamrocząc pod nosem jak bardzo chcę wrócić do łóżka, ubrałam moje buciorki, kurtkę i szalik. Otwarłam drzwi i kiedy miałam już wyjść, zatrzymało mnie radośne szczekanie. Wzięłam smycz, którą przypięłam do obroży psa i razem z Demonem wyszłam z domu. Słuchając jak śnieg grucha pod nogami przemierzałam ruchliwe ulice Londynu. Wszyscy biegali od sklepu do sklepu kupując ostatnie najważniejsze rzeczy. Mijani ludzi taszczyli ciężkie torby uśmiechając się szeroko. Cieszyli się, że będą mogli spędzić mile czas z najbliższymi. Ja się nie cieszyłam. Co prawda będą przy mnie dziewczyny, mama i Jason, ale nie będzie moich, kochanym debili. Cholernie za nimi tęskniłam. Chciałam żeby już wrócili. Wzdychając weszłam do sklepu i pchając wózek wkładałam do niego rzeczy z listy.
-Mleko, ser, masło, cukier, jajka, mąka, czekolada, proszek do pieczenia…- wrzucałam kolejne rzeczy do koszyka. –Grzyby, makaron, cebula, gaśnica… Gaśnica?!- spojrzałam na listę. Wyraźnie pisało tam gaśnica. Wzruszyłam ramionami i czytałam dalej. Kiedy miałam już wszystko, udałam się do kasy i zapłaciłam po czym taszcząc ciężką torbę udałam się do domu. Kiedy szłam chodnikiem usłyszałam znajomy głos.
-Tak zimno, a ty czapki nie nosisz!- Nick podszedł do mnie kręcąc głową.
-Widzisz, ja mam coś takiego- wskazałam na włosy. –One mnie grzeją i nie jest mi zimno- uśmiechnęłam się.
-Skończ chrzanić. Prędzej uwierzę, że Demon pożarł ci czapkę- wywrócił oczami.
-Tja, jasne- mruknęłam. Demon beknął, a z jego pyska wyleciał kawałek wełny. –Ty potworze! Zjadłeś moją czapkę!- powiedziałam oburzona. Pies położył się na ziemi i zakrył sobie oczy łapami.
-A nie mówiłem?- wyszczerzył się Nick.
-Dobra, dobra. Wybacz, ale spieszę się do domu by się obijać i chować się przed matką, która będzie zaganiała mnie do pracy- wywróciłam oczami. –Na razie!- pożegnałam się. Jednak po chwili zatrzymałam. –Może wpadniecie do nas na kolację? No wiesz z Dianą- uśmiechnęłam się do niego.
-Jasne, czemu nie- odwzajemnił uśmiech.
-To jesteśmy umówieni! Cześć!- powiedziałam odchodząc.
-Narka Al!- pomachał mi. Patrząc zabójczym wzrokiem na Demona pchnęłam białe drzwi i weszłam do środka. Zakupy położyłam na ziemi, odpięłam smycz Demona i rozebrałam się. Nic nie mówiąc weszłam do kuchni i położyłam torbę na stole. Już miałam wychodzić, gdy zatrzymało mnie karcące spojrzenie mamy. Westchnęłam i rozpakowałam torbę. Kiedy sięgnęłam po gaśnice spojrzałam na mamę pytająco, ale ona była czymś zajęta. Wzruszyłam ramionami i zostawiłam ją na stole. Ciesząc się, że jak na razie moja rodzicielka nic ode mnie nie chce wyszłam z kuchni i wspięłam cię na schody. Po całym domu biegały dziewczyny. W kuchni rządziła mama, Laura i Jason, El odkurzała, Dan myła okna, Em podłogi a Soph ścierała kurze. Kiedy byłam na piętrze otwarłam drzwi od mojego królestwa i rzuciłam się na łóżko. Moją uwagę przykuł zielony laptop. Uśmiechnęłam się do siebie i włączyłam urządzenie sadowiąc je na swoich nogach. Zalogowałam się na skype i z uśmiechem stwierdziłam, że Li jest dostępny. Zanim zdążyłam do niego zadzwonić, on mnie wyprzedził.
-Kaczorku! Co u ciebie?- zapytał uśmiechając się szeroko.
-Z kim rozmawiasz?- usłyszałam głos Lou. Zanim Li zdążył odpowiedzieć usłyszałam kolejny głos.
-Gdzie moja suszarka?- zawył Malik.
-Skąd mam wiedzieć? Ja jej nie tykałem!- krzyknął Styles.
-Cicho bądźcie. Zagłuszacie kreskówki!- wrzasnął Horan.
-Cicho bądźcie, rozmawiam z Alex!- przekrzyczał wszystkich Li.
-Z Alex?!- usłyszałam, a po chwili obok Li zmaterializowały się cztery uśmiechnięte od ucha do uch mordki. -Cześć Alex!- przywitali mnie chórem.
-Cześć debile!- zaśmiałam się.
-Wydaje mi się czy przytyłaś?- zapytał Hazza.
-Wydaje mi się czy zgłupiałeś? Chociaż nie. W twoim przypadku to nie możliwe - pokazałam mu język, a reszta się zaśmiała.
-Tęsknie za tym- westchnął lokaty.
-Ja też- mruknęłam. –Wszystkiego najlepszego Lou!- dodałam po chwili.
-Dzięki Al!- uśmiechnął się chrupiąc marchewkę. –Chciałbym was zobaczyć. Wszystkie. Na żywo, a nie przez kamerkę- westchnął.
-Jeszcze miesiąc i zobaczysz- pocieszyłam go.
-Nie wiem czy wytrzymam- mruknął.
-Zwariować można bez tych waszych ciągłych babskich kłótni!- uśmiechnął się Zay.
-Wiecie co? Brakuje mi Demona- stwierdził blondasek.
-No wiesz- oburzyłam się.
-Ciebie i reszty też- dodał.
-No ja myślę- pokazałam mu język.
-Teraz moja kolej!- Li wyprzedził kolejne pytanie ze strony chłopców. –Co u ciebie?- powtórzył.
-Ukrywam się w pokoju przed mamą i resztą świty- powiedziałam.
-A co? Biją cię?- zażartował Malik.
-Gorzej- powiedziałam. –Chcą mnie zmusić do sprzątania- dodałam szeptem.
-To straszne!- oburzył się Lou.
-No! Masakra!- zgodził się Harry. Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale przerwał mi krzyk mamy.
-Alex! Chodź tu na chwilę! Pomożesz mi!- krzyknęła. Siedziałam chwilę patrząc na drzwi i modląc się by sobie odpuściła.
-Nie idziesz?- zapytał Malik.
-Liczę na to, że zapomni- powiedziałam szeptem jakby mama mogła mnie usłyszeć.
-Alex!- krzyknęła mama.
-Oho! Życzcie mi powodzenia. Później się odezwę- uśmiechnęłam się do nich i wyłączyłam laptopa. Zeszłam na dół wzrokiem szukając mamy. W salonie jej nie było, więc weszłam do kuchni. –Chciałaś coś mamo?- zapytałam.
-Chodź tu kochanie- powiedziała nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Westchnęłam i zrobiłam parę kroków w jej stronę. –Jason musiał jechać po coś do miasta, a dziewczyny są zajęte. Nie chciałabym cię obciążać czy coś… -zaczęła.
-Do rzeczy- westchnęłam.
-Przywieź lampki do balkonu- podała mi kilka kartonów z kolorowymi lampkami. –To chyba nie problem?- uniosła brew.
-Żaden- uśmiechnęłam się i wspięłam na górę. Weszłam do mojego pokoju i wyszłam na balkon. Rzuciłam lampki na ziemię i rozglądałam się układając w głowie dalszy plan działania. Kiedy już coś wymyśliłam, odpakowałam lampki i podeszłam do barierki. Przez chwilę męczyłam się by je odplątać. Kiedy się z tym uporałam zaczęłam owijać barierkę lampkami. Kiedy skończyłam poszukałam wzrokiem jakiegoś gniazdka albo przedłużacza. W końcu wypatrzyłam jakiś przedłużacz i podłączyłam do niego lampki. Przez chwilę nic się nie działo. Spojrzałam zdezorientowana na nieświecące lampki. Jedna musiała się zepsuć. Klnąc pod nosem obejrzałam dokładnie każdą lampkę, a kiedy znalazłam tą zepsutą, wymieniłam ją na działającą. Zadowolona ponownie owinęłam barierkę lampkami. Potem podłączyłam koniec do przedłużacza. Usłyszałam dziwny dźwięk, a potem krzyki. Spojrzałam na lampki. Paliły się. Wzdrygnęłam ramionami, wzięłam kartony i zeszłam na dół. El patrzyła zdezorientowana na odkurzacz, a z kuchni dochodziły jakieś dziwne dźwięki. Zmarszczyłam brwi i weszłam do kuchni. Mama biegała od urządzenia do urządzenia i coś mówiła. Laura próbowała za nią nadążyć. –Eee, coś nie tak?- zapytałam. Mama spojrzała na mnie. –Nie ma prądu! Moje ciasto! Całe jedzenie! Jeśli za chwilę nie będzie prądu będziemy musieli jeść na kolację pizzę!- panikowała.
-Mi to nie przeszkadza- wzdrygnęłam ramionami, a mama zgromiła mnie spojrzeniem. –Żartowałam- skłamałam uśmiechając się. Nagle mama przybrała minę jakby ją olśniło.
-Co zrobiłaś z lampkami?- zapytała.
-No ozdobiłam nimi balkon- wzdrygnęłam ramionami.
-Dokładniej- ponagliła mnie.
-Za pierwszym razem kiedy podłączyłam je do prądu, nie świeciły, więc sprawdziłam je i wymieniłam zepsutą lampkę. Kiedy skończyłam odłożyłam je na swoje miejsce i podłączyłam do prądu- powiedziałam.
-Idź je odłączyć- powiedziała.
-Ale po c…- zaczęłam, ale ona zgromiła mnie spojrzeniem. –Już idę- mruknęłam i wspięłam się na górę. Klnąc pod nosem odłączyłam żarówki i wróciłam na dół, gdzie o dziwo wszystko działało. –Wygląda na to, że z pizzy nici- powiedziałam. Dziewczyny spojrzały na mnie pytająco, a ja machnęłam ręką. –Nadal nie rozumiem co do braku prądu mają lampki świąteczne- westchnęłam wchodząc do kuchni.
-Po prostu ich nie włączaj- powiedziałam Laura dekorując pierniki. Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem i usiadłam na kanapie. Resztę dnia minęło nam (czytaj mi) na oglądaniu kreskówek. W końcu nie bez powodu mówi się „gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść”. Po szybkim prysznicu podeszłam w bieliźnie do szafy i dumałam nad tym co mam założyć. Po jakimś czasie wyciągnęłam z niej zestaw. Zeszłam na dół i dołączyłam do reszty w jadalni. Kiedy wszyscy byli już gotowi i siadaliśmy do stołu, ktoś zadzwonił do drzwi.
-Kogo tu przywiało?- mruknęłam pod nosem.
-Alex idź otworzyć- poleciła mama. Wstałam od stołu i podeszłam do drzwi. Otwarłam je, a moim oczom ukazało się…

No i kolejny. Mam nadzieję, że się podobało. 
See ya!
Łejtajcie na nexta! :3

czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział 47



~Alex~

 Obudziło mnie słodkie mruczenie Horanka.
-Mamo, te naleśniki są boskie!- mruczał po nosem. Uśmiechnęłam się szeroko i wpatrywałam w niego. Nie mogłam uwierzyć, że zostało tylko parę godzin, a potem chłopcy wyjadą w trasę trwającą sześć miesięcy. Nie wiem jak to bez nich wytrzymam, jak wytrzymam tyle bez Nialla. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, kiedy tak spokojnie spał. Jego farbowane, blond włosy były potargane dodając mu uroku. Cudowne, niebieskie oczy zamknięte. Usta wygięte w uśmiechu. Zaróżowione policzki. Po prostu mój Niall. Uśmiechnęłam się i delikatnie pogładziłam go po policzku. Nie chciałam tego okazywać, ale serce mi się łamię kiedy pomyślę, że nie będę go widzieć przez tak długi okres czasu. Pochyliłam się nad nim i delikatnie pocałowałam w usta, tak by go nie zbudzić. Po chwili nasz pocałunek przemienił się w coś bardziej namiętnego. -Możesz mnie tak codziennie budzić- usłyszałam znajomy głos, a po chwili ujrzałam parę błękitnych oczu.
-Obudziłam cię?- zapytałam nie mogąc oderwać wzroku od jego cudownych oczek.
-Tak, ale wynagrodziłaś wspaniałym sposobem budzenia- uśmiechnął się tak jak kochałam.
-Będę tęsknić za takimi porankami- odparłam smutno lecz kąciki moich ust delikatnie się podniosły.
-Ja też słońce- pogładził mnie po policzku. Przykryłam dłonią jego dłoń. Jego dotyk wywoływał na moim ciele cudowne drgawki. Zamknęłam oczy. Jedyne o czym teraz marzyłam to pozostać z nim w tym łóżka już na zawsze. 
-Kochanie, wszystko w porządku?- usłyszałam jego aksamitny głos. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Tak, dopóki mam cię przy sobie- powiedziałam cicho i otwarłam oczy.
-Nie smuć się skarbie- przygarnął mnie do siebie.
-Jak mam się nie smucić skoro ludzie, których kocham będę jeździć po całym świecie będąc z dala ode mnie?- westchnęłam.
-Chciałbym cię zabrać ze sobą. Nie ważne jakie byłyby tego konsekwencję. Zniósłbym wszystko byleby być przy tobie- gładził mnie po włosach, a ja kreśliłam kółka na jego nagim torsie
-To słodkie, ale oboje dobrze wiemy, że nierealne- odparłam.
-Wiem kochanie- westchnął. –Ale to nie zmienia faktu, że pragnę tego jak jeszcze niczego wcześniej- odparł.
-Będę za tobą cholernie tęsknić- westchnęłam patrząc mu w oczy.
-Ja za tobą też kochanie- pocałował mnie w usta. Nagle nasz spokój został zakłócony.
-Wstawać śpiochy! It’s eating time!- wrzasnął Lou wchodząc do pokoju.
-Po pierwsze: czas na jedzenie jest zawsze, po drugie: wyłaź z tond padalcu!- krzyknął Niall rzucając w niego poduszką.
-Nie pozbędziecie się mnie tak łatwo!- Tommo uśmiechnął się od ucha do ucha. –No bombę!- krzyknął i wskoczył na łóżko. Louis wylądował na nas. Leżał w poprzek szczerząc się. Jego głowa spoczywała na moich kolanach. –No heeej- przeciągnął i poruszał flirciarsko brwiami.
-Czas na zemstę!- krzyknął blondasek i razem ze mną zaczął go okładać poduszkami. Tomlinson chwycił jedną poduszkę i dołączył do bitwy. Po chwili drzwi od pokoju ponownie się otwarły.
-Co tu się do licha ciężkiego dzieje?!- zapytał Li patrząc jak pierze lata po całym pokoju.
-Li, na serio nie straciłbyś dziewictwa jakbyś przeklął- wywróciłam oczami.
-Umiem przeklinać tylko jestem dobrze wychowany i nie rzucam przekleństwami na prawo i lewo- pokazał mi język.
-Chcesz przez to powiedzieć, że nie jestem dobrze wychowana?!- zapytałam.
-Ty to powiedziałaś- uniósł ręce w obronnym geście. –Kontynuując, co ty się wyrabia?- uniósł brwi.
-Nic konkretnego- odparł Lou uderzając Nialla poduszką. Li miał już coś powiedzieć, ale niespodziewanie podeszła do niego Danielle.
-Nie złość się na nich kochanie- poprosiła.
-Dla ciebie wszystko- odparł i pocałował ją namiętnie w usta. Wykrzywiłam się i uderzeniem poduszki zamknęłam drzwi, by nie musieć na to patrzeć. Po chwili drzwi odtarły się z wielkim hukiem, a do środka wbiegł Zayn, a zaraz za nim biegł Harry.
-Vas happening guys?!- krzyczał mulat wskakując na łóżko i chowają się za mną.
-Co znowu?- zapytała patrząc na obojga.
-Więc w zasadzie- lokaty zaczął od słów, którymi zaczynia większość zdań. –Zayn zjadł moje ulubione żelki, więc go gonię- Harold wzdrygnął ramionami i usiadł na łózku.
-Więc w zasadzie- uśmiechnęłam się do Harrego. –Chciałabym rozpoczynać tak każdy poranek- westchnęłam. Chłopcy spojrzeli na mnie smutno i przytulili. Po chwili do pokoju wparowali Sophie, Emily, Eleanaor, Laura i Jason w piżamach.
-Dżamprezka!- wrzasnął Jason wskakując na łóżko. Reszta poszła w jego ślady i po chwili na łóżku blondaska siedziało dziesięć osób i pies.
-Nie sądzicie, że nas tu trochę jakby za dużo?- zapytał blondasek.
-Nie, no co ty. Skąd ten pomysł przyszedł ci w ogóle do głowy?- zapytał Lou. Po chwili łóżko wydało dziwny dźwięk, a my spojrzeliśmy na siebie wystraszeni.
-Łóżko się wali!- wrzasnął Malik i wszyscy zeskoczyli z łóżka.
-Myślę, że to dobry moment żeby się ogarnąć i zjeść śniadanie- stwierdziła El, a wszyscy się z nią zgodzili. Chłopcy zajęli łazienkę, a my poszłyśmy do swojego domu i każda korzystając ze swojej łazienki doprowadziła się do porządku. Ubrana jedynie w bieliznę podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej modrakowe rurki i białą koszulę z rękawami sięgającymi łokci w pionowe niebieskie paski. Ze szkatułki z biżuterią wyciągnęłam naszyjnik z dużym, jajowatym, beżowym wisiorem w kolorowe kwiatki i podobny pierścionek. Włosy związałam w luźnego koczka, a na stopy założyłam czarne baleriny. Gotowa zeszłam na dół gdzie dziewczyny szykowały śniadanie.
-Nie mogę uwierzyć, że już za cztery godziny chłopcy polecą w trasę. Nie będziemy ich widzieć przez pół roku- westchnęła Laura.
-Rozłąka boli, ale to dla nich wielka szansa- mruknęła Emily.
-Poza tym dobrze wiedziałyśmy, że w końcu do tego dojdzie- dodała Danielle.
-Miałyśmy tego świadomość kiedy się z nimi wiązałyśmy- powiedziała El.
-Ale i tak kochamy ich najbardziej na świecie i będziemy za nimi cholernie tęsknić- westchnęła Laura. Nie wiem dlaczego, ale słowa dziewczyn podniosły mnie na duchu i czułam się o wiele lepiej. Nie smuciłam już się tak bardzo. Cieszyłam się, że chłopcy spełniają swoje marzenia, a to zwyciężyło ze smutkiem rozłąki.
-Hej nie smućcie się. To sześć miesięcy minie zanim zdążycie mrugnąć- pocieszałam je.
-Tyle, że ja nie potrafię! Bardzo ich kocham- westchnęła Laura.
-Wszystkie bardzo ich kochamy. Oni są nasza rodziną. Pożegnania są trudne, ale z czasem przywykniecie i znów będziecie szczęśliwe choć w przybliżonym stopniu tak, jak z nimi- uśmiechnęła się do nich ciepło.
-Alex ma rację. Nie powinnyśmy teraz rozpaczać tylko spędzać każdą wolną chwilę z nimi- stwierdziła Danielle. Wszystkie spojrzałyśmy an siebie znacząco i w błyskawicznym tempie zjadłyśmy śniadanie i popędziłyśmy do nich. Każda dziewczyna wyciągnęła gdzieś swojego chłopaka. To do kina, to na zakupy, to na lody lub na spacer. Aktualnie stałam przed domem wpatrując się w Nialla i zastanawiając się co możemy porobić.
-Może po prostu przejdźmy się po Londynie?- zaoponował blondasek. Uśmiechnęłam się do niego i pokiwałam głową. Przemierzaliśmy ulice Londynu wtuleni w siebie ciągnąc za sobą Demona. W końcu usiedliśmy na ławce w parku wpatrując się w siebie uważnie chcąc zapamiętać każdy centymetr twarzy. Nawet jakbym chciała to bym nie zapomniała tych cudownych oczu, tego głosu, śmiechu. Niall, nie licząc reszty świty, jest najlepszym co mnie w życiu spotkało. Nigdy jeszcze nie kochałam kogoś tak mocno. –Kochanie- Niall przerwał ciszę. –Zaczynam zapominać jak smakują twoje usta- westchnął. –Przypomnisz mi?- zapytał uśmiechając się szeroko.
-Z przyjemnością- zaśmiałam się i go pocałowałam. Całowaliśmy się już długo i kiedy się od siebie oderwaliśmy dyszeliśmy ciężko.
-Jeszcze- szepnął Niall. Uśmiechnęłam się.
-Jeszcze ci mało?- przygryzłam wargę.
-Ciebie? Zawsze- przyciągnął mnie do siebie i złożył na moich ustach namiętny i długi pocałunek przepełniony uczuciem. Chciałabym żeby ta chwila trwała wiecznie. Niestety. Niall musiał się spieszyć na samolot. W milczeniu tuląc się do siebie wróciliśmy do domu i pojechaliśmy na lotnisko. Po jakimś czasie staliśmy na lotniku patrząc na siebie smutno. Jedynie ja uśmiechałam się do reszty. Cieszyłam się, że chłopy spełniają marzenia. Byłam z nich dumna. Kiedy pożegnałam się z dziewczynami, nadszedł czas na chłopców.
-Będę tęsknił siostrzyczko!- Louis rzucił się mi na szyję.
-Ja za tobą też przerośnięta marchewko- zaśmiałam się i cmoknęłam go w policzek. Lou ze smutną miną podszedł do swojej dziewczyny.
-Będzie mi ciebie brakowało Alex, Demona też- Zayn uśmiechnął się lekko uściskał mnie mocno i pocałował w policzek.
-Kogo ja teraz będę wkurzał?- zapytał przygnębiony Harry.
-Chłopców- podsunęłam.-To już nie to samo co ty- westchnął.
-Chodź tu głuptasie- wyciągnęłam do niego ramiona, a on ze smutną miną podszedł do mnie i przytulił. –Nie bądź smutny. Kiedy tylko się zobaczymy nadrobisz stracony czas- zapewniłam go i cmoknęłam w policzek.
-Kaczorku- westchnął Li i przygarnął mnie do siebie tuląc mocno.
-Ja ciebie też Li- powiedziałam, a on się zaśmiał.
-Do zobaczenia niedługo- cmoknął mnie w czoło i podszedł do reszty. Odprowadziłam go wzrokiem. Pożegnałam się już ze wszystkimi. Został tylko…
-Niall- powiedziałam i spojrzałam na przygnębionego blondyna stojącego obok. Chłopak bez słowa podszedł do mnie i przytulił do siebie mocno.
-Będę za tobą cholernie tęsknił- westchnął.
-Ja za tobą też moja blond piękności- mruknęłam nie puszczając go. Chłopak zaśmiał się i pocałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i cmoknęłam w usta. –Nie martw się. Jeśli ja wytrzymam to ty też- zapewniłam go.
-Mhm- Niall mruknął pod nosem nie przestając mnie cmokać w usta.
-Musicie. Już. Lecieć- mówiłam między całusami.
-Cholernie cię kocham skarbie- powiedział.
-Ja ciebie też kocie- uśmiechnęłam się. Niall pocałował mnie po raz ostatni i wsiadł do samolotu. Przytuliłam dziewczyny i Jasona i patrzyłam jak moja rodzina odlatuje. Kiedy samolot zniknął mi z oczu poczułam pustkę, którą dotychczas oni wypełniali. –Teraz jedziemy do szpitala. Obiecałam mamie, że jak tylko chłopcy odlecą przyjedziemy do niej- powiedziała tuląc do siebie płaczące dziewczyny.
-W takim razie jedziemy- odparła Laura wycierając łzy. Smutni i nie swoi wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy do szpitala St. Rose.

Koniec jest tuż, tuż. No. Rzygam tęczą -.-
Chciałabym wam przypomnieć o moim drugim blogu i trzecim też . Miło by było jakbyście zajrzały i zostawiły po sobie ślad.
Do następnego!
Łejtajcie na nexta! :3

czwartek, 3 stycznia 2013

Rozdział 46


~Liam~


Zayn i Sophie poszli za potrzebą, kaczorek i Niall poszli poszukać czegoś do jedzenia, Harry i Emily jedzą wspólnie żelki, Lou i El rozmawiają z mamą, Jason i Laura dołączyli się do rozmowy, Demon śpi przy łóżku, a ja stoję obok łóżka trzymając za rękę Danielle. Jedna myśl nie dawała mi spokoju. Już wcześniej zdążyłem obgadać ją z chłopakami i Paulem. Fanki będą musiały nam jakoś wybaczyć i spróbować zrozumieć. Po chwili do sali wparował kaczorek i Niall z tuzinem batoników, czekoladek i gum do żucia.
-Przynieśliśmy prowiant!- Horanek z trudem uniósł masę słodyczy. Kiedy każdy już dostał swoją porcje wszyscy siedzieli w ciszy pałaszując swoją zdobycz. Ja stałem przy oknie patrząc w dal.
-Co jest Li?- usłyszałem za plecami głos Al. Odwróciłem się do niej i uśmiechnąłem lekko.
-Wszystko w porządku- zapewniłem ją. Kaczorek zmrużył oczy i przyglądał się mi badawczo.
-Nie wydaje mi się- mruknęła lustrując mnie wzrokiem. Westchnąłem. Przed nią nic się nie ukryje. Znamy się na wylot. No w końcu to moja młodsza, niezdarna siostrzyczka, którą kocham całym sercem. –Li powiedz co ci leży na sercu. Przede mną nic nie ukryjesz. Chcąc nie chcąc jesteś moim starszym, nadopiekuńczym braciszkiem- uśmiechnęła się do mnie. W jej oczach zobaczyłem małe, tańczące iskierki radości i nadziei. Wiedziałem, że już nie boi się o mamę. Kiedy tak na nią patrzyłem znów widziałem tą małą, rozbrykaną trzylatkę, którą tak bardzo kocham. Zacisnąłem pięści.
-Hej posłuchajcie mnie!- powiedziałem trochę głośniej by wszyscy mnie usłyszeli. Wszyscy automatycznie umilkli i spojrzeli na mnie. Czułem, że kaczorek przewierca mnie spojrzeniem. –Muszę wam coś powiedzieć- podszedłem bliżej łóżka. Spojrzałem na chłopaków z zespołu. Kiwali głowami i lekko się uśmiechali. –Razem z chłopakami postanowiliśmy przesunąć trasę o miesiąc. Jeśli to będzie konieczne odwołały ją- spojrzałem w orzechowe oczy mamy. Były takie jak zawsze. Pełne miłości, radości i ciepła.
-Nie możecie tego zrobić!- mama zaprotestowała automatycznie.   
-Ale mamo zrozum! Martwię się o ciebie i chcę spędzić z tobą jak najwięcej czasu, a będzie to raczej nie możliwe kiedy wyjedziemy w trasę- powiedziałem.
-Li, posłuchaj mnie- Al podeszła do mnie. –Nie możecie zaprzepaścić takiej szansy! Dzięki tej trasie możecie wybić się na szczyt! Wasze fanki tak strasznie cieszyły się na tą trasę. Wy zresztą też- uśmiechnęła się. –O mamę nie musisz się martwić. Ja się nią zajmę- spojrzała mi w oczy. Chciałem zaprotestować, ale mi przerwała. –Jestem już duża! Mam osiemnaście lat i potrafię zając się mamą!- wywróciła oczami. –Obiecuję ci, że będę ją codziennie odwiedzać. Nie musisz się o nią martwić- dała mi pstryczka w nos. Uśmiechnąłem się do niej i spojrzałem pytająco na członków zespołu.
-Ona ma rację, Liam- przyznał Harry.
-Nie możemy zmarnować takiej szansy- dodał Zayn.
-Nie bój się, zostawiasz mamę w dobrych rękach- mrugnął do mnie Lou. Niall uśmiechnął się blado i pokiwał głową. Westchnąłem.
-W takim razie, jedziemy- uśmiechnąłem się.
-Jest sierpień, więc możecie zabrać ze sobą dziewczyny- zaproponowała mama. Chłopacy wyszczerzyli się i pokiwali energicznie głowami.
-Jestem za!- wyszczerzyła się Emily.
-Ja też jadę!- dodała Soph.
-W sumie też mogę jechać- wzdrygnęła ramionami Eleanaor.
-W taki razie, ja też jadę- Dan podeszła do mnie i przytuliła mocno, a ja otoczyłem ją ramieniem. Wszyscy bardzo się cieszyli. Rozradowani śmiali się i głośno rozmawiali. Demon wstał, krążył kilka razy wokół własnej osi, położył się ponownie na ziemi i zasnął nim zdążyłem mrugnąć.
-Czyli ja i Jason zostajemy tutaj- uśmiechnęła się Laura przekrzykując nas.
-Z Alex- dodał ciszej Jason. Dopiero teraz zrozumiałem, że Niall musi jechać w trasę, a Al musi tu zostać, z mamą.

~Alex~


Kiedy tylko Jason i Laura oznajmili, że zostają w Londynie ze mną wszystkie pary oczy zostały skierowane na mnie i blondaska. Niall stał obok ze spuszczoną głową. Ja uśmiechałam się blado i próbowałam się nie rozpłakać.
-Tak mi przykro- zaczął Li.
-Nie!- przerwałam mu. –Damy radę. Wytrzymamy. To tylko kilka miesięcy. Szybko zleci- mój głos zabrzmiał pewniej niż się czułam. Spojrzałam na Nialla i uśmiechnęłam się do niego pocieszająco. On próbował się uśmiechnąć, ale wyszedł mu tylko grymas. Widząc jego minę przytuliłam go mocno. Po chwili do sali weszła pielęgniarka.
-Czas odwiedzin już się skończył- mruknęła. Widząc nas wszystkich spojrzała na nas podejrzliwie. –Kto kazał wam wszystkim tu wejść?- zapytała.
-Eee doktor, eeee…- zaczął Hazza.
-Doktor Kiełbasa- wypalił Lou. Wszyscy spojrzeli na niego.
-No dobrze, niech wam będzie. Tylko nie siedźcie za długo- mruknęła jeszcze i wyszła.
-Doktor Kiełbasa? Serio?!- mama spojrzała na drzwi. Wzdrygnęłam ramionami. Kiedy się z nią pożegnaliśmy zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy do domu. Po jakimś czasie samochód zaparkował pod domem, a my leniwie się z niego wygramoliliśmy. Przesiedzieliśmy w szpitalu kilka godzin. Jest już 19. Wszystko mnie boli i jestem potwornie głodna.
-Głooodny jestem- zawył Niall siadając w kuchni.   
-Ja też- mruknęłam.
-Dobra, to robimy kolację!- klasnął w ręce Lou. Nikt nawet nie drgnął. –Powiedziałem: robimy kolację!- ponownie klasnął w ręce. Cisza. -Powiedziałem: robimy…!- ponownie zaczął tym razem głośniej.
-Wiemy co powiedziałeś, ale nam się nie chce- jęknęła Laura przerywając mu.
-To co, kolacja na mieście?- zaoponował Zayn. Odpowiedziało mu grupowe stęknięcie i entuzjazm Louisa.
-Taaak!- zapiszczał Tommo. Demon spojrzał na niego dziwnie po czym wrócił do drzemki. Ten pies przespał prawie cały dzień i jeszcze mu mało? Z wielkim trudem wstałam, wzięłam Demona i wyszłam za resztą przed dom. Już chciałam wsiadać do busa, ale zatrzymał mnie Pan Wietrzny Entuzjazm. –Chodzicie pieszo! Taki spacerek dobrze nam zrobi!- wyszczerzył się i pociągnął mnie gdzieś. Ja z Niallem i Demonem szliśmy na końcu trzymając się za ręce i milcząc.
-Alex, będę strasznie za tobą tęsknił- ciszę przerwał Horanek.
-Ja za tobą też- uśmiechnęła się do niego.
-Nie wiem jak wytrzymam bez ciebie te pół roku- spuścił smutno głowę.
-Hej- zatrzymałam się i uniosłam mu twarz. –Tak jak już mówiłam. Damy radę. Nawet nie zauważysz kiedy te 6 miesięcy minie - powiedziałam pomimo tego, że czułam inaczej. Uśmiechnął się lekko i pokiwał głową po czym pocałował mnie delikatnie w usta. Kiedy doszliśmy do restauracji zamówiliśmy jedzenie i szybko je zjedliśmy. Do domu  wrócić postanowiliśmy (czytaj Tommo postanowił) również spacerkiem. Wszyscy zasiedli w salonie, ale ja i Niall byliśmy strasznie zmęczeni, więc poszliśmy spać.
-O której macie lot?- zapytałam wtulając się w blondaska mocniej.
-O 14- mruknął. Westchnęłam. -Kocham cię wiesz?- zapytał nagle.
-Wiem. Ja ciebie też- szepnęłam.
-Nigdy o tym nie zapominaj, chodźby nie wiem co- powiedział tajemniczo. Spojrzałam na niego. –Obiecasz nie zapomnieć?- szepnął.
-Obiecuję- szepnęłam patrząc mu w oczy. Pogrążona w myślach zasnęłam.

Tata- srata i bęc! Takim sposobem mamy kolejny rozdział. Trochę krótki, ale cóż.
Chciałam wam tylko powiedzieć, że dodałam już pierwszy rozdział -------> http://this-is-narnia.blogspot.com/
I chciałabym również żebyście wpadli tutaj: http://uwierzwprzeznaczenie.blogspot.com/
Z góry dzięki!
Następny za 15 komentarzy.
Łejtajcie na nexta :3